Architektura krajobrazu / Inspiracje / Ogrodnicze podróże

Niebieski ogródek w stylu mazurskim

Wreszcie udało mi się odwiedzić ogród jakiegoś VIP-a. Podczas kilkudniowego pobytu na Mazurach (u przyjaciół) miałam przyjemność nie tylko poznać okoliczną przyrodę, architekturę, kuchnię i zwyczaje. Najbardziej ze wszystkich atrakcji ucieszył mnie oczywiście tamtejszy ogród, a właściwie cały „mazurski styl ogrodniczy”, który podczas tego pobytu odkryłam.

łódka dzwonki mazurskierabaty w mazurskim ogrodzie

Właściciele tego wyjątkowego miejsca tak jak napisałam są VIP-ami i pragną pozostać anonimowi (to jedne z tych osób, do których w czasie Świąt Wielkanocy lub Bożego Narodzenia przyjeżdża z kamerą TVN i wypytuje o sprawy ostateczne). Dodam jeszcze, że jest to rodzina artystów wrażliwych na różnorakie piękno, co widać na każdym kroku w ich wspaniałym zakątku. Wiadomo – nienaganny ogródek urządzić jest nietrudno. Ale wielką sztuką jest zaprojektować go tak, aby harmonizował z otoczeniem. Wkomponować go krajobraz by stał się naturalną konsekwencją tego co przyroda i cywilizacja stworzyły w okolicy przez stulecia. Jak się okazuje, czasami bardziej niż studia na kierunku „Architektura krajobrazu” do wykreowania ogrodniczego arcydzieła przydają się wrodzony zmysł estetyczny, wyczucie proporcji miłość do przyrody i historii. „Pani Mazurska” (nazwisko zmienione na potrzeby tego tekstu) została projektantką ogrodów dość niedawno. Kochała je od zawsze, ale zawodowo długo poświęcała się czemuś zgoła innemu. Tym bardziej czuję sympatię do osoby, która niejako „przekwalifikowała się” z miłości do ogrodnictwa. Dziś ogród Pani Mazurskiej zachwyca naturalnym urokiem, ona sama zaś projektuje zieleń profesjonalnie.

ogród na Mazurach

Co podoba mi się w tym ogrodzie najbardziej? To ze jest bardzo naturalny, daleki od wypielęgnowanej i sztucznej katalogowej perfekcji. Na prowincji, wśród murowanych chat i jezior po prostu nie można było tworzyć czegoś „instant”. Albo co gorsza czegoś nowoczesnego i obcego kulturowo (skalniak?). Ogród Pani Mazurskiej wykorzystuje elementy zastanego krajobrazu: dziko rosnące rośliny, cegłę, kamienie otoczaki. Rośliny są dobrane w taki sposób, że harmonizują z kolorami na łące i za płotem. Gdy robiłam zdjęcia dookoła działki, dziki przetacznik i niebieskie dzwonki kwitły intensywnym błękitem stanowiąc coś w rodzaju „echa” dla roślin w ogrodzie.

różowe ostróżki ostróżki

Uwielbiam ostróżki. Miałam ich kiedyś całe mnóstwo, ale posadzone na mojej gliniastej glebie okazy z grupy „pacific” (te najwyższe) po prostu się pokładały. Poza tym moje zainteresowania zmierzają od kilku lat w stronę roślin „długosezonowych”, czyli takich, które zdobią przez więcej niż 2 tygodnie. Dlatego ostróżek już nie mam. Gdybym jednak posiadała ogród na Mazurach taki jak ten, na pewno bym z nich nie zrezygnowała. Są tutaj czymś w rodzaju „rośliny lokalnej”. Wychylają się z każdej zagrody, z każdego zagonu. Mazurskie gospodynie je kochają i sadzą zapewne od wielu pokoleń. Pani Mazurska też wybrała ostróżki Delphinium jako bazę do swojego pastelowego ogródka. Starannie wyselekcjonowała jednak odmiany – posadziła te niższe i bardziej szlachetne. Rośnie ich tu wiele – od granatowych, po różowe z pełnymi kwiatami.

róża new dawn

Rośliny na rabatach dobierane tak, by przypominały to co rośnie w okolicy, a jednocześnie były interesujące i szlachetne. Są tu więc romantyczne róże pnące „New Dawn”, które zmieniają kolor w zależności od pogody. Zwarte bloki ostróżek przełamują ażurowe wiechy kozłka lekarskiego (odmiana od ciemnych łodygach), który przypomina dziką marchew, ale jest bardziej wyrafinowany. By ogródek nie zrobił się „zbyt niebieski” posadzono tu sporo roślin ciemnolistnych (mój faworyt – bodziszek o niemal czarnym ulistnieniu, zdaje się odmiana „Elisabeth Ann” lub podobna). Pani Mazurska z żelazną konsekwencją wybiera kwiaty z jednej gamy kolorystycznej, czyli pastele, błękity, róże i fiolety. Nie znajdziecie tu czerwieni czy pomarańczu. Dzięki temu ogród wydaje się tchnąć chłodnym spokojem i romantycznym nastrojem.

powojnik multi bluepowojnik

Te same kolory pojawiają się na rabatach od zacienionej strony ogrodu. Rośnie tam m.in. czarny bez i pluskwice Cimicifuga racemosa (prawdopodobnie z grupy atropurpureum). Na ceglanych ścianach mazurskiej chaty wspinają się pnącza, oczywiście w harmonizujących kolorach. Oprócz róż jest tu wiele powojników. Najciekawszy wydał mi się ten o pełnych kwiatach (nieznana mi odmiana przypominająca nomen omen „Mazury”). Pani Mazurskiej nie było na miejscu gdy robiłam obchód po ogrodzie (byłam gościem jej syna i synowej), dlatego nie mogłam dopytać o wszystkie gatunki. Zauważyłam jednak „klasyki” takie jak lilaki, lawenda, len trwały, lobelia czy szałwie. Myślę, że takie rabaty łączące krzewy, rośliny dwuletnie, jednoroczne i byliny wymagają nie lada pracy przy ich utrzymaniu… A Pani Mazurska podobnie jak ja jest ogrodniczką „weekendową” to znaczy odwiedza swój zakątek nieregularnie bo mieszka w Warszawie.

mazurski ogródek lawenda

W ogrodzie Pani Mazurskiej wykorzystane są wyłącznie naturalne materiały. Naturalne tzn. takie które występują lokalnie. Rabaty są obwiedzione typowymi dla tego regionu różowymi otoczakami i wyściółkowane jasnym granitowym żwirkiem. Płoty i mała architektura w ogrodzie powstały z drewna, przy czym ogrodzenie wygląda na malowniczo sfatygowane, niczym zagroda z obrazu Chełmońskiego. W części utylitarnej mieści się śliczny warzywnik pełen ziół (też w kolorach blue – ogórecznik, szałwie, mięta etc.) Cały ogród zaś otwarty jest na rozległą dolinę i las.

ogródek ziołowy ogórecznik panorama mazurska

Jestem ze Wschodu i nigdy nie rozumiałam zachwytu warszawiaków nad Mazurami. Ten kawałek Polski zawsze wydawał mi się „pruski” albo „niemiecki”. W dodatku odnosiłam wrażenie, że zawsze jest tam zimno, często pada deszcz, a kurorty są wiecznie zatłoczone (podobnie jak pełne kajaków rzeki). Musiałabym być jednak niespełna rozumu gdybym nie zakochała się w tych terenach. Ludzie zdają się być sympatyczni (w drodze powrotnej zepsuł nam się samochód i dojechaliśmy całą rodziną do Warszawy jedynie dzięki pomocy lokalnego mechanika spod Szczytna, który odstąpił od niedzielnego obiadu i pomógł nam, nie żądając w dodatku zapłaty). Podoba mi się mazurskie jadło i małe wiejskie poniemieckie kościółki. Tylko tutaj widziałam tyle pachnących lasów pełnych kwitnących dziko lilii „smolinosów”. Pomarańczowe lilie to jednak jedyny kontrastowy akcent w krajobrazie, bo mam wrażenie że o tej porze roku całe Mazury są niebieskie. Od pochmurnego nieba, od jezior i od roślin takich jak w ogródku Pani Mazurskiej.

Mazury jezioro

czarna owca

jezioro

Mazury - Eulalia Tatusiowie i dziecikaczkimazurskie krajobrazy  jazda konna

Ps. Mazury to naprawdę raj dla wielbicieli aktywnego wypoczynku. Jest fajnie nawet wtedy kiedy leje!

Zobacz również

3 komentarzy do “Niebieski ogródek w stylu mazurskim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *