Ludzie

Heavy metal, brzózki i beton. Wywiad z projektantem ogrodów konceptualnych Arkiem Łucem.

Za jego pierwszy ogród zapłacił zespół Metallica. Projekt dostał srebrny medal Royal Horticultural Society. Kolejny ogród na konkursie w Malmö i kolejna nagroda – tym razem złoto. Kim jest tajemniczy metalowiec z Gubina, który szturmem wtargnął do świata ogrodniczego designu? Poznajcie Arka Łuca, wywrotowca i artystę, który ani myśli projektować pięknych ogródków.

Arek Lucarekluc

Fanklub metaliki i Gazeta Lubuska. To jedyne media w kraju napisały o niebagatelnym sukcesie Polaka na konkursie ogrodniczym w Wielkiej Brytanii. Trudno uwierzyć, bo festiwal w Hampton Court to druga najbardziej prestiżowa impreza po Chelsea Flower Show i jak dotąd żaden Polak nie osiągnął takiego sukcesu. Arek wziął udział w konkurencji na ogród konceptualny. Nie miał pieniędzy na realizację, z pomocą przyszli członkowie zespołu Metallica, który Arek uwielbia. Sam jest muzykiem, heavymetalowcem. Wyjechał do Anglii dziesięć lat temu robić karierę bębniarza. Ogrodnictwo go zafascynowało. Dziś, po kilku sukcesach, mógłby pracować jako projektant i wykonywać duże zlecenia, ale nie chce. Woli swobodne działanie nastawione na artyzm. Spotykamy się w Warszawie, dzień po targach “Zieleń to życie”. Rozmawiamy jednak nie o tym co widzieliśmy, ale sposobie na pogodzenie potrzeby tworzenia sztuki z pracą w zawodzie projektanta ogrodów.

Designerem jesteś od niedawna. Jak zacząłeś projektować ogrody?

Wyjechałem za granicę. Mój zespół się rozpadł, brakowało mi jakiejś sztuki. Jeździliśmy z żoną po Anglii, zwiedzaliśmy zamki i ich ogrody. Mój wujek i ciocia pracowali w słynnych Kew Gardens, więc zawsze miałem tam wejście. Intensywne podróżowanie i oglądanie ogrodów wywołało u mnie fascynację tym tematem. Ale przyrodę i kwiaty lubiłem od zawsze. W rodzinnym Gubinie mieliśmy ogród, pamiętam że zrywałem groszek który sadził mój tata, wkładałem go do kieszeni jako swoją “amunicję” i wsiadałem na rower. Oboje z żoną od dziecka bawiliśmy się w kwiatach, w krzakach. W Anglii po kupnie domu odczuwaliśmy brak zieleni w koło, wszystko wydawało się puste. Zapisałem się wtedy na kurs ogrodniczy. To było tylko 10 lekcji, ale coś we mnie zaskoczyło. Poszedłem więc na dwuletnie studia uprawy roślin prowadzone przez Nicholasa Warlikera, niegdyś głównego ogrodnika księżniczki Alicji. On wiedział wszystko. Można powiedzieć, że otworzył mi oczy. Bardzo się zżyliśmy. Obiecałem sobie, że coś dla niego zrobię, bo wiedziałem, że Nicholas nigdy nie miał ucznia który odniósłby sukces. Dlatego gdy zdałem państwowe egzaminy zapisałem się na kolejny kurs do KLC School of Design. Nie zdążyłem go jednak na dobre rozpocząć, gdyż zdobyłem medal na Hampton Court Palace Flower Show. Po kilkuletnich studiach w KLC zazwyczaj dyplom polega na wystartowaniu w takim konkursie, a ja “zaliczyłem” nagrodę zanim rozpocząłem naukę.

6989_676055569125470_750722970_n11062091_629999973798163_2729644426363396300_n

Może trzeba było od razu wystartować na Chelsea Flower Show?

Nie można zacząć od Chelsea. To prawie niemożliwe, chyba że masz naprawdę ogromną kasę. Poza tym wybrałem Hampton bo właśnie wprowadzono kategorię Conceptual Gardens i przyznawano 6 tys funtów dofinansowania. Próbowałem się tam dostać od 2011 roku. Chciałem wówczas zrealizować swój projekt ogrodu który wygląda jak obóz koncentracyjny. Od razu zdecydowali się go postawić, ale wtedy nie znalazłem sponsora.

Są opinie, że Chelsea Flower Show rzadko pokazuje coś nowego i że rządzą tam układy. Czytałam artykuł wpływowego brytyjskiego blogera który narzekał że RHS (Królewskie Towarzystwo Ogrodnicze) to skostniała instytucja dla snobów, że utrudnia start młodym projektantom, oraz że nie otwiera się na “zwykłych” ogrodników. Zgodzisz się z tą opinią?

Sam jestem członkiem RHS. Tak, jest tam swego rodzaju klika. Ci wszyscy ludzie mogą sobie pozwolić na takie zachowanie, bo być na Chelsea to prestiż. Otrzymanie nagrody jest furtką do kariery. Nie wiem czy trzeba być na to złym, nawet pomimo że niekiedy czeka się latami w kolejce do wystartowania w konkursie. To prawda, że czasem ogrody na Chelsea się powtarzają, to dlatego że stoją za nimi ogromne firmy. Tylko niektórzy projektanci mogą sobie pozwolić by robić swój własny ogród konkursowy co roku. Dla mnie najgorsze w całym projektowaniu jest powielanie czyichś pomysłów, bardzo bardzo tego nie lubię. Ale przyjeżdżam na Chelsea. W tym roku pomagałem przy realizacji projektu Sheeny Seeks. Dostaliśmy Silver Gilt Medal, czyli drugą nagrodę. Nasz ogród promował nową linię perfum z Harrodsa. Były tam kwiaty z gumowego papieru. Ja odpowiadałem za wykończenie i detale. Gdy przywieźli pierwsze kwiatki to wszystko wyrzuciłem, kazałem zrobić nowe. Wywaliłem nawet brzydkie źdźbła trawy.

10357260_975457372485350_4868435558529810439_n 11425841_975457402485347_7144416805945731392_n

Co chciałeś wyrazić projektując konkursowy ogród do Hampton? Widać mężczyznę w masce gazowej, siedzącego w fotelu na tle pomazanej ściany. Przed nim zaś typowa warzywna działka… O co tu chodzi?

Dowiedziałem się, że w moim rodzinnym Gubinie znowu wzrosła opłata za użytkowanie ogródków działkowych. Skojarzyłem to z rosnącym apetytem deweloperów na tereny na których te działki się znajdują. Emeryci mają mało “siana”, a deweloperzy korzystają z układów i chcą wyrzucić stamtąd ludzi, przejąć tereny pod inwestycje. Zacząłem myśleć jak połączyć w projekcie to zagadnienie z metalem który mnie inspiruje. Bardzo lubiłem utwór Metallica “I disappear”, jego warstwę liryczną. Chciałem posadzić tego człowieka w fotelu, jako symbol kogoś kto mieszka w bloku, ogląda teleturniej w telewizji, a mógłby czerpać korzyści z działki. Dlatego postać jest podłączona rurkami do kloszy przykrywających rośliny. Cały ogród to taka typowa działka, same warzywa. To co stanowi tło, to symbol nowej budowy. Napisy na ścianach są wersami z piosenki “I disappear”. Wszystko otoczyłem zardzewiałym płotem i kablem od gitary elektrycznej.

484742_548011058563319_2060142392_n

Projekt ogrodu „I dissapear” zainspirowany utworem zespołu Mettalica.

Mcc0048428 picture by Geoff Pugh 8/7/2013 Hampton Court Flower show 2013 Luc Arek's 'I Disappear' garden based on the Metallica Song of the same name.10665226_828187203879035_1898644749532034282_n 10653626_828186353879120_1926218136025605348_n 11071071_936007399763681_2484042445736117450_n

Wiem że miałeś kłopot ze sfinansowaniem tego ogrodu. I że pomogła Ci Metallica…

Mieszkałem wtedy w Corby. Urząd Miasta przysłał kobietę z lokalnej gazety, a ona przez przypadek zobaczyła u mnie w domu Metallikę w telewizji. Opowiedziałem jej, że pomysł na konkursowy ogród to interpretacja utworu“I disappear” i że zarazem ukazuje problem deweloperski. Zaproponowała mi zrobienie zdjęcia w T-shircie Metallica, w ogrodzie. Przetweetowała je do Louise Mensch, byłej członkini parlamentu na okręg w Corby. Ona z kolei tweetnęła to do swojego męża, managera Metallica. Pieniądze z Nowego Jorku pojawiły się w 3 dni. Był też artykuł w The Times.

166766_554361387928286_548109320_nBez tytułu

Mówiłeś o ogrodzie który jest jak obóz koncentracyjny. Skąd ten pomysł?

To niezrealizowany projekt, który być może kiedyś powstanie. Byłby to mój pomnik dla osób które zginęły w obozach. Inspiracją stał się utwór “Harvester of sorrow” czyli w wolnym tłumaczeniu “żniwiarz smutku”. To prosty, ale bardzo mocny projekt. W pewnym sensie miał być to także sposób na nawiązanie do mojego mentora i nauczyciela Nicholasa Warlikera (jego nazwisko można przetłumaczyć jako war-wojna i liker – lubiący przyp. red.). Rośliny wybierałem razem z nim, korzystając ze starego angielskiego słownika symbolicznego roślin. Wybrałem cztery brzozy żeby nawiązać do Brzezinki, ale też dlatego, że brzoza oznacza meekness, pokorę. Czyli jest symbolem bezbronności i zalęknienia więźniów w obozie. W tym co zaprojektuję zawsze staram się używać roślin których nazwa coś ze sobą niesie i pasuje do koncepcji. W projekcie “I disappear” użyłem prosa rózgowatego Panicum “Heavy Metal” i dąbrówki Ajuga Reptans “Metalica Crispa”.

W Twoich projektach pojawia się często temat wojny. Dlaczego?

Nie chciałem projektować ładnych ogródków. Próbuję przekazać za pomocą tych realizacji coś innego, coś co zmusza ludzi do myślenia. W Malmö kobiety, które oglądały mój ogród, płakały.

Twoje ogrody są naprawdę nietypowe, żeby nie powiedzieć kontrowersyjne. Jak myślisz, czy takie ogrodnictwo konceptualne ma szansę funkcjonować w przestrzeni publicznej?

Jak najbardziej. Można traktować jako żywą rzeźbę, pomnik który jest dużo ciekawszy niż same tzw. nasadzenia.

Wszystkie twoje prace tak wyglądają?

W tej chwili nie pracuję na zlecenie, rysuję sobie w domu. Mam na przykład zaprojektowany wielki park sensoryczny, park zmysłów. Mam dużo pomysłów na ogrody konceptualne. Teraz mieszkam w Polsce i nie wiem czy chcę tutaj pracować jako projektant. Do tej pory robiłem to jako hobby, nie wiem czy będę mieć klientów.

1016280_597916546906103_1155358295_n

A jak było z pracą w Anglii? Jak Brytyjczycy przyjęli obcokrajowca który nagle zjawił się w środowisku projektantów ogrodów? Nie miałeś problemów ze stereotypami dotyczącymi Polaków – imigrantów?

Coś ty, strasznie się dobrze czułem, wszyscy mnie dobrze traktowali. Owszem, niektórzy byli zdziwieni, zaskoczeni. Na konkursie w Hampton podchodziły do mnie osoby które bywają tam od 30 lat mówiły że mój ogród to najlepszy jaki tam widziały. Nie czytam prasy, unikam telewizji. Staram się nie śledzić wiadomości, bo mnie wkurzają. Ale o proteście Polaków w Wielkiej Brytanii słyszałem. To była bzdura, przyszło tylko 14 osób. Anglicy nie mają żadnych pretensji do Polaków. Gdy tylko dostałem medal w Hampton, to Anglik próbował od razu “popchnąć” mnie na Szwecję.

Opowiedz zatem jak wyglądał konkurs w Malmö.

Nazwałem swój ogród “Disposable heroes” czyli “bohaterowie jednorazowego użytku”. Przedstawiłem historię chłopca który wychodzi z domu na swój tarasik, potem wychodzi do piaskownicy, bawi się żołnierzykami i małymi czołgami. Następnie wchodzi na ścieżkę dorosłego życia gdzie zaczyna się ogród. Było przedstawione że się żeni, że wstępuje do armii, idzie dalej ścieżką życia aż zostaje rozstrzelany pomiędzy brzózkami. Użyłem symbolicznych roślin np. hosty “Blue cadet”(w tłumaczeniu “niebieski kadet” przyp red.) i bodziszka Geranium “Mourning widow” (w tłumaczeniu “cierpiąca, opłakująca wdowa” przyp red.). Wybrałem też czarne bzy, które przypominają mi zabawy z dzieciństwa. Jako mały chłopiec udawałem że wielki krzak bzu to mój czołg „Rudy 102”. W ogrodzie w Malmö wybrałem czarne bzy z ciemnymi postrzępionymi liśćmi, które miały wyglądać jak woalka kobiety w żałobie. Były posadzone w miejscu gdzie mój bohater zginął. Leżała tam jego zakrwawiona torba po masce przeciwgazowej.

Mówisz, że nagrody w konkursach pomagają by rozkręcić własny biznes. A edukacja? Jak myślisz, jest niezbędna by zostać dobrym projektantem ogrodów?

Oczywiście szkoła bardzo pomaga – uczy o kolorach, proporcjach, złotych podziałach i rodzajach kostki. To wszystko się przydaje, ale trochę też zamyka, ogranicza. Ja sam staram się zawsze szukać czegoś nowego, czegoś czego jeszcze nie było. I zrobiłem coś innego, dlatego mi się udało. Sam Monty Don (w Anglii wielka gwiazda programu Gardener’s World, przyp. red.) gdy dowiedział się że projekt z Hampton to mój pierwszy zrealizowany ogród, powiedział: “No to niezły start!” i zaprezentował go w swoim programie wraz z Andy’m Sturgeon’em.

53116

Centrum Gubina – XIV wieczne ruiny i komunistyczne bloki. Foto via tutaj

Teraz mieszkasz w Polsce. Twój rodzinny Gubin został poważnie zniszczony w czasie wojny. Do dziś widać ogromny gotycki kościół który porastają samosiejki drzew i krzewów. Na miejscu starówki wyrosły komunistyczne bloki. Czy rodzinne miasto jakoś wpłynęło na to jak wygląda twoja ogrodnicza twórczość?

Wszyscy mówią “katedra”, ale to stary kościół farny. Jakaś zagraniczna fundacja chce zrobić dach który przykryje ruiny. Może ta gubińska “ katedra” oddziałuje jakoś na ludzi, nie wiem. W Gubinie jest dużo zieleni. To miasto coś sobie ma. Gubin i Guben stanowiły dawniej jedność. Mówi się że to był sad Berlina. W tamtej okolicy hodowano nowe odmiany drzew owocowych. Wzgórza gubińskie były obsadzone czereśniami. W Anglii znalazłem kiedyś w gazecie odmianę o nazwie “Noir de Guben”. Czereśni jest jeszcze dużo, choć niestety zdziczały. Istnieje tez śliwka Gubinka, która chyba już nigdzie nie rośnie.

Jak wygląda twój gubiński przydomowy ogród?

Jest zupełnie inny niż to, co projektuję. Są w nim rośliny z których korzystają motyle, pszczoły i trzmiele. Widać ode mnie stodołę sąsiada, ceglaną ścianę. Staram się “przedłużać” ogród wykorzystując widok poza jego granicami. Marzy mi się ceglana ścieżka. Niedawno zrobiłem patio. Jak mam trochę małego grosza, to inwestuję w swój ogród, chociaż mamy bardzo stary dom.

Używasz w ogrodzie chemii?

Nie, wcale.

A co jeśli coś choruje?

Jak są problemy, to są problemy. Jak coś choruje, to wylatuje.

11035972_949620765069011_8121867195655654120_n

Arek w swoim prywatnym ogrodzie w Gubinie.

10271529_881788928518862_7514491934952474045_n

Ogród Arka w Gubinie.

11666093_988955804468840_2962721847075682058_n 11188467_950684231629331_2485184047991416343_n

Co myślisz o polskich ogrodach? Bardzo różnią się od angielskich?

W Wielkiej Brytanii wbrew pozorom nie wszyscy mają ładne ogródki, to zależy gdzie się jest. Ludzie dużo płacą za widok za oknem. Jasne, kultura ogrodnicza jest tam bardzo rozwinięta, ale są ludzie którzy się tym w ogóle nie interesują. Chociaż w porównaniu z Polską wychodzi i tak że tutaj zainteresowanie ogrodami jest dużo dużo mniejsze. Ale pamiętaj, że w Anglii prawie nie ma bloków. Są tylko domki jednorodzinne. Przeważnie każdy ma mały ogródek. Ogrodnictwo jest lepsze niż siedzenie w domu, może stąd zainteresowanie Anglików.

Jaki był najpiękniejszy angielski ogród jaki widziałeś?

Każdy jest inny i nie można powiedzieć że jakiś jest najpiękniejszy. Nawet w małej wiosce prywatna osoba może mieć takie cuda jakich nie znajdziesz ich nigdzie indziej.

Wyprowadziłeś się z Anglii do Polski, mimo że miałeś tyle sukcesów. Dlaczego?

Wróciłem z tęsknoty za moim ogrodem.

10363620_764707506893672_5574609103060395390_n (1)

Jakie masz teraz plany?

Chcę założyć Fundację Ratowania Ogrodów Ginących. Można powiedzieć, że cała ziemia to ginący ogród. Chodzi o ocalenie starych ogrodów, ale także o promowanie nowych, promocję zieleni. Bardzo chciałbym zaszczepić kulturę ogrodniczą w Polsce. Mam marzenie o polskim weekendzie otwartych ogrodów na wzór Chelsea Fringe. Chciałbym od tego zacząć, na razie na moim terenie w Lubuskiem. Znam dobrze Tima Richardsona, twórcę Chelsea Fringe, na pewno go kojarzysz, bo widziałem że masz jego książkę „Avant Gardeners”. Tim będzie pomagał mi wszystko organizować.

A czy będziesz próbował sam wystartować na Chelsea?

Pewnie kiedyś tak. To jest moje marzenie. Teraz pomagałem przy ogrodzie Harrodsa, też byłem dumny. Nie mam ciśnienia by robić ogrody za pieniądze.

Rozmawiała Pola Madej – Lubera/ pola2016.ayz.pl © 2015

Źródła zdjęć: Foto nr 3- 23 Archiwum Arka Łuca (jeżeli nie zostało podpisane inaczej). Pozostałe zdjęcia via Pola Madej – Lubera/pola2016.ayz.pl

FullSizeRender (1)

Pamiątkowe selfie z moim bohaterem 😉

Zobacz również

12 komentarzy do “Heavy metal, brzózki i beton. Wywiad z projektantem ogrodów konceptualnych Arkiem Łucem.

  1. Bardzo ciekawe i … smutne troche, podobnie jak z Olga Malinkiewicz, fizykiem, odkrywca. Drugie spostrzezenie – poziom naszej edukacji – jednak oni wszyscy doksztalcali sie za granica.

    • Czemu smutne? Ja się cieszę że taki zdolny człowiek po 10 latach mieszkania w UK postanowił wrócić do Polski i ulepszać naszą ogrodniczą rzeczywistość.

    • Sukces jest zawsze splotem kilku czynników, ale na pewno warto próbować robić to co się lubi, niezależnie od tego ile mamy lat i co aktualnie dzieje się w naszym życiu. Myślę że satysfakcji po takich sukcesach jakie odniósł Arek nie da się przecenić. Pozdrawiam! 🙂

  2. Szalony człowiek, ale szleńcy zmienaiją świat.
    Co do otwartych ogrodów to takie akcje lokalnie sie odbywają (np. Festiwal Otwarte Ogrody http://www.otwarteogrody.pl/). Miłośnicy ogrodów z Ogrodowiska też organizują lokalne wycieczki ze zwiedaniem ogrodów (sama swój ogródek udostępniałam do „zwiedzenia”; był nawet mały performers z tej okazji). Idea zwiedzania (ja uważam, że z takiej okazji warto zapłacić za wstęp do ogrodu) jest godna rozpropagowania.
    Tak samo jak ochrona ginących starych odmian drzew owocowych. Stare sady ida pod topór niestety (te sadzone w latach 40-tych). Ale chyba jest już świadomość potrzeby ochrony tych odmian. I wiele szkółek ma je w ofercie (na ostatniej Zieleni to Życie pewna firma sprzedawała je pod nośnym hasłem Staropolski Ogród w oprawie tańców ludowych).

    • Dziękuję Ewo za ten komentarz i za przypomnienie Festiwalu otwartych ogrodów. Przyznam że trochę zignorowałam to wydarzenie bo wydawało mi się że nie dotyczy Warszawy tylko Podkowy Leśnej. Proszę podsyłaj info na facebooku na grupę lub fanpage gdy będzie organizowany jakiś spacer. Chętnie wzięłabym udział, a nie należę do środowiska Ogrodowiska. Ztz – mówiłaś że nie chodzisz na takie wystawy? Widzę że coś się zmieniło 🙂 muszę zgodzić się z Twoją zeszłoroczną obserwacją którą wyraziłaś niegdyś na tym blogu że trochę mało inspirująco bywa, no i że wiele się powtarza niestety. Niektóre stoiska były 1:1 jak w 2014 r. (tak na marginesie). Mimo wszystko to wielkie ogrodnicze święto i ja nie żałuję wizyty 🙂

  3. Ciekawa rozmowa i ciekawy człowiek. Dzięki Tobie, Polu, dowiedziałam się o Jego sukcesach i działaniach. Życzę Mu zrealizowania planów, to przyniesie korzyść nam wszystkim. Mam nadzieję, że idea otwartych ogrodów przyjmie się u nas na szerszą skalę.
    Pozdrawiam!

  4. Jeszcze raz ja – poruszona Twoją rozmową z Arkiem Łucem, napisałam o tym na swoim blogu – może więcej osób dowie się o jego sukcesie. Zresztą to radość dla wszystkich miłośników ogrodów. Oczywiście, odsyłam wszystkich do Twojego wywiadu. Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *