Dla dzieci / Mój ogród

Dlaczego warto zainteresować dziecko ogrodem?

na schodach

Miałam kilka dni temu przyjemność być gościem audycji dla dzieci w radiowej Trójce. Rozmowa na ogrodnicze tematy z maluchami wydawała mi się czymś naturalnym, czymś co nikogo nie powinno zaskakiwać. Potem jednak uświadomiłam sobie, że nie wszyscy rodzice (dziadkowie, etc.) muszą zdawać sobie sprawę z tego jak ważne i pożyteczne jest angażowanie dzieci w ogrodnicze sprawy. Dlatego postanowiłam napisać post w którym przekonam Was, że po pierwsze – warto mieć ogródek, nawet jeśli aktualnie Wasze dzieci są małe. Potomstwo to żadna przeszkoda w ambitnych ogrodniczych planach, wręcz przeciwnie! Po drugie, jeśli nie macie ogródka, to powinniście poszukiwać alternatywnych rozwiązań, które pomogą Waszym dzieciom obcować z przyrodą, nauczą je podstaw biologii i ogrodniczych umiejętności. Zacznijcie od doniczki na parapecie lub balkonie. Starajcie się też jak najczęściej zabierać swoje dzieci do ogródków należących do rodziny i znajomych, a także do ogrodów publicznych.

wąchanie kwiatków

Moja Józia mając 1,5 roku już wiedziała, że kwiatków nie wolno zrywać i że trzeba się z nimi delikatnie obchodzić.

Zaufajcie mi – dzieci powinno się z ogrodem oswajać już od najmłodszych lat. Moja córeczka Józia „zaliczyła” pierwsze „kocykowanie” w ogródku dopiero w wieku paru miesięcy, bo przyszła na świat zimą. Myślę jednak, że już samo patrzenie na poruszające się drzewa i kwiaty było dla niej nie lada rozrywką! Jeśli Wasze działki (tak jak moja) są położone dość daleko od miejsca zamieszkania, nie zaniedbajcie „przyuczania” dzidziusia do podróżowania autem! To pierwszy warunek który musicie spełnić, by wraz z dzieckiem móc odwiedzać ogród, a w późniejszym czasie wspólnie się w nim bawić i pracować. Moja Józia szybko przyzwyczaiła się do siedzenia w foteliku dlatego nie mieliśmy problemu wypadami poza Warszawę co weekend.

Jeśli dojeżdżacie na działę tak jak ja, koniecznie nauczcie swoje dzieci jeżdżenia w foteliku.

Jeśli dojeżdżacie na działkę tak jak ja, koniecznie przyzwyczajcie swoje dzieci do podróżowania w foteliku.

Wielu osobom wydaje się, że wraz z pojawieniem się dzieci niezbędny jest zakup mnóstwa akcesoriów, zabawek i instrumentów które pomogą maluchom spędzać w ogrodzie czas. Ja też tak początkowo myślałam. Szybko jednak okazało się, że moją córkę najbardziej interesuje to, co jest dookoła. Na początek wystarczy koc. Gdy dziecko podrośnie – przyda się miska z wodą i łyżka albo plastikowy kubeczek. Nie musicie budować piaskownicy, inwestować w basenik czy instalować zestawu huśtawek. Maluchom naprawdę wystarczy to, co zobaczą w ogrodzie: rośliny, drzewa, zwierzęta. Dzieci trzeba tylko na pewne sprawy uwrażliwić. Jedną z pierwszych zabaw które nauczyłam moją Józię było „rozgarnianie kopca kreta”. Strasznie się przy tym brudziła (nie raz wiaderko pełne ziemi z kopca lądowało jej na głowie), ale ubaw przy tym był dużo większy niż przy grzebaniu w czystej miejskiej piaskownicy. Oczywiście małe dzieci potrzebują naszej atencji, i nie będą się w ogrodzie bawiły od razu same. Nie będę udawać, że gdyby nie pomoc mojej rodziny w pierwszym roku życia Józefinki zapewne trudno byłoby mi utrzymać ogród w należytym stanie. Ale już współpraca z dwulatkiem okazała się dużo bardziej sensowna. W wieku 2,5 roku Józia potrafiła już nazwać kilkanaście gatunków roślin: drzew, krzewów, kwiatów. Jej ulubionym ogrodniczym zajęciem zaś stało się podlewanie rabatek. Musiałam też w końcu zainwestować w ogrodniczy zestaw: grabki, łopatkę, fartuszek a nawet mini-rękawiczki. Wydawałoby się że to tylko kolejna fanaberia malucha, ale nie. Dzięki tym zakupom i towarzyszącym im lekcjom ogrodnictwa, dziś moja córka pomaga mi znosić chwasty na taczkę, zbiera też szkodniki: ślimaki i gąsienice. Nadal chętnie „wygania” krety. I przede wszystkim nauczyła się sama wymyślać sobie ogrodnicze zabawy. Nie raz przy tym coś popsuje, ale cóż z tego? Jestem pewna, że zdobyte przez nią umiejętności i wiedza na temat przyrody są stokroć cenniejsze niż oberwany liść czy kwiatek. Przynajmniej jako „miejskie” dziecko będzie wiedziała skąd się biorą pomidory (nie z bazarku), będzie rozumiała co to jest chwast i dlaczego pszczoły są pożyteczne.

na kocyku

W wieku 6 miesięcy Józia poznawała ogród z pozycji leżącej. Nie była zbyt cierpliwa, stale interesowało ją wkładanie trawy do buzi. Ten etap jednak minął bardzo szybko!

latem

Od małego starałam się uczyć moją córeczkę na czym polega ogrodnictwo i co ciekawego kryje przyroda. Teraz gdy spodziewam się synka, zapewne przerzucę się na prezentowanie kosiarek i innych „męskich” sprzętów 😉

Józia wiosną

Małym dzieciom w ogrodzie wystarczą te same zabawki którymi bawią się w domu. Nie musicie budować piaskownicy, montować huśtawek.

wiosna

Maluchy kochają naśladować dorosłych. Żeby więc dzieci pozwoliły Wam trochę pozajmować się ogródkiem, musicie dać im pole do popisu: polecić np. zbieranie ślimaków, noszenie patyczków, uprawianie własnej „rabaty” itp.

zabawa

Kiedy pojawia się towarzystwo, każdy ogródek zmienia się w park rozrywki.

Józia z łopatką

Łopatka albo łyżka wystarczy do zabawy w „likwidowanie kopców kreta”.

Jak urozmaicić czas spędzany w ogrodzie nieco starszym dzieciom? Przedszkolaki najczęściej rozumieją już na tyle dużo, że można je z powodzeniem angażować do „prawdziwych” ogrodniczych zadań. Na przykład wysiewać z nimi nasiona warzyw i kwiatów letnich, albo prosić by pomagały zbierać suche liście na taczkę. Jedyne o czym musimy pamiętać, to robocze ubranko, którego nie będzie nam szkoda podbrudzić albo zniszczyć 😉

jesieńJózia Józia i zielsko

Latem w ogrodzie trudno obyć się bez wody. U nas sprawdza się stara wanienka kąpielowa. Owszem, mamy prawdziwy, wypasiony ceratowy basen (prezent od znajomych), ale wyjmujemy go tylko wówczas jeśli zostajemy w ogrodzie dłużej niż na weekend. Dwa dni to zazwyczaj za mało by słońce nagrzało taką ilość wody. W tym roku podczas upałów bardzo przydał się nam też automatyczny opryskiwacz. Używam go nie by podlewać trawnik, ale po to by sprawić radość mojej córeczce.

Ola i Gustaw

Duży ceratowy basen dostaliśmy od przyjaciół. By woda w nim się nagrzała potrzeba kilku bardzo słonecznych dni. Ps. Ta laska na zdjęciu to oczywiście nie ja tylko moja znajoma Ola z synkiem Gustawem.

wanienka

Zwykła wanienka z supermarketu to świetny, prosty i bezpieczny sposób na zabawę z wodą w ogródku.

A teraz mój osobisty ranking najlepszych zabaw w ogródku i jednocześnie lista potrzebnych akcesoriów:

  • zabawa w zbieranie ślimaków i/lub gąsienic
  • gra w piłkę, najlepiej lekką plażową która nie uszkodzi roślin. Alternatywą którą polubiliśmy są dmuchane kręgle, kiedyś pisałam o nich tutaj
  • puszczanie baniek
  • puszczanie latawca
  • namiot/ chatka tipi z gałęzi i kocy (w środku koniecznie musi być poczęstunek). Nasza zazwyczaj wygląda tak: http://weekendwogrodzie.files.wordpress.com/2014/05/namiot-w-ogrodzie1.jpg
  • zabawa w chowanego i berka
  • podlewanie roślin (potrzebna konewka, albo miska i kubeczek)
  • wspólne wysiewanie nasion roślin letnich
  • grabienie (liści, trawy, ziemi)
  • bujanie w hamaku
  • obserwowanie zwierząt (u nas ptaków i wiewiórek) przez lornetkę
  • robienie bukietu
  • obserwowanie owadów z bliska (zwłaszcza trzmieli) – polecam jak najwcześniej nauczyć dzieci czym różni się pszczoła od osy i trzmiela, dla ich własnego bezpieczeństwa.

 

Józia i ja

Tyle na dziś. Pozdrawiamy!

5 komentarzy do “Dlaczego warto zainteresować dziecko ogrodem?

  1. Zgadzam się z każdym słowem twojego wpisu. To ważne, by uczyć dzieci tego, jak żyje ogród, co w nim rośnie i mieszka.
    Mój siostrzeniec też jest małym ogrodnikiem. Jak czytam o Józi, to mam wrażenie, że mój siostrzeniec jest dokładnie taki sam, szczególnie, że jest w tym samym wieku. Dzisiaj pomagał nam w pracy w ogrodzie, wyrywał chwasty ze ścieżki (sam sobie znalazł to zajęcie). Obserwowaliśmy też motyla i pszczołę, które zatrzymały się na podwieczorek na naszym słoneczniku. Oczywiście nie odpuścił też kotu, który ma już dosyć jego gonitwy za kocim ogonem 😉
    Młody ma na balkonie donice z pomidorami, więc codziennie rano idzie je podlewać, a wieczorem objada pomidorki, które dojrzały w ciągu dnia. Wczesną wiosną razem wysiewaliśmy pomidory, oczywiście młody wymieszał ziemię i wschodziły nierównomiernie, ale grunt, że była frajda i możliwość obserwowania całego cyklu wzrostu od kiełkowania po owocowanie. Za rok mamy z juniorem plany powiększenia tego balkonowego ogródka 🙂
    Wbrew obiegowym opiniom mój chrześniak nie lubi mdłych potraw, uwielbia zioła, a liście bazylii obrywa i zjada prosto z krzaczka. Nie mówiąc już o codziennej porcji owoców zjadanych prosto z krzaczków.
    Mój siostrzeniec potrafi się zachwycić zapachem kwiatów, skakać z radości, gdy pieczemy ciasto z owocami zerwanymi prosto z ogrodu, a jednocześnie jest małym mężczyzną uwielbiającym klocki czy śrubki i majsterkującym w każdej wolnej chwili 😉

    • Właśnie – dzięki za przypomnienie, bo zapomniałam dodać, że dzięki „objadaniu prosto z krzaczka” moje dziecko nauczyło się jeść rzeczy których przedtem za nic nie chciało wziąć do buzi. Dobra metoda na niejadków! 🙂 Kolejny argument „ZA” ogródkowaniem z dziećmi. Po za tym miło słyszeć, że chłopcy też się „tym” interesują 😉

      • Dla chłopaka kopanie w ogródku, nawet małą plastikową łopatką to mega frajda, a jak już się uda wziąć w swoje małe rączki dużą wersję łopaty lub grabek to następuje pełnia szczęścia u małego ogrodnika 🙂
        Jedzenie prosto z krzaczka to coś, co sama praktykuję od dziecka. Takie owoce są najlepsze i mają niesamowity aromat 🙂 Dodatkowo wiosną młoda rzodkiewka wyrwana i tylko przepłukana w wodzie, a następnie schrupana, podobnie marcheweczka, mniam, mniam.
        Nie dość, że w ogrodzie dziecko poznaje smaki, uczy się ich świadomie, to dodatkowo zjada codziennie ogromne ilości witamin. Trzeba tylko mieć w ogrodzie coś więcej, niż sztampowy trawnik i rządek iglaków pod płotem.
        Mnie bardzo cieszy to, że młody chętnie próbuje nowych rzeczy, ma ulubione owoce, chociaż zjada każde. Ma nawet ulubione odmiany sałaty i jedne smakują mu mniej, inne bardziej. Mimo wieku jest zatem bardzo świadomym konsumentem ogrodowych i nie tylko rarytasów.

  2. Witam serdecznie autorkę bloga. Podczytuję Twój blog od dawna – jestem pod wielkim wrażeniem zarówno historii powstawania ogrodu (bardzo mi przypomina moją), jak i wpisów o zieleni miejskiej. Ponieważ ciągle nadrabiam nieprzeczytane wpisy trafiłam dziś na ten temat i mój pierwszy komentarz będzie tutaj.”Przypadek? nie sądzę!”. Jestem chodzącym przykładem tego, że warto zainteresować dziecko ogrodem. Teraz zbliżam się do 50-ki.Pierwsze 9 lat mojego dzieciństwa spędziłam na wsi w domu dziadków. Babcia miała cudowny ogródek kwiatowy, z klombem na środku, symetrycznie rozchodzącymi się ścieżkami i całym mnóstwem kwiatów, które do tej pory mogę wymienić i nawet narysować plan gdzie rosły. Bawiłam się lalkami zrobionymi z kwiatów.Księżniczka miała głowę z owocu róży i dużo sukienek na zmianę z róż, tulipanów, rudbekii: sypiała na łożu w środku paproci. Scenariuszy było wiele. Dziecku naprawdę nie trzeba wiele zabawek – dajmy szanse wyobraźni.
    Innym cudownym zajęciem było pomaganie babci a później samodzielne układanie bukietów na niedzielę – to był rytuał sobotniego popołudnia. Był też warzywnik w innym miejscu (sianie ), sad i(chodzenie po drzewach) itp.,itd. Zanudziłabym Cię bo wciąż mi coś się przypomina. Wyprowadziliśmy się ” do bloków ” , później za mężem do innych bloków i dopiero od 7 lat mam wymarzony domek na wsi i sporo ziemi wokół.
    Jeśli miałabym odpowiedzieć na tytułowe pytanie to oprócz wszystkich tych powodów, które wymieniłaś powiedziałabym: bo to zostaje w nim na całe życie – coś jak zaszczepiona w sercu własna kraina łagodności – azyl na gorsze czasy.

    • Bardzo dziękuję za wzbogacający i ciekawy komentarz. Pomysł na zabawę w lalki z kwiatów mnie zachwycił! Będziemy z moją córeczką musiały spróbować tego podczas najbliższego weekendu w ogrodzie. To prawda, że ogrodniczy bakcyl połknięty w dzieciństwie zostaje w nas na zawsze. Ja także spędzałam wakacje w pięknym domu na wsi więc mam podobne wspomnienia. I mimo że kilka lat przemieszkałam w blokach bez ogródka, to jak widać udało się „powrócić do korzeni”. Pozdrawiam serdecznie, xxx P.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *