Byliny / Drzewa / Ogrodnicze podróże / Ogrody w sztuce

Nowe byliny cesarza

Tydzień temu stanęłam na przeciwko wejścia do różanego parku Volksgarten w Wiedniu z zamiarem obejrzenia “austriackiego ogrodu luksemburskiego”. Moja wizyta w nim trwała jakieś pięć minut, nie zrobiłam ani jednego zdjęcia i zapamiętałam tylko bardzo intensywny różany zapach oraz mnóstwo turystów fotografujących się na tle nasadzeń Ipadami. Rozczarowana przewidywalnymi kompozycjami klasycznego jardin i jaskrawym estetycznym banałem jego kolekcji róż piennych, szybko wyszłam przez elegancką bramę w stronę Ring Strasse, arterii okalającej dawne stare miasto, by napatrzeć się na dużo ciekawsze nasadzenia. Tuż za murem ogrodu rozciągały się bowiem całe hektary pasów zieleni, a także niezliczone klomby pyszniące się zupełnie niezwykłymi zestawami roślin ni mniej ni więcej ale w stylu “perrenial meadows”.

Linke Winzeile strasseAnemones and grassesPerrenial meadow in Vienna Stadt GartenStadt Garten

Ogródek przed budynkiem dyrekcji Stadtgarten. pełno tu traw i werbeny. Rosnąca w gruncie araukaria zdradza że Wiedeń leży w nieco cieplejszej strefie klimatycznej niż Polska.

Ogródek przed budynkiem dyrekcji Stadtgarten. Pełno w nim traw i werbeny. Rosnąca w gruncie araukaria zdradza, że Wiedeń leży w nieco cieplejszej strefie klimatycznej niż Polska.

Bylinowe łąki w centrum starej metropolii

Wiedziałam, że takie nasadzenia można znaleźć w miastach USA i Wielkiej Brytanii. Ale tutaj, w konserwatywnym, tradycyjnym Wiedniu? Nonszalanckie bylinowe łąki w cesarskim mieście były dla mnie zaskoczeniem. Widzicie, Wiedeń jest jednym z niezwykłych europejskich miast, które mimo liczby mieszkańców zbliżonej do Warszawy, zachowało wyjątkowo zwartą zabudowę i rozciąga się na niewielkiej powierzchni. Mimo, że miasto założyli Rzymianie, Vindobonna sprawia wrażenie jakby zbudowano ją w całości w XIX i na początku XX wieku, taka tu konsekwentnie bombonierkowa architektura fin de siecle’u. Inaczej niż multikulturowy Paryż czy biznesowy Londyn, Wiedeń jest prawie całkowicie jednolity architektonicznie. Choć podzielony na kilkanaście dzielnic,  można powiedzieć, że pod względem architektury i zagospodarowania przestrzeni  jest spójny jak żadne inne wielkie miasto. Na pewno wpłynął na to fakt, że wiedeńczycy są zamożni i zadowoleni z życia (w wielu rankingach Wiedeń wygrywa jako najbardziej przyjazne miejsce do zamieszkania w Europie). Mieszkańcy nie czują potrzeby zmian ani rewitalizacji i odmiany funkcji miejskich parków. Wiednia nie podzielono jak Berlina ani nie zbombardowano doszczętnie jak Drezna. Najlepszym dowodem na to, że miasto jest jednolite a jego przestrzeń spójnie zagospodarowana i zhomogenizowana jest fakt, że strefa płatnego parkowania obejmuje cały jego obszar.

Street view perrenial border

Rabata wzdłuż jednej z bocznych ulic wiedeńskiego centrum, pełna traw ozdobnych, jeżówek, anemonów i bodziszków.

anemone7 bezirkperrenialsWiedeńscy architekci zieleni najwyraźniej świadomi unikalnego charakteru metropolii (wykluczam rzecz jasna odległe o kilkanaście kilometrów dzielnice biznesowe, przemysłowe i nowe osiedla) przedstawili równie spójny, jednolity plan udekorowania miejskich zieleńców i skwerów. Próżno tu szukać tradycyjnych klombów z begoniami i niecierpkami. Natknęłam się zaledwie na dwa takie “klasyczne” nasadzenia: klucz wiolinowy z czerwonych i białych petunii przed pomnikiem Mozarta, oraz podobny kolorowy klomb przed pomnikiem Straussa. Widać majestat mistrzów klasyki zobowiązuje do zachowania powściągliwości także w kwestii ogrodniczych eksperymentów. Reszta Wiednia ukwiecona jest nonszalancko, wesoło jakby łąkowo. Kwiaty i trawy kołyszą się na wietrze wprowadzając ruch pośród wytwornych kamienic i statycznych, równo posadzonych drzewek. W Warszawie każde rondo i każdy plac dekorują jednoroczne kompozycje w innym kolorze, raz żółte, raz fioletowe, innym razem różowe. W Wiedniu jest inaczej. Całe miasto obsadzono tymi samymi roślinami. Nawet jeśli gdzieś nastąpiło odejście od sztywnej harmonii trzech gatunków, trzymano się zasady jedności stylistycznej. Decydując się na bylinowe łąki projektanci miejskiej zieleni trafili w dziesiątkę. Nie tylko dlatego, że poszli z duchem czasu i wykreowali coś odpowiadającego aktualnym trendom ogrodniczym. Idealnie zastosowali zasadę budowania kontrastów. Nigdzie indziej wielkie rabaty przypominające łąkę albo prerię nie robią takiego wrażenia, jak tu, wśród pudrowych kamieniczek udekorowanych niczym fikuśny kremowy torcik dla cesarzowej.

Esterhazy Platz

Nawet jeśli pojawiają się gdzieś róże, to parkowe i koniecznie obsadzone bylinami takimi jak gaura i werbena patagońska.

Univeristy

Okolice uniwersytetu – skwer pełen bylin.

Ring Strasse

Werbena Rathaus Garten Główna ulica Wiednia cała w werbenach i gaurach.

Wiedeńskie rabaty są proste lecz przemyślane. Ich bazą są ogromne ilości delikatnej werbeny patagońskiej, zestawionej z równie lekką i subtelną gaurą w kolorach lila, różowym i białym. W niektórych miejscach obrzeża rabat wykończono innym, niższym i bardziej zwartym gatunkiem werbeny, znanym w Polsce z uprawy pojemnikowej. Wielkimi gwiazdami bylinowych łąk w Wiedniu są ornamentalne trawy. Klasyczny trzcinnik “Karl Foerster” i rozplenica japońska “Hammeln” sadzone są w dużych grupach monolitycznych, albo też naturalistycznie przemieszane z bylinami (anemonami japońskimi, dzielżanami, jeżówkami). Zakochałam się w tych rabatach. Myślę teraz nad jeszcze większym okrojeniem gatunkowym moich własnych nasadzeń na działce, na rzecz spektakularnych jedno-dwu gatunkowych połaci koloru jakie zobaczyłam w Wiedniu.

heleniums

Miskanty i dzielżany w jednym z parków. Dwa gatunki a taki efekt…

pink anemone japonicaJapanese AnemoneAnemones near University of ViennaUniversitat Wien

Ogród Botaniczny i Belweder

Austriacy inaczej niż Niemcy nie fascynują się ogrodnictwem. Traktują je jako element rzeczywistości, ale zdają się bardziej cenić przyrodę i naturę niż wymyślny design czy nowe odmiany hodowlane. Kraj zamieszkuje zaledwie kilka milionów mieszkańców, z czego wielu osiadło na terenach górzystych. Może właśnie dlatego Austria nie wydaje swoich własnych magazynów ogrodniczych? Próżno szukałam ciekawych publikacji o ogrodnictwie (mam zwyczaj przywożenia z każdej wyprawy książki na ten temat). Jedyne branżowe czasopismo jakie było w kiosku to “Mein Shoener Garten” edycji niemieckiej (Deutchland). Z książkami to samo, dużo większy był wybór pozycji o gotowaniu niż o ogrodnictwie. Może za krótko szukałam? W Wiedniu nie brakuje za to kwiaciarni. Sklepy z kwiatami oprócz ciętych roślin, oferują też sadzonki. Każdy blumenmarkt te same: lawendę, astry jesienne, krwawnicę, trochę jednorocznej celozji albo żeniszków. Bukiety pakuje się w piękne delikatne papiery (przez tydzień przebywania niemal non stop na ulicy nie widziałam nikogo kto by niósł kwiaty w celofanie).

View towards Belvedere from Botanisches Garten Vien

Wiedeński ogród botaniczny pełni przede wszystkim funkcję placówki naukowej i mówiąc szczerze poza malutką częścią ozdobną jest dość nudnawym arboretum z rozbudowanym działem naturalnych środowisk górskich.

Uznałam, że najpełniejszy obraz austriackiego podejścia do ogrodów zobaczę w Botanisches Garten, założonym jeszcze przez Marię Teresę. Na marginesie – gdy patrzę na dorobek kulturowy i materialny wniesiony do austriackiej stolicy za czasów cesarstwa, nie dziwi mnie całkowite zaufanie tego narodu do władzy. Większość dóbr kultury, architektury i nauki pochodzi właśnie z czasów Franza Josefa lub Marii Teresy).

Gunneras and Helleniums

Moje ogrodnicze marzenie czyli gunnera. Szkoda, że dzidziuś tego nie widzi! 😉

Botanisches Garten Wien Botanisches Garten, WienOgród botaniczny rzeczywiście był kwintesencją „austriackości”, to znaczy mentalności  i narodowych zainteresowań Austriaków. Nacisk postawiono tu na badania naukowe. Zamiast inspirujących dekoracyjnych rabat znalazłam odtworzone naturalne środowiska alp, nizin, a także zagranicznych gór (jest np. dział prezentujący sub-pustynną florę Meksyku, w którym pełno kaktusów i wilczomleczy). Pod względem designu ogród wydaje się jednak bardzo przeciętny. W dziale roślin ozdobnych rośnie niewiele (dalii mam więcej odmian u siebie na działce). Promuje się tutaj ekologię i naturalne ogrodnictwo, między innymi przez niekoszenie trawnika. To znaczy koszenie częściowe, zaledwie wąskiego pasa przy ścieżce. Wrażenie dla odwiedzających jest jednoznaczne: “ile tu chwastów?!” Śladem zainteresowania cesarzowej podróżami, nauką i przyrodą jest istniejąca do dziś kolekcja egzotycznych gatunków drzew. Mnie osobiście takie rośliny nie fascynują, wolę praktyczne inspiracje które mogę przenieść 1:1 do swojego ogrodu. Wbrew pozorom klimat tej części Austrii niewiele różni się od Polski.

lotus Flower and bamboos

Sadzawka z kwiatami lotosu (podczas mojej wizyty kwitł zaledwie jeden) oraz bambusowy lasek to jedne z większych atrakcji Botanisches Garten.

Do sfotografowania kwiatu lotosu musiałam stać w długiej kolejce. Iglaki nie zrobiły na mnie wrażenia bo podobne mamy w ogrodzie botanicznym PAN w Powsinie. Uprzedzam więc – odwiedzając wiedeński ogród botaniczny nie liczcie więc na inspirujące rabaty pełne kwiatów. To przede wszystkim placówka naukowa o dosyć surowym podejściu do ogrodniczych dekoracji. Na szczęście za płotem znajduje się Belweder. Wprawdzie nieco rozczarowana ogrodem botanicznym szłam do ogrodów belwederskich bez entuzjazmu, spodziewając się kolejnych otaczających pałacyk parterów z kobiercami podobnymi do Wersalu, Poczdamu, Peterhofu czy Wilanowa. A tu niespodzianka… Barokowe ogrody obsadzono kompozycjami w stylu wiejskim. Mój mąż stwierdził na ich widok, że “to już przesada”. Ale mnie te sielankowe, wymykające się spod kontroli pełne chwastów rabatki się spodobały, choć kompozycjom kolorystycznie faktycznie bliżej było do wiejskiej zagrody niż do pałacu. Zarządcom belwederskich ogrodów ta niezgodność nie przeszkadza, bo stawiają na trendy i innowację. Belweder zdobią istne ‚ogrody fusion’, w których obok topiarów, formowanych żywopłotów z głogu i lipowych boskietów sadzi się zagrodowe ślazy, szałwie, jaskrawe dalie, tytoń ozdobny, aksamitki, lobelię, i gaurę. Ciekawy miks!

Gardens of Belvedere, ViennaCottage plants

Cottage planting in Belvedere

Wiejsko – sielska rabata przed pałacem Belweder. Taki swobodna mieszanka roślin jednorocznych w barokowym ogrodzie był dla mnie zaskoczeniem i dowodem na nowoczesne podejście Austriaków do ogrodniczego designu.

Przykład godny naśladowania, czyli ogrodnictwo społeczne i dbanie o zieleń

Wiedeńczycy mają w sobie coś z natury południowców, są przy tym jednak bardzo poukładani. Ich cechą wspólną z Niemcami jest np. myślenie o dobru wspólnym. Wszyscy się godzą na powszechnie panujące zasady i obyczaje, dzięki czemu miasto wygląda tak wspaniale. Mój podziw i szacunek wzbudziły zakładane w wielu dzielnicach centrum ogródki społeczne. Kilka z nich było opisanych na małych tabliczkach: tym zarządzają dzieci z pobliskiego przedszkola, tym mieszkańcy dwóch sąsiednich kamienic, a tym pracownicy nieodległej pralni i sklepu rowerowego. W ogródkach tych jest kolorowo. Obywatele upodobali sobie zwłaszcza wielkie dalie i słoneczniki. Zachwyciły mnie też kampanie społeczne na bulwarach i klombach – informują one o zakazie dokarmiania gołębi (złamanie go grozi karą 36 euro, tyle samo co zaparkowanie bez opłaty). Wszędzie apeluje się też o zbieranie psich kup i poza nielicznymi wyjątkami w okolicach kanałów czy handlowych zapleczy, kup nie widać. Podobny zakaz dokarmiania gołębi wprowadził kiedyś burmistrz Nowego Jorku Giulianii. Czekam na analogiczną decyzję w Warszawie. Miejmy nadzieję, że pokolenie stołecznych “dokarmiaczy” zrozumie, że gołębie są jak szczury, że przez nie miasto ponosi koszty odstraszania dźwiękowego, montowania ochronnych drutów, a ostatecznie renowacji i czyszczenia obkakanych murków oraz pomników. Nie mówiąc już o tym, że chleb nie jest dobrym pokarmem właściwie dla żadnego ptaka.

Street sign anti pigeons Viennasunflowers in comunity mini gardens in Vienna 2 sunflowers in comunity mini gardens in Viennasunflowers in comunity mini gardens in Vienna 3

Słoneczniki zdobią w Wiedniu przede wszystkim małe ogródki społeczne. Zdarza się jednak, że pojawiają się w zupełnie innych, nieoczekiwanych miejscach, takich jak balkon słynnej secesyjnej kamienicy Otto Wagnera:

Otto Wagner haus 3Otto Wagner hausOtto Wagner haus 2Ciekawe kiedy w Polsce takie balkony zaczną wygrywać konkursy i plebiscyty na najładniejszy zielony obiekt w mieście? Wysokie dalie i słoneczniki, które u nas uważa się za odpowiednie rośliny do ogródków wiejskich, dekorują nawet modne wiedeńskie kawiarenki:

Museums Quartier

Inne atrakcje, nie tylko ogrodnicze

Podczas naszego pobytu w Wiedniu odwiedziłam wszystkie najważniejsze miejskie ogrody i parki. Wydały mi się wspaniałe, lecz jednocześnie w równym stopniu interesujące co przydrożne klomby czy przypadkowo mijane balkony. Wiedeńska zieleń jest atrakcyjna jako całość, jako ogólne zjawisko. Nawet całkiem współczesne założenia takie jak Donaupark są zagospodarowane w sposób, który służy obywatelom i reprezentuje nowoczesne ogrodnicze trendy.

Donaupark

roses in Donaupark Wien Nowoczesny Donaupark to odpowiednik warszawskich „Pól mokotowskich”. Pomiędzy rosnące tu dziko naddunajskie topole wkomponowano interesujący park pełen atrakcji. Wielbiciele róż znajdą tu okazy godne Volksgarden, lecz zaaranżowane w nieco bardziej kreatywny sposób. Jest też jeziorko, wielki plac zabaw, kolejka, fontanny, wodospady, park wodny, plaża…

Do moich ulubionych od czasów dzieciństwa miejsc w Wiedniu należy słynna kamienica Hundertwassera, tzw. Hunderstwasser haus. Jej postmodernistyczna fasada przez lata nieco straciła z dawnego blasku. Ale za to roślinność wzięła górę i teraz w połączeniu z zaśniedziałymi freskami i ceramiką sprawia, że dom wygląda fantastycznie. Drzewa i pnącza zdają się oplatać hunderstwasserowskie budynki niczym dżungla wdzierająca się w opuszczone ruiny, jak w filmie „Czas apokalipsy” albo „Księga dżungli”. Warto zobaczyć!

Hundertwasser Haus Wien Hundertwasser Haus Hundertwasser Haus museum Vien

Każdy turysta odwiedzający Wiedeń obowiązkowo „zalicza” jedno z muzeów historycznych. Dwa bliźniacze budynki zbudowane vis a vis Hofburga są hołdem cesarza dla świata sztuki (Kunsthistorisches Museum) i przyrody (Naturhistorisches Museum). Ze względu na moją córeczkę Józię rzecz jasna wybraliśmy Muzeum Historii Naturalnej. Obejrzeliśmy nieco mniej niż jego 30 milionów eksponatów, ale wydaje mi się że jakieś 2-3 miliony na pewno. Józia wzbogaciła swoją przyrodniczą wiedzę o nowych przedstawicieli świata fauny. Ja zobaczyłam jak wyglądają żelazne meteoryty i ptaki które wyginęły w XVIII wieku. Polecam.

Żeby zaspokoić głód „kunstu” pobiegłam do Albertiny, gdzie aktualnie wystawiano ekspozycję malarstwa „od Moneta  do Picassa”. Wciąż trudno mi uwierzyć, że nawet w wakacje w Wiedniu odbywają się tak wspaniałe wydarzenia kulturalne. Za jednym zamachem obejrzeć kwiaty namalowane przez Cezanne’a, Moneta, fowistów, Paula Klee, Chagalla, Lautreca, Emila Nolde, Matisse’a, Kokoschkę… i jakby tego było mało sala radzieckich konstruktywistów, Picasso… ech! Chciałabym żeby chociaż 5% tej wystawy zagościło pewnego dnia w warszawskim Muzeum Narodowym.

Naturhistorisches museum

Powyżej – fragment ekspozycji z Muzeum Historii Naturalnej (jedna z kilku sal prezentujących ptaki). Poniżej – obrazy ze wspaniałej wystawy w Albertinie (via http://www.albertina.at/)

1240983578481 1245493543924 1267440140331 1367568992641 1370243695450

Żeby zakończyć ogrodniczym akcentem chciałam jeszcze napomknąć o wiedeńskich drzewach. To kolejna rzecz wzbudzająca mój podziw i zazdrość. W Wiedniu sadzi się długowieczne i szlachetne gatunki takie jak lipa czy miłorząb. Drzewa są chronione estetycznymi ogrodzeniami, inaczej niż na mojej ulicy w Warszawie, gdzie ktoś poustawiał szkaradne zielone rury wokół młodych klonów. Dla specjalistów od drzew ogłaszam drugi już ogrodniczy konkurs (poprzednio można było wygrać lawendę). Tym razem nagrodą jest gazeta ogrodnicza „Mein Schoener Garten” – wydanie luksusowe, na kredowym papierze, niczym nie przypominające polskiej edycji pisemka „Mój piękny ogród”! Pytanie konkursowe brzmi: jaki gatunek drzewa prezentowany jest na zdjęciu poniżej? Odpowiedzi proszę wpisywać w komentarzach.

Trees of Vienna

Vienna - trees

Po lewej miłorząb, a po prawej tajemnicze drzewo. Kto wie, niech zgaduje co to za gatunek. Do wygrania ogrodnicze czasopismo!!!

EDIT: Drzewo na dwóch ostatnich fotografiach (z „lampionikami”) to mydleniec wiechowaty Koelreuteria paniculata. Konkurs wygrała Jankosia.

Zobacz również

7 komentarzy do “Nowe byliny cesarza

  1. Piękne zdjęcia z Wiednia. Latem miasto prezentuje się zupełnie inaczej, niż wiosną. Byłam tam parę lat temu na początku maja i bardzo miło wspominam ten pobyt. Chciałabym jeszcze kiedyś wrócić, może dla odmiany latem.

  2. Rewelacja te białe zawilce japońskie jestem bardzo wdzięczna Pani za piękne zdjęcia i opisy . Kupuję sadzonki na wiosnę w dużej ilosci Dziekuję . z dużym szacunkiem i uznaniem
    Justyna

  3. Jeżdżę trochę po Polsce więc wiem jak wyglądają miejskie klomby gdzie indziej… No ale od zarządców stolicy wymagam więcej 🙂 Jeśli chodzi o konkurs to chyba trudne pytanie zadałam. Cały czas nie został rozstrzygnięty, a nagroda czeka! 🙂 Może spróbujesz rozwiązać zagadkę? 🙂

    • A żebyś wiedziała 🙂 Strzelam, że to mydleniec wiechowaty. Tak mi to przynajmniej wygląda. Byłam w Wiedniu i widziałam, że dużo tego sadzą. Oczywiście najwięcej było tak jak piszesz miłorzębów. Nawet Pani u której mieszkałam miała pod balkonem takiego wielgachnego i można było się z bliska gapić na koronę. Chyba też posadzę tego dinozaura 🙂

  4. @Jankosia proszę o wybaczenie, że z takim opóźnieniem informuję, ale oficjalnie zwyciężasz w konkursie! Drzewo na zdjęciu to mydleniec – gratulacje. Wkrótce ogłoszę to na FB, a Ciebie proszę o kontakt na priv w sprawie odbioru nagrody 🙂 Niech to będzie spóźniony gwiazdkowy prezent 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *