Byliny / Inspiracje / Ogród ozdobny

Bylinowa rewolucja

Jeśli interesujecie się ogrodnictwem na poważnie, zapewne obił Wam się o uszy termin „new perennial planting”, albo przynajmniej kojarzycie nazwisko Pieta Oudolfa, jednego z inspiratorów zjawiska. Chodzi o nurt ogrodniczy, związany z architekturą krajobrazu i szkółkarstwem, ale obejmujący szeroki kontekst kulturowo – społeczny. W wolnym tłumaczeniu new perennial planting oznacza „nowe bylinowe nasadzenia”. Styl ten bywa też określany jako bylinowe łąki, holenderska fala i nowoczesne ogrodnictwo naturalistyczne. Chodzi bowiem o naśladowanie natury w ogrodzie. Banalne? Nie do końca. To nie dosłowne odwzorowanie naturalnych kompozycji czy zestawień kolorystycznych, ale cała filozofia. 

Piet Oudolf border design via Noel Kingsbury Garden Blog

Jej trzonem mają być byliny, jakoby na nowo odkryte. Wyszukane w górach Kirgistanu, bagnach Syberii, preriach Ameryki. Stamtąd między innymi pochodzą przodkowie mieszańców bez których nie można by mówić o bylinowej rewolucji.  New Prennial Planting (N.P.P.) tak jak cały New Perennial Movement (N.P.M.) zakłada szerokie wykorzystanie ozdobnych traw. Według wskazówek czołowych reprezentantów nurtu rośliny te powinny stanowić co najmniej 30-40% ogrodowych kompozycji.

Piet Oudolf pensthorpe garden via Telegraph.co.uk

Digitalis ferruginea via landscapefocused tumblr

Kolejnym filarem nowej filozofii jest rezygnacja z pochodzących z intensywnej selekcji kultywarów o wielkich kwiatach. Duża jak talerz trójkolorowa dalia odpada. Zamiast niej wkraczają łąkowe bodziszki, chwasty z rodziny jasnotowatych, oraz łatwo rozsiewające się astrowate. Nadal chcecie dalie? Dopuszcza się tylko te, które dziko rosną w Meksyku, czyli np. dahlia coccinea. Gatunek o pojedynczych kwiatkach, bardzo skromny. Ogrodnictwo N.P.M. bazuje właśnie na niepozornych kwiatach. Liczą się takie rośliny, które robią wrażenie dopiero posadzone w grupie. Celem są „ogrody takie jakby stworzyła je natura, lecz piękniejsze” – jak niegdyś określił to wspomniany hodowca, designer i ogrodniczy guru z Holandii Piet Oudolf.

Piet Oudolf - holenderski architekt zieleni, twóra ogrodów i szkółkarz. Od 25 lat promuje styl New Perennial Planting.

Piet Oudolf – holenderski architekt zieleni, twórca ogrodów i szkółkarz. Od 25 lat promuje styl New Perennial Planting.

Ogrody zaprojektowane przez Oudolfa znajdują się na całym świecie. Najsłynniejsze są w Anglii, USA, Holandii i Szwecji.

Trentham garden in August, Stoke-on-Trent, Piet Oudolf via flickr

Piet Oudolf early summer border with filipendula, stachys, deschampsia, erigeon and veronicastrum. Found on atcasa.corriere.it

N.P.M. był początkowo rewolucyjny. W latach dziewięćdziesiątych, kiedy to pół ogrodniczego świata miało obsesję na punkcie niebieskiej róży, propozycja sadzenia dzikich rabat wymykających się spod kontroli, pełnych zaadaptowanych chwastów była czymś nowym. Rzeczywiście bylinowa rewolucja trwa już dobre 20 lat, a jeśli dodać wcześniejsze eksperymenty różnych architektów, wychodzi że już przed wojną sadzono trawy wraz z bylinami.

Ostatnio N.P.M. przeżywa prawdziwy komercyjny boom na Zachodzie, szczególne w USA. Stał się tam niejako symbolem kontestacji tradycyjnego, niby nudnego i lekceważącego aspekty ekologiczne, ogrodnictwa. Upatrywano w nim remedium na problemy takie jak niekontrolowane zużycie wody w ogrodzie, czy introdukcja obcych gatunków w rodzimej florze. Obecnie w Stanach N.P.M. jest nie tylko znakiem wrażliwego i inteligentnego podejścia do sztuki ogrodniczej. To już niemal wyznacznik otwartości intelektualnej. Nie bez powodu The New York Times zachwyca się bloggerami promującymi radykalny N.P.M. takimi jak James Golden z Federal Twist czy Thomas Rainer z Grounded Design

Eupatoriums. Courtesy of James Golden at View from the Federal Twist blog.

View from the Federal Twist jest radykalnym blogiem o naturalistycznych łąkach bylinowych. Jego autor James Golden zalicza się do najbardziej wpływowych ogrodników amatorów na świecie.

Blogerzy Ci z pewnością przyczynili się do zwiększenia globalnej popularności trendu bylinowego. Dlaczego więc największa obsesja N.P.P. ogarnęła amerykanów? Sadzenie inspirowanych prerią (naturalnym amerykańskim siedliskiem i symbolem tego kraju) rabat oraz rezygnacja z trawników na rzecz naturalistycznych łąk niesie ze sobą wiele korzyści. Przede wszystkim oszczędność czasu. Ogrody preriowe mają opinię mało wymagających. Idea N.P.P. pozwala na lekkie zachwaszczenie ogrodu, akceptację samosiejek i pozostawianie traw i przekwitłych kwiatostanów na zimę. Oszczędzamy też wodę, i pieniądze (korzystamy z roślin rodzimych, które łatwo wyhodować z nasion, i które nie wymagają nawożenia). Po prostu same profity.

Do długiej listy zalet koncepcji N.P.M. dołączyć jeszcze można aspekt promocji lokalnych rodzimych gatunków. Szczególnie przydatne w USA, kraju gigantycznych farm, upraw monokulturowych, ojczyzny kukurydzy GMO. Biodywersyfikacja w ogródkach jest tam bardzo pożądana. Nie należy też lekceważyć faktu, tak akcentowanego przez biologów, że introdukcja obcych gatunków może mieć opłakane skutki dla naturalnych ekosystemów. Oznacza to że “obce kulturowo” rośliny – uciekinierzy z ogrodów mogą wyrządzić w lokalnej florze wiele szkód. Przykładem z Polski jest chociażby barszcz sosnowskiego, który przywieziony z odległego krańca Rosji stał się nie lada zagrożeniem dla przyrody i dla ludzi. Na te wszystkie ogrodnicze bolączki współczesnego świata ogrodniczego N.P.M. wydawał się idealnym lekarstwem.

american front-lawn landscaping via www.stupic.com

Amerykańskie ogrody kiedyś…

sedums and grasses via flickr

Amerykańskie ogrody dziś.


Styl New Perennial Planting jest też po prostu atrakcyjny wizualnie. Ja uległam czarowi kompozycji Pieta Oudolfa od razu. Łany kolorowych kwiatów, które oglądałam w jego projektach, wydawały mi się doskonałym pomysłem do zastosowania w moim ogródku. Nasza działka jest wielka, otoczona przez dzicz. Z tarasu widać rozległą polanę. Z tej odległej perspektywy nikt się nie dopatrzy chwastów, czy niepoobrywanych „suszków”. Pomyślałam, że kolorowe łany bylin i traw będą dla mojego ogrodu jak znalazł.

Pensthorpe Millenium Garden in Norfolk - PhotoALAMY via Telegraph.co.uk

Zmierzając do puenty: skoro ten tak zasobny w walory nurt ogrodnictwa się rozprzestrzenił po świecie (jest nazywany tendencją pan-globalną), to dlaczego zdążono go już skrytykować – żeby nie powiedzieć – obalić? Atak na bylinową rewolucję nastąpił paradoksalnie z obozu macierzystego, mianowicie z bloga Michaela Kinga. Po lekturze jego ostatniego wpisu na blogu zrozumiałam, że sama muszę napisać coś na ten temat. Chciałam nie tylko opowiedzieć o N.P.M., ale w pewnym sensie zrewidować swój własny zachwyt nad bylinową rewolucją. Wspomniany autor, Michael King, to wielka postać. Należy do grupy „ojców założycieli” i orędowników N.P.M. To ceniony badacz roślin, architekt zieleni, ogrodnik. I nikt inny tylko on, guru holenderskiej nowej fali, stwierdził ostatnio, że szlachetny koncept którego jest współautorem – bylinowe łąki – został zjedzony przez komercję, zatracony w łopatologicznym podążaniu za trendami. Czyżby?

 Border in Cabo House designed by Allan Pollock-Morris via www.scotlandsgardens.org 3

Zastanowiło mnie też coś innego. Nurt N.P.P. wyrósł na założeniu, że potrzebna jest ekologia, organiczne myślenie, stosowanie roślin lokalnych. Obecnie kilku twórców idei radykalnie się od niej odcina. Piszą o „organicznym dżihadzie”, i że trend ten stał się wytrychem marketingowym szkółkarzy. Hodowcy N.P.P. tacy jak Noel Kingsbury otwarcie każą sadzić rośliny z różnych zakątków świata, i nie ograniczać się do lokalnej flory.

Wild planting scheme in Noel Kingsbury's garden via flickr 3


W Polsce N.P.M. praktycznie nie istnieje. Jego ślady dostrzegłam jedynie w architekturze miejskiej Warszawy (widać przynajmniej profesjonaliści „ogarnęli” co w świecie ogrodów jest na czasie). Jak jest w innych polskich miastach – nie wiem. W stolicy rzuca się w oczy, że dawniej polecane do miejskiej zieleni jałowce chińskie aka “nie zagniotsa nie złamiotsa„, irgi i berberysy zamieniono na łany miskantów chińskich miscanthus sinensis. Takie „trawiaste” nasadzenia można podziwiać m. in. na pasach zieleni warszawskich Alei Jerozolimskich. Innym sztandarowym przykładem przenikania N.P.M. do Warszawy jest ogród na zrewitalizowanym skwerze przy Placu Grzybowskim. Kolorowe astry nowoangielskie przenikają się tam w nonszalanckiej kompozycji z traw, wyraźnie inspirowanej prerią i stylem Pieta Oudolfa czy Noela Kingsbury.

Plac grzybowski 2

Plac Grzybowski w Warszawie to jeden z rzadkich polskich przykładów NPM w zieleni miejskiej.

 

A ogródki przydomowe Polaków? Danych brak. Moje czujne oko jednak nie zauważyło żadnych rewolucyjnych zmian ani w napotykanym otoczeniu, ani w czasopismach kierowanych do przeciętnego działkowca. Owszem, latem pokazuje się w gazetach „ozdobne trawy” i „jesienne astry”, ale szerszego objaśnienia koncepcji neo-naturalistycznych nasadzeń, czy propozycji sadzenia w stylu Noela Kingsbury „w trawie” nie widziałam. Na działkach zaś ciągle królują te same tuje… Dlatego pierwotnie miałam nadzieję, że bylinowa rewolucja dotrze do Polski. Po raz pierwszy poczułam „zew”, gdy kilka lat temu w szkółce przy trasie na Lublin znalazłam pojedynczą gaurę Gaura lindheimeri . Sprzedawca nie miał pojęcia co to za bylina, a był to kultowy gatunek szeroko wykorzystywany w N.P.M. między innymi przez projektanta ogrodów Christophera Bradley – Hole. Cieszyłam się strasznie, gdy w moich okolicznych szkółkach obok „zwykłych” cyprysików groszkowych i petunii zaczęto oferować proso rózgowate Panicum virgatum „Heavy Metal” i inne byliny znane z nasadzeń holenderskiej fali (na marginesie, nie jeden szkółkarz musiał zbić fortunę na tej modzie).

Mając takie oferty w zasięgu ręki powolutku, na ile pozwolił mi czas i budżet, zaczęłam kreować swoją „bylinową łąkę”. Oczywiście mimo lat pracy nad upragnionym efektem, bardzo daleko jej jeszcze do spontanicznego wyglądu jaki widuje się w realizacjach wielkich mistrzów. Ale namiastka jest. Kiedy już miałam nadzieję, że bylinowy nurt rozleje się na wszystkie polskie ogrody, od Michaela Kinga dowiedziałam się, że rewolucja zjadła swoje dzieci. Słynny ogrodnik skrytykował m. in. bezrefleksyjne sadzenie „roślin N.P.P.”, bezmyślne kopiowanie oudolfowskich zestawów bylin. Czyż nie on sam pisał i sprzedawał książki o roślinach? Dlaczego ma pretensje? Jego zdaniem mało kto wprowadza naturalistyczną filozofię do ogrodu i likwiduje trawniki. Częściej ludzie dokupują kilka modnych gatunków i upychają je gdzie im się podoba. Tworzą rabatki dedykowane N.P.P. zamiast zmieniać radykalnie swój cały ogrodniczy styl. Filozofia N.P.M. nie funkcjonuje jako całościowa koncepcja. Ta ostatnia myśl, podjęta w dodatku przez innych zagranicznych bloggerów – celebrytów mnie zmroziła. Czy to przypadkiem nie o mnie? Mój ogród:

IMG_3612

Będę szczera. Padłam ofiarą mody. Potraktowałam N.P.M. wybiórczo. Posadziłam naturalistyczne byliny, posadziłam trawy ornamentalne. Ale zostawiłam trawnik, róże, hortensje, i te wszystkie wielkie kolorowe dalie których miało nie być. Moje rabaty udają styl N.P.P. i jego nonszalancję, ale wcale nie są bezobsługowe tak jak zakładali twórcy trendu. Nie mogę ścierpieć perzu pomiędzy rozchodnikami, więc pielę. Denerwuje mnie gdy uschnięte wiechcie np. irysów i piwonii zawiązują nasiona i obciążają rośliny, więc je obcinam. Nie sadzę też chwastów (nie zapomnę jak w jednym z brytyjskich magazynów szkółkarz spod znaku bylinowej rewolucji zachwycał się nad przymiotnem erigeron annuus ! Normalnym chwastem który się rozsiewa jak głupi). Miałam niby to wszystko zaakceptować? Zrezygnować z ulubionych kwiatów? Pozbyć się piwonii, bo nie rosną na prerii? Na Boga, gdzie preria, a gdzie lubelski wąwóz!

Naturalistyczne rabaty wpływowej gwiazdy ogrodnictwa Noela Kingsbury:

Wild planting scheme in Noel Kingsbury's garden via flickr Wild planting scheme in Noel Kingsbury's garden via flickr 4

Na dodatek na blogu Federal Twist niedawno zszokował mnie proceder autora, który należy do wiernej „sekty” N.P.M. i którego, przyznam, darzę ogromnym szacunkiem choćby ze względu na żelazną konsekwencję. Mój w pewnym sensie idol – James Golden jest chyba jedynym całkowicie oddanym temu nurtowi ogrodnikiem amatorem. Bezkompromisowy i odważny, nie uprząta rabat po zimie. On je wypala. Tak, podpala swoje rabaty. Są na nich byliny i trawy, więc czemu nie. Zamieścił nawet zdjęcia płomieni. Czy to nie zaszło już za daleko? Słyszałam o ogrodnikach, którzy jeżdżą po swoich bylinowych rabatach kosiarkami ustawionymi na najwyższy poziom, i traktują suche pędy bylin ostrzami. Wyrzut boczny zwraca rozdrobnione łodygi, liście i kwiatostany podłożu jako ściółkę instant. Po takim przejeździe chyba już nie ma sensu pielić czy wyrywać samosiejek…

James Golden likwiduje wiechcie traw i bylin przez wypalanie wczesną wiosną.

James Golden likwiduje wiechcie traw i bylin przez wypalanie wczesną wiosną.

Po zapoznaniu się z tymi radykalnymi poglądami na ogrodnictwo postanowiłam udzielić sobie dyspensy. Dlaczego mam robić tak jak ktoś zza oceanu (lub „drugiego końca kabla”) mi każe? Każdy ogród jest inny, a skoro N.P.M. polega na ogrodnictwie naturalistycznym, to chyba nie powinnam na oślep kopiować rozwiązań zza granicy? Polska to nie USA czy Holandia, u nas są jeszcze nieskoszone rowy, zaniedbane dzikie zakątki, kawałki europejskiej puszczy. Nie jesteśmy krajem wielkich farm kukurydzy, a krajem o jednej z najwyższych w Europie wskaźników biodywersyfikacji (biodiversity). Lasy stanowią niemal 30 % powierzchni naszego kraju. Tam gdzie narodził się New Perennial Movement – w Holandii i Anglii lesistość to najwyżej 10%. Nie musimy tak obsesyjnie kierować się ekologią. Rodzime gatunki? Ok, warto jest sadzić, ale N.P.M. proponuje też gatunki amerykańskie (np. astry, sadźce, ostnice).

Ogrody nie mogą być wyrwane z kontekstu. O ile podoba mi się wykorzystywanie bylinowej mody w tkance miejskiej Warszawy, to nie wyobrażam sobie metamorfozy klasycznych wiejskich ogródków w tym samym kierunku. W Polsce zawsze powinny rosnąć lilaki, piwonie, irysy, róże, liliowce, i dalie. Taka jest nasza ogrodnicza tradycja. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że w naszym kraju sezon ogrodniczy trwa krótko. Krócej o 2-3 miesiące niż w Anglii czy Holandii. Postępując bezkompromisowo i decydując się na 100% N.P.P. skazujemy swój ogród na brak kwiatów wiosną. Większość amerykańskich (i generalnie proponowanych przez projektantów nurtu) bylin kwitnie dopiero latem. Jak nie chcę czekać do lata na kwiaty, a wy?

New perennial planting garden designed by Christopher bradley - Hole and photographed by Andrew Lawson contextualgardens.blogspot.com

Co możemy wziąć dla siebie z N.P.P.? Na pewno niektóre byliny i trawy (namawiam do tego, za co Michael King tak krytykuje). Oprócz tego, że nowa fala zainspirowała mnie do zakupów i zmian aranżacyjnych, poskutkowała też pewnym „otwarciem umysłu” na zasady kompozycji. Zrozumiałam, że udana rabata nie musi być sadzona na sposób angielski, od najwyższego na tyłach, do najniższego z przodu. Mój guru Piet Oudolf proponował by zamiast tego, niczym na łące, sadzić rośliny en masse, w formie przenikających się łanów.

Godzien uwagi jest też koncept ogrodników N.P.M. popularyzujący tzw. ghost plants – rośliny duchy. Takie, które są w ogrodzie ozdobą nawet gdy już umrą. Nie trzeba ich ścinać. Do tej grupy należą m.in. żelaźniak phlomis, anemony japońskie anemone hupehensis var. japonica i ich mieszańce, jeżówki echinacea, rudbekie rucbeckia sadźce eupatorium i oczywiście trawy. Zanim jednak zdecydujecie się zostawić bylinową łąkę nie ściętą na zimę, przemyślcie sprawę. Zorbiłam tak raz, chyba w 2011 roku. Sztywne oszronione badyle przetrwały dwa tygodnie. Szybko przywalił je śnieg, z suchych liści zrobiła się miazga, wszystko to naprzemian zamarzało i rozmarzało aż do marca. Zrozumiałam wtedy, że Piet Oudolf chyba nie widział polskiej zimy i dlatego ma takie szalone pomysły.

Ogród zaprojektowany przez Pieta Oudolfa zimą. Jak widać martwe byliny i tzw. ghost plants dekorują rabaty do wiosny.

Ogród zaprojektowany przez Pieta Oudolfa zimą. Jak widać martwe byliny i tzw. ghost plants dekorują rabaty do wiosny.

Tak wyglądają pozostawione na zimę wiechcie Jamesa Goldena.

Tak wyglądają pozostawione na zimę wiechcie blogera Jamesa Goldena.

Na koniec – największą bodajże inspiracją w ogrodach N.P.P. są kolory. Takich zestawień na rabatach nie wymyśliłaby matka natura. Nie można polskim ogrodnikom odbierać prawa do inspirowania się nimi tylko dlatego, że trend bylinowej rewolucji uległ komercjalizacji.

Piet Oudolf The four seasons park in Sölvesborg Sweden via Tulipa Grey

Pierwszy raz cieszę się, że mój kraj jest w tyle w stosunku do Zachodu. Cieszę się, że nie ogarnęła nas obsesja N.P.P. tak jak Amerykanów i Niemców. Mamy dzięki temu swój styl. Ja przynajmniej staram się mieć, bo łączę miłość do bylin z miłością do wszystkich innych kwiatów, które po prostu dobrze mi się kojarzą i dobrze wyglądają. Wam polecam czynić tak samo.

Ps. Wykorzystałam dużo zdjęć z innych stron internetowych. Kredyty i dokładny opis znajdują się w nazwach plików. Detailed photo credits are placed in the files’ description. Most of the photos are in courtesy of  James Golden, Noel Kingsbury and Piet Oudolf.

Zobacz również

10 komentarzy do “Bylinowa rewolucja

  1. Pingback: Warszawskie magnolie z cukru | Weekend w ogrodzie

  2. Pingback: Weekend w ogrodzie # 6 – Majówka | Weekend w ogrodzie

  3. Pingback: Pochwała amatorstwa: czy dobry ogrodnik musi być zawodowcem? | Weekend w ogrodzie

  4. Pingback: Rdesty i ich kuzyni – niedoceniane byliny, które warto mieć | Weekend w ogrodzie

  5. Pingback: Święto Róż w Końskowoli – relacja | Weekend w ogrodzie

  6. Pingback: Weekend w ogrodzie #19 – Sprzątamy i sadzimy | Weekend w ogrodzie

  7. Pingback: Podagrycznik i inne chwasty. Czy w ogrodach bylinowych konieczne jest nieustanne pielenie? | Weekend w ogrodzie

  8. Pingback: Weekend w ogrodzie #19 – Sprzątamy i sadzimy | Weekend w ogrodzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *