Kuchnia ogrodnika / Ogrodnicze podróże / Przyroda / Rośliny cebulowe

Pędy chmielu, jezioro i bociany

Oczywiście nie każdy weekend spędzam na swojej działce. Dlatego też planuję nasadzenia tak, by w razie naszej nieobecności ogród przetrwał kilka dni/tygodni, i nie wyglądał po powrocie jak zarośnięta bocznica PKP. Jeśli w piątek  i sobotę nie ma mnie we własnym ogrodzie, ani w Warszawie, to zazwyczaj przebywam z rodziną w drugim końcu Polski. Przemieszczam się wtedy na Północ, do Prus Wschodnich, gdzie mieszkają moi teściowie.

Parapet w domu Mamy mojego męża.

Parapet w domu Mamy mojego męża.

Każdy, kto kocha ogrodnictwo, kocha też przyrodę. I wie, że powinno się raz na jakiś czas zrobić przerwę w pieleniu, kopaniu, czy sadzeniu. Dobrze jest wyjść z ogródka i pospacerować na łonie natury. Obejrzeć coś co nie jest grządką, zagonem, ani parkiem, tylko naturalnym fragmentem dziczy. Nie wolno zapominać jak wygląda polski krajobraz, nasze lasy i łąki.

Zdjęcia nie oddają niestety zapachów igliwia i migotania światła. Nie da się na fotografii pokazać jak wygląda wiosenny las, gdy delikatnie poruszają się na wietrze gałązki drzew z pierwszymi liśćmi. Na blogu nie słychać śpiewu ptaków, szumu świerków i szelestu gałęzi pod stopami. Może i dobrze. Tego się powinno po prostu doświadczyć. Spacer po dzikim warmińskim lesie, gdzie mieści się działka moich teściów, to uczta dla zmysłów.

lasy Warmii

bagna w lasach Warmii pojezierze Brodnickie

Warmia jezioro Partęczyny Wielkie 4

IMG_1211

Na Lubelszczyźnie, w okolicach gdzie leży moja działka, jeziora są wielką rzadkością. Fajnie jest opuścić Wyżynę Lubelską i podziwiać uroki Pojezierza Brodnickiego. Zanim przyjechałam na daczę teściów po raz pierwszy kilka lat temu, w ogóle nie znałam i nie doceniałam uroku Warmii. Jest to region dużo mniej popularny niż Mazury, a oferujący podobne atrakcje. Pełno tu pięknych jezior i lasów, zasobnych w ryby i zwierzynę. Domek rodziców mojego męża leży chyba w jednym z najbardziej malowniczych zakątków Polski, w odległej, maleńkiej wioseczce,  schowanej pośrodku boru. Z niewielkiego pagórka kilka domów spogląda tam na przepiękne jezioro. Do cywilizacji jest stamtąd daleko, i łatwo zapomnieć tam o Bożym świecie.

Warmia - jezioro Partęczyny Wielkie

Miejsce to nie potrzebuje zadbanego ogrodu. Jego ozdobą jest las i jezioro pełne ryb, którego brzeg porasta sitowie, i olsza czarna alnus glutinosa. Krajobraz i dzikie rośliny wystarczają tu za wizualną atrakcję. Szczególnie, że co jakiś czas pojawiają się też zwierzęta: kormorany, łabędzie, kaczki. Przy zejściu do kąpieliska długo stacjonowała rodzinka norek amerykańskich. Są też zające, no i oczywiście dziki, które w pobliskim lesie ryją w poszukiwaniu żołędzi. Podobno myśliwi sadzili tam słoneczniki bulwiaste (tzw. topinambury) helianthus tuberosus jako przynętę dla dzikich świń. Latem muszę sprawdzić czy „dzicza plantacja” kwitnie.

Narzyz o pełnych kwiatach - narcissus Rip van Winkle

Wśród roślin posadzonych przez mojego teścia zainteresował mnie szczególnie malutki narcyz o pełnych kwiatach o nazwie „Rip Van Winkle”. Ma jakieś 15 cm i drobne kwiaty przypominające złotlin japoński lub mniszek lekarski. Jako jedna z niewielu kwitnących w tej chwili roślin wyglądał wyjątkowo uroczo. W poszukiwaniu kwiatów wybrałam się na spacer do sąsiadów. Oto co zobaczyłam na sąsiednich posesjach:

Warmia jezioro Partęczyny Wielkie 2

Warmia jezioro Partęczyny Wielkie 3

Warmia okolice Łąkorza   Warmia chata

Ogród z widokiem lasy i jezioro nie potrzebuje się już żadnej dodatkowej ozdoby. Po co stwarzać konkurencję naturze? Właściciele tych działek zdają się dobrze o tym wiedzieć. W ich schludnych zagrodach główną rolę odgrywają prosty żywopłot z lekko formowanych świerków, i drzewa (znów świerki picea , sosny pinus, dzika grusza pyrus communis, lipa tilia, i kwitnąca na różowo robinia akacjowa robinia pseudoacacia). Jedyną kwiatową dekoracją jest pergola obsadzona ośmioma wiciokrzewami lonicera periclymenum (już sobie wyobrażam ich zapach w letnie wieczory) oraz rabata z róży pomarszczonej rosa rugosa (czy nasadzenie z tego gatunku w ogóle można nazwać rabatą? ;))) Zachwyciło mnie jak efektowny i wygodny w utrzymaniu ogródek można stworzyć bazując na tym co rośnie dookoła. Zero wymyślnych aranżacji. Prostota, tradycja i bezpretensjonalność. Czy to świadome planowanie? A może względy praktyczne zadecydowały o tak surowym kształcie ogrodu? Nie dało się nie zauważyć suchej piaszczystej gleby i mnóstwa kretowisk. Zakładam, że właściciele tego ogródka to ludzie rozsądni, którzy nie chcą urlopów spędzać na syzyfowej pracy jaką jest walka z chwastami. Wolą patrzeć, podobnie zresztą jak mój teść – na piękne jezioro.


Dla mojej córki wielką atrakcją naszego krótkiego pobytu stała się sowa, którą zauważyliśmy w kominie. Podobny puszczyk mieszka i u nas na wsi. Ten teściów zyskał sobie powszechną sympatię bo pozwolił się oglądać przez cały dzień. Nie straszne było mu gorąco i gryzący dym. Spał sobie smacznie, mimo że ciągle palono w kominku. Zdjęcie sowy mówi samo za siebie…

Sowa - puszczyk w kominie

Dla mnie zaś ciekawym znaleziskiem okazały się skarby ukryte w  leśnych chaszczach. Wygrzebałam w nich przypadkiem coś, o czym po raz pierwszy przeczytałam niedawno na blogu Bez-ogródek. Mianowicie – pędy dzikiego chmielu humulus lupulus. Zanim zobaczyłam je na własne oczy w lesie, dowiedziałam się, że to słynna ekskluzywna belgijska nowalijka. Moja rodzina pochodzi z lubelskiej gminy, w któej wytwarza się 40% krajowej produkcji chmielu. Jak to więc możliwe, że spędzając wakacje u babci, pośród chmielników,  przez tyle lat nie słyszałam, żeby młode chmielowe pędy można było jeść? Chmiel kojarzył mi się z zielonymi szyszeczkami i przyprawą do piwa. Ba, byłam nawet na lokalnym święcie zwanym „Chmielakami” i tam także nie słyszałam o innym zastosowaniu tego pnącza niż browarnictwo. A jednak bloger Łukasz, który tak polecał młody chmiel na sałatkę, pisał, że jadalne są też pędy. Radził szukać dzikiego chmielu w lasach i zaroślach. Przyjechałam z chmielowej części Lubelszczyzny, i ostatnie czego się spodziewałam, to że natrafię na to warzywo nad warmińskim jeziorem!

Zapytana o opinię na temat nietypowej nowalijki moja przyjaciółka – ekspert kulinarny – powiedziała: „Wszystkie kiełki są dobre, więc te na pewno też”. Postanowiłam więc spróbować. Od razu czułam, że sprawa jest nieco przegrana, bo zebrane przeze mnie pędy wydawały się nadto rozwinięte. Wprawdzie przypominały w dużym stopniu to, co pokazywano na blogu Bez – ogródek. Jednak w stosunku do zdjęć z belgijskich stron kulinarnych, na które musiałam zajrzeć w poszukiwaniu inspiracji, były za zielone. Nie przypominały kiełków, tylko pędy. Jets de houblon, jak mówi się o pędach chmielu w Belgii i Francji, są w tych krajach popularne. Hoduje się je w ogrodach i „bieli” przysypując warstwą gleby, by rosły białe i kruche. Zupełnie jak popularne białe szparagi. Moje warmińskie jets de houblon nie były rzecz jasna niczym przysypane, bo rosły dziko w lesie. I dopiero co wyszły z ziemi, ale ciepło wiosennego słońca zdążyło zrobić swoje. Popełniłam błąd, bo nie ugotowałam ich od razu. Powinnam była postąpić analogicznie jak ze szparagami, które przyrządza się jak najszybciej po zbiorze.

Pędy chmielu - jets de houblon

Jak na zebrane i ugotowane zbyt późno kiełki, pędy chmielu wyszły zaskakująco smacznie. Jedynie ich nasada wydała mi się łykowata. Czubeczki o smaku niemal identycznym do szparagów zjadłam z przyjemnością. Polałam je po ugotowaniu sosem hollandaise. Były smaczne. Dziękuję Łukaszowi za tę kulinarno – ogrodniczą inspirację! Postanowiłam, że założę chmielowy zagon u siebie, żeby cieszyć się tym smakiem jets de houblon podczas weekendów w ogrodzie. Podobno rośliny są gotowe do zbioru już w lutym – marcu, pod warunkiem, że ziemia nie jest zamarznięta. Chmiel potrzebuje podpór (w mojej rodzinnej gminie zawsze były to wysokie pale z linkami). Może się wspinać na drzewa, np. sosny, które mają szorstką korę, a w starszym wieku patykowate kikuty gałęzi na pniu. Z moich wieloletnich obserwacji plantacji chmielu wynika, że roślina ta najlepiej rośnie w słońcu, na lekko zasadowej, bardzo żyznej i bogatej w próchnicę glebie.


Ostatni wątek tego wpisu to bociany. Wyczekiwane co roku, już wysiadują jajka. Widziałam tych ptaków po drodze mnóstwo, w gniazdach, w locie, i na łąkach. Boćki to kwintesencja naszego sielskiego krajobrazu. Zdjęcia wrzucam dla moich przyjaciół z zza granicy, którzy czytają tego bloga, i którzy z pewnością tęsknią za takimi swojskimi widokami. W Polsce wiosna już trwa. Tylko czekać, aż zrobi się naprawdę ciepło…

Bociany w PolsceBocianie gniazdo - bociany w Polsce

Bociany w Polsce 2

3 komentarzy do “Pędy chmielu, jezioro i bociany

  1. Witam
    Bardzo piękne zdjęcia do których przyprowadziła mnie wyszukiwarka google. Ten piękny domek z naturalną okolicą jest może do wynajęcia w okresie letnim. Jeżeli nie to może zna Pani lup Pani teściowie naturalne leśne domki bez luksusu i cywilizacji do wynajęcia na pojezierzu brodnickim. Nie potrzeba nam nawet prądu i ciepłej wody byle była piękna natura i miejsce do biegania dla dużych piesków. Dziękuje za ewentualne informacje (geriko@o2.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *