Newsy / Opinie / Zieleń miejska

Konkurs „Warszawa w kwiatach” skłania się ku młodym. Będzie zielona rewolucja?

Szkaradne, zagracone balkony, plastikowe donice wypełnione kiczowatymi kwiatkami i obkakane przez psy zaniedbane warszawskie podwórka wkrótce mogą stać się jedynie koszmarem z przeszłości. Wreszcie postarano się by w stolicy wskrzesić inicjatywę angażującą wszystkich mieszkańców w dbanie o zieleń.

Stara Ochota balkon

Balkony takie jak ten na warszawskiej ulicy Mochnackiego mogą wkrótce stać się największą ozdobą miasta. fot. insta weekend w ogrodzie.

W Towarzystwie Przyjaciół Warszawy (TPW) narodziła się niedawno idea odkurzenia kultowego konkursu „Warszawa w kwiatach i zieleni”, którego tradycja sięga czasów międzywojennych.  Chodzi o zachęcanie mieszkańców do upiększania balkonów, podwórek i ogródków przydomowych oraz zgłaszanie ich na konkurs ogrodniczej piękności. Cel – więcej zieleni i poprawienie estetyki miasta. Ta niegdyś prestiżowa i cieszącą się ogromną popularnością impreza, ostatnimi czasy zaczęła odrobinę trącić myszką. Utożsamiało się ją ze środowiskiem emeryckim, bo stale brało w niej udział to samo grono. Na dodatek nagradzane obiekty budziły niekiedy kontrowersje natury estetycznej i stawiały pod wątpliwość celowość konkursu. Kiedy więc usłyszałam o odświeżonej formule i o potrzebie przekazania oryginalnej idei konkursowej młodszym pokoleniom, nadzieja zakiełkowała w mym sercu. Wszczęłam małe prywatne śledztwo by sprawdzić w jakim kierunku podążają zmiany i jakie obrano dla nich środki.

Warszawa w kwiatach a

Oblicze konkursu „Warszawa w kwiatach i zieleni” się zmienia. Nagradzanie wielokrotnie tych samych obiektów i zamknięcie na młode pokolenia – to już przeszłość! Zdjęcie z 2008 r. przedstawia wielokrotnie nagrodzony ogródek na ul. Długiej (via um.warszawa.pl)

Tak wyglądały dawniej nagradzane ogrody. Tutaj ogród Henryki i Wojciecha Pietrzaków przy ul. Mickiewicza, fot. Alina Kowalczyk

Niby-skalniak pełen roślin jednorocznych: tak wyglądały dawniej nagradzane „Najpiękniejsze zielone obiekty w Warszawie”. Czy nowa formuła konkursu coś zmieni?  fot. Alina Kowalczyk via wawa love

To czy w poprzednich edycjach rzeczywiście wybierano najpiękniejsze zielone obiekty w Warszawie, oceńcie sami oglądając filmik poniżej. Jak dla mnie (będę brutalna) niektóre nagrodzone rok temu miejsca wyznaczają standardy… sprzed co najmniej 30 lat!

Organizator „Warszawy w kwiatach i zieleni” czując potrzebę zmian przyjął wsparcie ze strony Biura Kultury stołecznego ratusza. Konsekwencją jest obecna odmieniona formuła konkursu, która powstała we współpracy z organizacją RośnijWaw (dość tajemnicza, istniejąca zaledwie od pół roku młodzieżowa inicjatywa promująca zieleń w mieście). Od strony komunikacji medialnej TPW skorzystało zaś ze wsparcia innej prywatnej instytucji – „Szustow. Kultura i Komunikacja”, prowadzonej przez znaną w Warszawie aktywistkę Katarzynę Szustow. Zaangażowanie obu podmiotów w konkursie od razu poskutkowało pozytywnymi zmianami, przynajmniej zewnętrznie. Zmniejszono liczbę nagrodzonych obiektów, skoncentrowano się zaś na zrobieniu nowej strony internetowej i czymś w rodzaju brandingu. Oczywiście pojawił się też fanpage na Facebooku (konkurs ma obecnie około 700 fanów). Powstał też interesujący pomysł utworzenia tzw. „Centrum Porad”. W lipcu odbywały się w nim spotkania z członkami TPW i dotychczasowymi laureatami konkursu, ciekawe warsztaty na których m. in. rozdawano darmowe sadzonki. W sierpniu jest planowana wycieczka nagrodzonych w tym roku obiektach.

10441170_322053151277337_8952148421907778876_n

Nowa identyfikacja wizualna konkursu przemówiła do mnie od razu. Przyjemna, nowoczesna, elegancka i naturalna. Z takim ogrodnictwem chciałabym kojarzyć Warszawę!

10473443_329763697172949_2975850866440910244_n

Nowa formuła konkursu oznaczała szereg imprez towarzyszących,  między innymi zorganizowanie tzw. Centrum Porad w bardzo modnym  „Zielonym Jazdowie”.

10352978_319117668237552_4052082713866994684_n

Designerskie plakaty reklamujące XXI edycję konkursu wyglądają naprawdę zachęcająco i nowocześnie. Na pewno przypadły do gustu młodzieży. Tylko czy młodzież wykazała zainteresowanie?

10530936_329763870506265_2986323079230853563_n

Dzięki warsztatom idea „Warszawa w kwiatach i zieleni” ma szansę połączyć pokolenia. Chodzi o to by zainteresować ogrodnictwem i upiększaniem Warszawy na zielono młodych ludzi.

„Warszawa w kwiatach i zieleni” to konkurs o kultowym statusie i wielka duma TPW. Zainicjował go słynny przedwojenny prezydent Warszawy Stefan Starzyński. W latach 30 XX wieku ogrodnicza rywalizacja wzbudzała wielkie emocje wśród mieszkańców stolicy. Oprócz aspektu rozrywkowego jakiego dostarczał konkurs, realizowano też cel władz miasta –  zwiękaszono liczbę ogrodów, zieleńców i kwiatów na balkonach. Prezydent Starzyński wprowadził nawet zwyczaj rozdawania warszawiakom flancy i sadzonek. Do tej tradycji chcą nawiązać obecne władze miasta, które partycypują w konkursie w charakterze celebrytów, oraz wspierają go finansowo. Dlatego podczas warsztatów w tzw. „Centrum Porad” również rozdawano sadzonki za które zapłacił ratusz. Dzięki tegorocznym zmianom przybyło uczestników konkursu (wprowadzono możliwość zgłaszania kandydatur do nagród przez internet). Zmiana na pewno korzystna i przyszłościowa. Jednak co do jej skuteczności zdania są podzielone. Inicjatorzy (firma „Szustow. Kultura i komunikacja”) są przekonani, że zgłoszeń wirtualnych było najwięcej. Z kolei przedstawiciele Zarządu TPW upierają się, że nadal najwięcej zgłoszeń przychodzi listownie lub składanych jest osobiście.

498891_orig

Konkurs powołał przed wojną do życia prezydent Stefan Starzyński. Jego marzenie by Warszawa zmieniła się w zielone i kwitnące miasto zostało częściowo zrealizowane.

10347405_330480733767912_1218176845894519346_n

Dziś  „Warszawa w kwiatach i zieleni” organizuje warsztaty w tzw. „Centrum Porad”, gdzie uczestnicy mogą otrzymać sadzonki podobnie jak w czasach przedwojennych. Jak widać na zdjęciu najczęściej są to kwiaty w kolorach Warszawy – żółte i czerwone.

Listę tegorocznych zwycięzców ogłoszono w zeszłym tygodniu. Czternastego września odbędzie się zaś uroczysta Gala Finałowa XXXI edycji „Warszawy w kwiatach i zieleni”, na której Pani Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wręczy nagrody. Jak czytamy na stronie facebookowej eventu: „Całodniowe wydarzenie kończące sezon letni  będzie okazją do zobaczenia filmów z laureatami tegorocznej edycji konkursu i uczestnictwa w panelach dyskusyjnych oraz zabawy na dancingu międzypokoleniowym”. Dancing z warszawskimi ogrodnikami? Nie może mnie zabraknąć! Wszystko odbędzie się w tzw. Zielonym Jazdowie. Wstęp jest wolny. Następnym krokiem TPW będzie przeanalizowanie zaistniałych w konkursie zmian i ewentualne podjęcie kolejnych. Warto zaznaczyć, że członkowie TPW wykonują swą pracę w ramach wolontariatu społecznego. Tym bardziej z trudem przychodzi mi krytykowanie czegokolwiek. Należałoby przede wszystkim pochwalić wolontariuszy i docenić ich starania na rzecz ulepszenia i unowocześnienia konkursu, który niesie ze sobą same korzyści. Angażuje społecznie mieszkańców, buduje świadomość ekologiczną przez nacisk na wykorzystywanie w projektach konkursowych idei zrównoważonego rozwoju.

I_miejsce_innych_form zieleni_miejskiej_Och_Teatr_cafe_Amaristo (3)

Jedyny nagrodzony obiekt na Ochocie (w mojej dzielnicy) to ogródek przy „Och Teatrze”.

z16347625AA

Nagrodę otrzymała też restauracja „Pasta” mieszcząca się w odremontowanej kamienicy z lat 30 na Pradze.

3594705

Jak obiecują organizatorzy, już wkrótce obejrzymy video z prezentujące laureatów konkursu i ich dzieła.

Ważna jest też rola TPW polegająca na oddolnym poprawianiu estetyki miasta (wystarczy przyjrzeć się regulaminowi – są w nim wzmianki o tym, że zgłaszane na konkurs obiekty muszą być uporządkowane, żadnego prania wiszącego na sznurkach ani sztucznych kwiatków ). Istotne jest też to, że organizatorzy nie boją się zmian. Wprowadzono korekty do regulaminu, które m. in. ograniczają przyznawanie nagród wciąż tym samym obiektom. TPW sięga także po nowoczesne narzędzia komunikacyjne (po raz pierwszy postarano się o patronów medialnych). Nowe logo identyfikacja wizualna konkursu bardzo mi się podoba, chociaż po dłuższym namyśle muszę stwierdzić, że nie sugeruje ona ani związku z Warszawą, ani z zielenią miejską. Szata pasuje mi bardziej do wystawy kwiatów, albo do oprawy graficznej designerskiego konkursu florystycznego. No ale skoro jest nowocześnie, ładnie i szlachetnie, to może nie jest to aż tak istotne?

Nagroda_Specjalna_ Starzynskiego_w kolorystyce_m_st_ Warszawy_W_Wieckowska_1

Balkon, który otrzymał nagrodę specjalną im. Stefana Starzyńskiego za kompozycję w kolorystyce barw M. St. Warszawy.

Martwi mnie natomiast brak jakiegokolwiek profesjonalnego głosu ogrodniczego w całym przedsięwzięciu. Przyjrzyjmy się jury – składa się ono z członków Zarządu i pracowników TPW (co dość oczywiste zważywszy, że to oni są głównymi organizatorami i jako strażnicy pamięci imprezy mają prawo do zabierania głównego głosu). Jest też przedstawiciel Biura Ochrony Środowiska i na tym profesjonalne powiązania jury z ogrodnictwem się kończą. Pani Beata Michalec – prezes zarządu TPW od czerwca 2013 – podkreśla jednak, że jury skupia samych pasjonatów zieleni. Czy ich wiedza ogrodnicza wystarcza by oceniać  zgłoszenia konkursowe pod względem merytorycznym? Możliwe że tak, bo nagrodzone w tym roku obiekty wydają się słusznie zasługiwać na laury. Przynajmniej te z nich, które znam i widziałam. Ale przyznam, że nawet nie byłam w stanie się zapoznać z każdym laureatem (jest ich kilkunastu w wielu kategoriach) ze względu na okrojone materiały prasowe. Mam nadzieję, że zmieni się to po wycieczce „śladami zwycięzkich obiektów” organizowanej w sierpniu. O ile tegoroczny wybór nagrodzonych miejsc nie budzi mojego sprzeciwu, to decydowanie o przyznaniu wyróżnienia przez osoby zupełnie nie związane z ogrodnictwem profesjonalnie, daje mi prawo do podejrzeń o arbitralność i brak obiektywizmu w ocenach. To czy nam się jakiś ogródek podoba, to w końcu kwestia gustu. Czyż nie? Większość Polaków kocha skalniaczki. W moim odczuciu zdecydowanie za dużo było promowania skalniaków w poprzednich edycjach „Warszawy w kwiatach i zieleni”. Konkursy takie jak ten powinny stawiać na rzetelną argumentację w ocenie designu konkursowych obiektów. Na przykład banalne wypełnianie po brzegi balkonów jaskrawymi pelargoniami, tak wciąż nagradzane, mnie nie zachwyca. Cóż w nim kreatywnego? Taki balkon wygląda jak zdjęcie z reklamy nawozu. Patrząc na tego typu zwycięskie aranżacje można odnieść wrażenie, że ogrodnicze style od wielu lat nie ewoluują. Według mnie w konkursie tej rangi ocenie powinna podlegać nie tylko ogólna estetyka obiektu, ale też dobór roślin pod kątem nowych odmian, gatunków oraz ciekawych zestawień, a także kompozycja pod względem zasad harmonii, itd. Wówczas konkurs miałby większą wartość edukacyjną. Gdyby zaś do jury dołączył ktoś zawodowo związany z ogrodami, przedsięwzięcie zyskałoby też na prestiżu. Może nawet zaczęłoby wyznaczać mody i standardy w ogrodniczych działaniach mieszkańców stolicy? W tej chwili patrząc na nagrodzone ogrody i balkony widzę głównie pracowitość i dbałość uczestników konkursu o zieleń. Niewiele natomiast dostrzegam odkrywczego i kreatywnego zielonego designu. Pocieszeniem mogą być nagrody takie jak wyróżnienie dla 26-letniego Michała Matejki z Mokotowa, który choć mieszka w swoim lokum na ul. Odolańskiej dopiero od siedmiu miesięcy, to „namawia wszystkich do uprawiania warzyw i cieszy się dużą sympatią wśród mieszkańców” (tak twierdzą dziennikarze). Przynajmniej nagradzany jest zielony aktywizm u młodych.

Nagroda SZUSTOW_Sasiedzi_Smiala

Podwórko zgłoszone przez Katarzynę Kural Sadowską – ulica Śmiała, Żoliborz. Nagroda w kategorii „Sąsiedzi”.

TPW najwyraźniej zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę i być może dlatego w tym roku powołało dodatkową nagrodę specjalną, na razie nie uwzględnioną w regulaminie. Mianowicie „nagrodę za nowoczesne myślenie o swoim otoczeniu” od firmy „Szustow. Kultura i komunikacja” zajmującej się jak już wspomniałam obsługą przedsięwzięcia od strony PR (czy jak ktoś woli „Komunikacji”). Kto znalazł się w składzie tego dodatkowego jury? Dziennikarze związani z aktywizmem miejskim i kulturą, a także przedstawiciele redakcji pism „Architektura” i „Bryła”. Na moje pytanie o przyczynę braku w jury osób z redakcji typowo ogrodniczych odpowiedziano, że firma „Szustow. Kultura i Komunikacja” zajmuje się przeważnie wydarzeniami z kręgu kultury, a do jury zaprosiła „znajomych i współpracowników wśród których jest spore zainteresowanie problemem zieleni w mieście„. Brzmi sensownie, ale może warto pomyśleć o jakichś zmianach na przyszłość?

Artykuł o konkursie "Warszawa w Kwiatach i zieleni" w młodzieżowym magazynie "Aktivist".

Artykuł o konkursie „Warszawa w Kwiatach i zieleni” w młodzieżowym magazynie „Aktivist”. Czy w przyszłości ukażą się podobne teksty w magazynach ogrodniczych?

I tu niestety widzę kolejny problem. O ile doceniam wysoki poziom estetyczny i formalny sfery komunikacji konkursu (wizualnej i werbalnej), która jest dziełem „Szustow. Kultura i Komunikacja”, to czuję się rozczarowana zamkniętym gronem w którym przeprowadza się działania promocyjne i do którego owa KOMUNIKACJA jest kierowana. Co mam konkretnie na myśli? Wiem ze swojego doświadczenia zawodowego, że PR opiera się na znajomościach i prywatnych kontaktach. To tak zwany social networking. TPW angażując (w formie odpłatnej współpracy czy też wolontariatu społecznego – nie wiem) firmę Katarzyny Szustow zapewne chciała dotrzeć do sympatyzującego z nią środowiska młodych ludzi. Czy faktycznie poskutkowało to falą zgłoszeń konkursowych od młodych warszawiaków? Zarząd TPW nie chce się jeszcze oficjalnie wypowiadać. Szkoda natomiast, że skoncentrowano się tylko na tej jednej „grupie docelowej”. Obecni w jury nagrody specjalnej „Szustow. Kultura i Komunikacja” dziennikarze i redakcje reprezentują media o podobnym profilu czytelnika. Należące do Agory „Wysokie Obcasy” i „Co jest grane?” to przeciez dwa dodatki do Gazety Wyborczej. Hipsterski „Aktivist”promuje analogiczny styl życia i zwykle obejmuje podobne patronaty medialne co CJG. Jego eks-wydawca Zuzanna Ziomecka zasiada zresztą teraz w jury z ramienia wysokieobcasy.pl. Podobny profil ma portal natemat.pl (gdzie zainstalował się oficjalny blog „Warszawy w kwiatach”). Czy osoby spoza grona czytelników tych tytułów nie są „targetem” konkursu i mają się czuć wykluczone? Co z pozostałymi mediami? Radiem, TV?

I_miejsce_innych_form zieleni_miejskiej_Och_Teatr_cafe_Amaristo (2)

Nagrodę dla kawiarni w „Och Teatrze”  przyznano w kategorii „Inne formy zieleni miejskiej”.

Wydawałoby się, że ogrodnictwo to sfera odcięta od ideologii i polityki. A jednak. Uważne spojrzenie na osoby zaangażowane w promowanie omawianego tu konkursu nie pozostawia wątpliwości. Sama Katarzyna Szustow deklaruje przecież na swej stronie internetowej, że „doświadczenie w prywatnej klubo-galerii Le Madame (2004–2006) zaowocowało licznymi kontaktami z twórczymi ludźmi świata kultury i mediów„. Co to za ludzie kultury i mediów mogą być? Powstrzymam się od analizowania głośnej niegdyś sprawy „Le Madame” (jestem pewna, że wielu warszawiaków ją kojarzy jako budzącą kontrowersje i to wystarczy dla popoarcia mojej tezy, którą za chwilę wyłożę). Uważam, że taka deklaracja nie jest obojętna ideologicznie i politycznie neutralna. Moim zdaniem osoby zajmujące się PR i promocją medialną wydarzenia skierowanego w założeniu do wszystkich warszawiaków, powinny być neutralne politycznie, po prostu ideologiczne transparentne. W tej chwili oczywiście nie są. Mimo tego byłabym skłonna zignorować środowiskowe konotacje Pani Szustow, bo jak pisałam, doceniam profesjonalizm i dokonania jej firmy na rzecz odświeżenia formuły konkursu. Ale ideologia i polityka wkraczają do „Warszawy w kwiatach i zieleni” innymi drogami. Ubolewam nad związkami Towarzystwa Przyjaciół Warszawy z ratuszem. Takie powiązanie, opierająca się zapewne o kwestie finansowe, nie każdemu musi się podobać. Nie każdy warszawiak sympatyzuje z obecnymi władzami miasta. Nie uważam wprawdzie by miało to wielkie znaczenie w kontekście konkursu na najładniejszy balkon (i z taką nadzieją zainteresowałam się całym przedsięwzięciem). Myślę jednak, że jednoznacznie „obrandowanie” ogólnowarszawskiego wydarzenia przez media… hmm, nazwę to eufemistycznie „sympatyzujące z obecnymi władzami” od razu wyklucza z udziału pewne środowiska i grupy społeczne. A przynajmniej zniechęca część warszawiaków do wzięcia w nim udziału. A chyba nie o to tutaj chodzi?

Myślicie że po takich deklaracjach ideologicznych ze strony PR-owców "Warszawy w kwiatach i zieleni" ktoś z mojej Spółdzielni będzie się wyrywał do konkursu na najładniejsze podwórko?

Myślicie, że po takich deklaracjach ideologicznych ze strony PR-owców „Warszawy w kwiatach i zieleni” ktoś z mojej Spółdzielni będzie się wyrywał do konkursu na najładniejsze podwórko? Artykuł w „Aktiviście” też chyba tu niewiele pomoże.

Domyślam się z czego ta sytuacja wynika. Celem (TPW czy ratusza?) było dotarcie z konkursem do młodzieży. Najczęściej aktywizm i działania w czynie społecznym (a takim przedsięwzięciem jest ów konkurs) są domeną raczej lewicujących środowisk, instytucji i takichże mediów. To młodzież z tego kręgu (wnioskuję z obserwacji swoich znajomych – w życiu i na facebooku) jest najczęściej przejęta naprawianiem otaczającej rzeczywistości w duchu solidarności obywatelskiej. Nie oczekiwałam więc, że patronat nad „Warszawą w kwiatach i zieleni” obejmie jakaś gazeta konserwatywno – prawicowa, czy „Gość Niedzielny”, żeby wymienić coś skrajnie odmiennego ideologicznie. Wystarczyło jednak zaangażować do współpracy któryś magazyn ogrodniczy. Gazety z tej branży nie deklarują się światopoglądowo i politycznie (no, może poza „Działkowcem” i jego działem „porady prawne”), a za to docierają do szerokiej grupy docelowej faktycznie zainteresowanej zielenią i kwiatami. Współpraca z mediami ogrodniczymi mogłaby przynieść więcej profitów. Gdyby np. do nagród w konkursie dodać sesję zdjęciową/wywiad/inną publikację ogrodu zwycięzcy w poczytnym magazynie lub na portalu ogrodniczym, zapewne zgłoszeń konkursowych by przybyło. Obecność w jury nagrody „Szustow. Kultura i Komunikacja” osób z redakcji „Bryła” i „Architektura” tylko częściowo mnie uspokaja. To przecież konkurs dla ogrodników-amatorów, a nie dla architektów. Zastanawiające jest także, że wprowadzając poza regulaminem dodatkową nagrodę, TPW nie zaprosiło kogoś „od ogródków” tylko dało prawo jej przyznawania instytucji PR-owo-kulturalnej, z ogrodami nie mającej nic wspólnego. Dodam jeszcze, że na Zachodzie analogiczne imprezy są całkowicie odpolitycznione. Chodzi przecież o to, by upiększać otaczający nas świat i poprawiać estetykę otoczenia, a nie budować sobie elektorat. Szkoda, że inaczej jest w Polsce. Nagrodę specjalną TWP otrzymała w tym roku Pani Małgorzata Kidawa – Błońska („za szczególne zasługi na rzecz konkursu oraz krzewienie jego idei” – czyżby?), zaś nagrodę w kategorii „innych form zieleni miejskiej” – ogródek w kawiarni Amaristo „Och Teatru”. Tak się składa, że klientem firmy „Szustow. Kultura i Komunikacja” są: Fundacja Krystyny Jandy na rzecz Kultury, Och Teatr i Teatr Polonia. Cytując klasyka: Przypadek? Nie sądzę…


logotypy

Konkurs „Warszawa w kwiatach” wszedł na drogę pozytywnych przemian. Kto wie, czy w następnych sezonach otrzymanie nagrody z logotypem konkursu będzie prestiżem niczym w największych ogrodniczych instytucjach na świecie? Trzymam kciuki.

Co moim zdaniem można by zatem ulepszyć i zmienić w konkursie „Warszawa w kwiatach i zieleni”? 

  • Odpolitycznić imprezę. Udział w konkursie ma być przyjemnością i ambicją każdego warszawiaka, bez względu na sympatie polityczne i preferencje ideologiczne.
  • Otworzyć się na media z innego kręgu. Jakie? Dla równowagi np. lokalne Radio Warszawa, które promuje zielone inicjatywy w naszym mieście, a którego (zapewniam Was), nie słucha żaden czytelnik Wysokich Obcasów i Gazety Wyborczej. Poza tym media ogrodnicze i warszawskie dzienniki.
  • Włączyć do konkursu autorytety ogrodnicze: dziennikarzy z branży, projektantów ogrodów i architektów zieleni. Może w jury powinien zasiadać ktoś z Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Ogrodniczych albo ktoś z wykałdowców Wydziału Architektury Zieleni SGGW? Wystarczy jeden gościnny członek jury, np. co roku inny, a już zmiana byłaby zauważalna.
  • Dołożyć starań do promowania zwycięskich obiektów tak, by zdobycie wyróżnienia stało się naprawdę powodem do dumy. Kto by nie chciał obejrzeć swojego nagrodzonego balkonu w specjalnej galerii na stronie TPW, albo urzędu miasta? W tej chwili nawet zapoznanie się ze zwycięzkimi obiektami jest mocno utrudnione. Jest lista laureatów, ale lapidarne określenia typu „Pani Nowakowa, plac Mirowski – najładniejszy balkon” nie pomagają w zlokalizowaniu obiektów. Dopóki nie pojawią się atrakcyjne zdjęcia nagrodzonych obiektów wraz z dokładnymi adresami, laureaci pozostaną anonimowi a ich dzieła szerzej nieznane. I nie wystarczą tu dotychczasowe wybiórcze galerie amatorskich zdjęć na stronie TPW, ani pozbawione kredytów filmiki na youtube. Skoro firma „Szustow. Kultura i komunikacja” tak świetnie radzi sobie ze zdjęciami z warszatów i postami na facebooku, dlaczego nie zleci wykonania reportażowej sesji zwycięzkich obiektów profesjonaliście?
  • Dobrze by było, gdyby nagrodom towarzyszyło merytoryczne uzasadnienie od eksperta i opis np. wykorzystanych roślin, by obiekty mogły inspirować innych wielbicieli zieleni.
  • Można pomyśleć o rozszerzeniu zakresu wykorzystywania istniejącej identyfikacji wizualnej. Nagrodzone obiekty mogłyby np. otrzymywać prawo do „brandowania się” – czy to za pomocą tablic, czy wirtualnego logo które dana spółdzielnia/ instytucja może umieścić na swojej stronie www i z dumą prezentować. Coś w rodzaju „ogrodniczych gwiazdek Michelina” czy znaczków z logo „RHS” .

stacja-mercedes-14

W Warszawie coraz więcej jest zielonych miesjc takich jak pop up store "Stacja Mercedes" czy "miasto i ogród BMW". Czy nie warto zainteresować się takimi sponsorami by podnieść prestiż konkursu "Warszawa w kwiatach i zieleni"? Foto via restaurantica.pl

W Warszawie coraz więcej jest zielonych miesjc takich jak pop up store „Stacja Mercedes” czy „miasto i ogród BMW”. Czy nie warto zainteresować się takimi sponsorami by podnieść prestiż konkursu „Warszawa w kwiatach i zieleni”? Foto via restaurantica.pl

  • Nie zaszkodziłoby też skorzystać z możliwości współpracy z prywatnymi sponsorami. Jak widać na przykładzie inicjatywy „Miasto i Ogród” o której pisałam tutaj, na zielone przedsięwzięcia można pozyskać wsparcie nie tylko firm ogrodniczych oferujacych sadzonki. W sponsorowanie „mody na zieleń” angażują się także koncerny z dużymi pieniędzmi takie jak BMW, czy Mercedes, który także otworzył niedawno na Powiślu swój kącik. Wszyscy wiemy ile mogą zmienić duże pieniądze. Może wówczas starczyłoby funduszy na jakąś nagrodę pieniężną dla zwycięzcy? Dla mnie byłaby to niezła motywacja do „upgradeowania”  balkonu, czy też namówienia zarządu mojej spółdzielni na inwestowanie w nasz podwórkowy ogródek. Co jeśli sponsorzy „spoza branży” nie będą zainteresowani? Spokojnie, firm mogących podjąć współpracę jest wiele i naprawdę skorzystałby na tym każdy. Przykładem może być np. fanpage facebookowy jednego z potentatów środków ochrony roślin, który śledzi kilkadziesiąt tysięcy fanów. Gdyby zaledwie jeden procent z nich stanowili mieszkańcy  Warszawy (płatną promocję na facebooku można targetować geograficznie) zasięg internetowej promocji i tak byłby kilkakrotnie większy niż jest obecnie na liczącym kilkuset fanów facebooku „Warszawy w kwiatach”. Nie wspominając o nagrodach jakie mogliby ufundować owi sponsorzy – to na pewno przypadłoby do gustu uczestnikom konkursu!
  • Koniecznie powinno się postawić na szeroką promocję. Nie tylko w wąskiej grupie mediów, ale i w innych kanałach. W tym roku ponoć pojawiły się plakaty o konkursie „Warszawa w kwiatach i zieleni” w komunikacji miejskiej. Ekstra, ale to wciaż za mało! Ulotki i postery powinny pojawić sie w całym mieście. W mojej dzielnicy – Ochocie – która słynie jako przedwojenne miasto – ogród i jest najludniejszą dzielnicą stolicy, nagrodzono zaledwie jeden obiekt, ale też nie było tu ni widu ni słychu o konkursie. Szkoda, bo pomijając obfitość prywatnych ogrodniczych dzieł sztuki, na Ochocie nie brakuje też ciekawych projektów zieleni instytucjonalnej. Możecie poczytać o tym u popularnej warszawskiej blogerki ogrodniczej tutaj.
Pola na Filtrowej

Zaczynam szykować nasze podwórko na następny konkurs „Warszawa w kwiatach i zieleni”. Za rok Gmina Ochota zdobędzie laury! (fot. by Mama)

Przed TPW stoi ambitne i trudne zadanie polegające na dochowaniu tradycji i pogodzeniu przyzwyczajeń starszego pokolenia warszawskich wielbicieli kwiatów z oczekiwaniami i językiem komunikacji młodych. Trudno się spodziewać, że niezależna instytucja pożytku publicznego finansowana ze składek i darowizn jaką jest TPW od razu pozyska środki na nowe działania marketingowe i zatrudnienie odpowiednich dla siebie współpracowników instytucjonalnych. Dopóki jednak nie nastąpi uniezależnienie finansowe, istnieje ryzyko, że konkurs będzie padał ofiarą grup interesów które wspierając go finansowo będą realizować swoje prywatne cele. Może to odpowiednia pora by zakochani w Warszawie i zieleni młodzi ludzie poświęcili swój czas angażując się w działalność Towarzystwa? To najprostszy sposób by pomóc konkursowi i stolicy. Moim celem na przyszły rok jest więc zgłoszenie kilku warszawskich ogrodniczych perełek do konkursu. Stay tuned! 😉


Zdjęcia wykorzystane w artykule jeśli nie zostały podpisane inaczej, pochodzą z materiałów prasowych konkursu „Warszawa w kwiatach i zieleni”, facebookowej strony tego wydarzenia a także ze stron www.um.warszawa.pl, archiwum TPW, i www.wysokieobcasy.pl

Zobacz również

6 komentarzy do “Konkurs „Warszawa w kwiatach” skłania się ku młodym. Będzie zielona rewolucja?

  1. Polu, pozwolisz, że z racji starszeństwa tak jak i na innych blogach będę pisała bez pośrednictwa rzeczownika „pani”, przeczytałam Twój wpis trzy razy. Przeprowadziłaś gruntowną analizę konkursu „Warszawa w kwiatach” i jego medialnej otoczki. Dlaczego aż trzy razy? Aby utwierdzić się w 90 % zgadza się z moimi pobieżnymi, nie podpartymi głębszym zastanowieniem, spostrzeżeniami. Również zauważyłam zmianę podejścia do konkursu i zmianę w zakresie PR. Nie akceptuję jednak opozycji starzy-młodzi. Oprawa graficzna i działania medialne skierowane były rzeczywiście do pokolenia facebooka (a czy to pokolenie widzi, że grafika czerpie pełnymi garściami z przedwojennej tradycji druku funkcjonalnego?). A starzy czy starsi mieszkańcy z całą pewnością w nikłym procencie mają świadomość istnienia tego konkursu.
    Propagowanie go w prasie fachowej zapewne da jakieś efekty, ale załozę się, że posiadacze zagraconych balkonów nie czytają „działkowca”, ani „Mojego pięknego ogrodu”. Może jakieś czasopisma wnętrzarskie…
    Piszesz, że nagradzane są realizacje dziwne z punktu estetyki. Tak, czasami nie są to wyrafinowane kompozycje. Myślę, jednak, że w takim uprawianiu kawałka ziemi przy bloku, w doniczce, w skrzynce balkonowej ważny jest również (a może czasami ważniejszy) aspekt kontaktu z naturą, aspety terapeutyczne (np. ruch) czy kontakty sąsiedzkie. Kiedyś byłam przekonana, że estetyka jest na pierwszym miejscu, ale pod wpływem kontaktów z ogrodnikami różnej maści doszłam do wniosku, że nie jest jednak to priorytet (choć propagowanie dobrych wzorców uważam za godny pochwały).
    Również mam obawy, że ogrodnictwo miejskie i zielone miasto jako nośny temat wzięli na warsztat rozmaitej maści „grantowcy” i twórcy „projektów” czyli grupy osób, które otrzymują finansowanie na działanie np. z kasy miejskiej – teraz w obszarze zieleni -, ale w gruncie rzeczy nie obchodzi ich rezultat działań (czyli np. zwiększenie świadomości znaczenia zieleni w mieście), a jedynie korzyści finansowe (prześledziłam profesjonalne przygotowanie kilku takich think-tanków; dominują nagłą miłością do zieleni wzięci socjologowie i animatorzy kultury, którzy kreują się na ekspertów – przekornie dodam: nie lubię ekspertów). Choć mimo wszystko zostaję optymistką; na pewno kilka osób odkryje w sobie czy to pasję ogrodniczą czy zrozumie znaczenie zieleni w mieście.
    Twoje postulaty popieram w 100 %. Ale czy znasz adres pod który należy je skierować?
    I jeszcze chcę wyrazić podziw dla Ciebie. Jak Ty to robisz: trzy ogromne teksty w trzy dni!!!
    Ewa G.
    http://wirtualnyogrod.blogspot.com/

    • Dziękuję za bogaty komentarz. Miło, że ktoś doczytał mój tekst do końca – jeśli piszę dużo, to zwykle oznacza, że nie spędziłam weekendu w ogrodzie 😉 Czy jeśli i ja będę się zwracać do Ciebie Ewo po imieniu, to nie będzie wielkie faux pas? 🙂 Najpierw o rzekomej opozycji starzy/młodzi, a raczej starsi/młodsi – moją intencją absolutnie nie było wartościowanie ze względu na wiek, a jedynie określenie pewnych grup na użytek formalny. Myślałam, że to jednoznacznie wynika z tekstu? Sami organizatorzy “Warszawy w kwiatach i zieleni” w ten sposób nazywają uczestników konkursu (choć padło też sformułowanie “osoby w wieku średnim”). Nikt nie czuje się urażony, bo to określenie czysto techniczne. Kryterium wieku w działaniach marketingowych musi być brane pod uwagę, ale to nic uwłaczającego (na każdym fejsbookowym fanpejdżu są statystyki uśrednionego wieku fanów, na Twoim również). Sama Pani Prezes TPW w rozmowie ze mną stwierdziła, że poważne zainteresowanie ogrodami przychodzi dopiero “w pewnym wieku”. Młodzi często nie mają nawet własnego balkonu, nie mówiąc o ogródku. Emeryci zaś dysponują czasem na pielęgnowanie kwiatków. Mówimy tu o pewnym stereotypie, ale przecież nikt nie przeprowadzi sądy ulicznej. Widać zaś kto przez lata wygrywał w konkursie (na pewno nie gimnazjaliści). Nie obruszaj się, bo jeśli zaglądasz na mojego bloga to wiesz, że darzę ludzi szacunkiem bez względu na wiek. Ubolewam jedynie czasami, że do ogrodnictwa przylgnęła łatka “hobby dla dziadków”. Co do samego konkursu – oczywiście aspekty ogrodnictwa o których piszesz (inne niż estetyczne) są jak najbardziej potrzebne i wartościowe, trudno się nie zgodzić. Pamiętaj jednak, że zgodnie z tradycją i założeniami “Warszawa w kwiatach” to konkurs na NAJŁADNIEJSZY ogródek/balkon. Trudno chyba byłoby przyznawać nagrodę za dobre chęci czy za to że ktoś się poruszał kosząc trawę. Kompromisem może byłoby wprowadzenie do regulaminu stałych kategorii w których przyznawałoby się punkty (za styl, za promowanie zieleni, za aspekty ekologiczne), a ich suma stanowiłaby o nagrodzie. Każdy miałby szansę: i ogrodnik-esteta, i ekolog z blokowiska. Jeśli chodzi o osoby/grupy o których piszesz “grantowcy”(chyba wiem kogo masz na myśli) – tutaj ja byłabym ostrożna i nie przekreślałabym wszystkich otrzymujących nagrody dla 3 sektora, wsparcie ratusza itd. Wartość ich działalności (jak wszystko) jest ocenna. Ale jaki to problem, że jakiś socjolog/artysta zajmuje się ogrodami zawodowo? Widzę, że inwestują czas i pieniądze w swoje portale, traktują to jak pracę – czemu nie?! Ich talentem jest zapewne umiejętność zjednywania sobie fanów i szybkiego dotarcia do odbiorców. A może i coś więcej? Moim zdaniem lepiej by mnożyły się wszelkie zielone inicjatywy. Postulaty do TPW proponuję zgłosić e-mailowo (tpwsekretarz@hotmail.com), albo osobiście np. na dancingu międzypokoleniowym we wrześniu (mam nadzieję, że doczytałaś, że takowy będzie miał miejsce, i że się tam spotkamy? 🙂

  2. Pola swietny tekst – obszerny i wyczerpujacy material, obnazajacy pewne utarte schematy i paradoksy calej tej „sytuacji” dotyczacej konkursu, a Ty to tak wnikliwie opisalas jakby to powiedziec z pewna nutka detektywistyczna i intuicja. Dla mnie o tyle to interesujacy artykul (bo tak obszerny tekst spokojnie mozna nazwac), gdyz temat konkursu „Warszawa w kwiatach i zieleni” jest mi raczej slabo znany (mam na mysli aktualne czasy), tak wiec fajnie dowiedziec sie czegos w tym temacie jesli chodzi o moje miasto, tym bardziej ze Twoje spostrzezenia sa jak najbardziej trafne i zrozumiale. Nie mowiac o idei!!

    • Dzięki Diana. Mam nadzieję, że to co napisałam zainteresuje nowe grupy do brania udziału w konkursie, a organizatorów zmobilizuje do konsekwentnych i przemyślanych przemian na lepsze. Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *