Kazimierz Dolny / Mój ogród / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #1 – Odliczanie do wiosny

Wreszcie nastał marzec i pogoda pozwoliła nam wybrać się całą rodziną w weekend na działkę. To moja pierwsza wizyta na wsi od czasu Świąt Bożego Narodzenia. Spodziewałam się (jak co roku) zobaczyć ogród w stanie „interwencyjnym” (wymagającym mojej natychmiastowej pomocy). A tu proszę – miłe zaskoczenie. Wprawdzie zima wciąż trwa, ale jak dotąd okazała się dla roślin bardzo łaskawa. Z moich obserwacji na razie wynika, że mróz nie wyrządził żadnych poważnych szkód. Co innego zające, krety, nornice… o moich ogrodniczych wrogach i ich brudnej robocie napiszę innym razem. Rabaty wyglądają zaskakująco dobrze – schludne, elegancko wyczyszczone. Najwyraźniej intensywne sprzątanie wczesną zimą miało sens. Nie ma już śniegu, i jest na tyle sucho, że można kopać, przesadzać i pielić.

wycinanie pędów

Wzięłam się więc do roboty. Zaczęłam od przycinania. Nie było jakiegoś przytłaczającego ogromu pracy  – głównie dzięki temu, że większość bylin była już przycięta jesienią. Znam oczywiście obiegową opinię, że lepiej i bardziej ekologicznie jest wykonywać to zadanie dopiero na wiosnę… Z doświadczenia wiem jednak, że sprzątanie i przycinanie zaraz po skończonej wegetacji to rozwiązanie dużo bardziej praktyczne. W naszym regionie często śnieg zalega długo, a wierzcie mi –  nie nie ma nic gorszego niż przedzieranie się wiosną przez zgniłe przymarznięte pędy obumarłych bylin. Ścinając wszystko w listopadzie mamy spokój, a pod kładącymi się pędami zielska chwasty nie będą miały szans wzejść i przetrwać. Wystawione na widok nie uchronią się przed motyką, a nawet jeśli ominie je Wasza niszczycielska ręka, to trafi je mróz, bo nie będą przykryte warstwą roślinnej masy. Dodatkowym profitem płynącym z wczesnego sprzątania rabat jest schludny wygląd ogrodu w okresie świąt Bożego Narodzenia i na przedwiośniu. Wyjaśnię: rzadko kiedy Święta w Polsce to malowniczy przysypany śnieżnym puchem krajobraz. Dużo częściej wypada tak, że nasz ogródek cały zalega w roztopach, moczy się w błocie pośniegowym, a trawa wegetuje w marznących kałużach. Chyba jasne jest, że w tym okresie błotno – lodowym lepiej jest mieć rabaty uprzątnięte, niż pełne gnijącej obumarłej zieleniny.

Jest też argument – moim zdaniem kluczowy, co zrozumiałam to dopiero dzisiaj – związany z racjonalnym podziałem czasu w ogrodzie na pracę i relaks. To pierwszy od lat wiosenny weekend gdy nie czułam się jak niewolnik ogrodu. Jak ktoś kto zdezerterował z miejsca pracy jesienią, i teraz musi wszystko naprawiać. Najważniejsze zadania pielęgnacyjne (sprzątanie, przesadzanie, cięcie, grabienie) wykonałam przed nadejściem zimy, i dzięki temu nowy sezon rozpoczynam od przyjemności oglądania zadbanego ogrodu. Oczywiście mimo mojego niewątpliwie radykalnego podejścia do terminów sprzątania rabat, jest kilka grup roślin które zwykle zostawiam nieucięte do wiosny. Są to m.in. niskie trawy ozdobne, i niektóre byliny, np. rudbekie. Trawy, bo lepiej zimują gdy przykrywa je ich własny „pióropusz”. A rudbekie, bo są ładne nawet jako badyle („czarne kuleczki” które zostają z przekwitłych kwiatostanów przypominają mi rój trzmieli). Poza tym ich nasiona to cenne pożywienie dla ptaków, i miejsce zimowania pożytecznych owadów. Z tych wszystkich względów z rudbekiami pożegnałam się na dobre dopiero teraz.

DSC_0104a

Największą ozdobą w ogrodzie są rośliny zimozielone, zwłaszcza bukszpany i cisy formowane w kule. Gdy wszystkie byliny znikają z powierzchni ziemi, to właśnie one nadają zimą moim rabatom ciekawą formę, i nawet z daleka są wspaniałą dekoracją. Są oczywiście atrakcyjne przez cały rok – latem stanowią ciekawy formalny kontrast dla wybujałych łanów nieuporządkowanych bylin.

DSC_0050

Inną rośliną, której urok doceniam szczególnie zimą, jest bluszcz Hedera helix. Malowniczo oplata drzewa i sprawia, że każdy ogród wydaje się tajemniczy, stary i pełen historii. Ptaki chętnie chowają się w gęstwinie jego pędów. By wyrósł na takiego giganta jak u nas i kwitł, potrzeba wielu lat. Może właśnie przez to w Polsce rzadko się go sadzi? Szkoda, bo wiele przez to tracimy. Zrozumiałam to kiedyś w czasie mojej krótkiej podróży do Anglii. Był styczeń i sądziłam, że o tej porze roku w ogrodach nic ciekawego nie zobaczę. Oczywiście myliłam się strasznie, a najbardziej zaskoczyło mnie to jak wiele drzew (przydrożnych i tych w prywatnych ogrodach) porasta stary bluszcz. To wspaniała ozdoba nie tylko ogrodu, ale i całego angielskiego krajobrazu. W Polsce mogłoby być podobnie – to gatunek rodzimy. Niedługo napiszę o bluszczu więcej i mam nadzieję zachęcę do sadzenia go w ogrodach. Poza bluszczem o tej porze roku bardzo intrygują mnie drzewa, zwłaszcza te stare. Ich powyginane konary są jak naturalne rzeźby, latem ukryte w gęstwinie liści teraz dobrze widoczne. Cieszę się też z rododendronów, których skórzaste liście są chyba większym skarbem niż kolorowe kwiaty w maju i czerwcu.

DSC_0102

Lubię gdy w marcu zanim jeszcze rozwiną się pączki i ruszy wegetacja, ogród jest czysty i surowy. Wszędzie odcienie brązu, szarości, z plamami ciemnej zieleni iglaków. Na tle tych ciemnych barw biel wiosennych kwiatów staje się naprawdę wyjątkowa. W otoczeniu brunatnej rabaty nawet mały przebiśnieg błyszczy niczym diament. Podjęłam w ten weekend postanowienie, że dosadzę więcej biało kwitnących wczesnowiosennych bylin. Chcę spotęgować efekt „eleganckiej bieli” pojawiającej się w szaroburej rzeczywistości przedwiośnia. Na razie dosadziłam kilka przebiśniegów, zamierzam też zagospodarować samosiejki ciemierników. Te dorosłe lada dzień się rozwiną. Białe już w zasadzie kwitną. Są piękne, choć ich delikatne płatki zostały lekko „trafione” przez przymrozek. Moim zdaniem ta niedoskonałość dodaje im jeszcze więcej uroku. Oczywiście poobcinałam im liście, żeby kwiaty i ulistnione łodygi miały więcej słońca.

DSC_0237

Jedną z pierwszych prac za jakie się zabrałam, było „ogarnięcie” kompostownika. Jest to konstrukcja drewniana, dwukomorowa, zbudowane w jeden dzień przez mojego męża. Zaczęłam od przerzucenia zawartości jednej komory do drugiej. Kompost jest już prawie gotowy, ale przyznam, że nie pachniał pięknie lasem, tak jak zazwyczaj – widać bakterie i żyjątka które w nim siedzą jeszcze się nie obudziły, ze względu na wciąż niską temperaturę.

DSC_0041

Naturalnie po pracy w ogrodzie trzeba było sobie jakoś dodać energii. Gorący rosół okazał się do tego celu idealny. Przy okazji przypomniałam sobie, że łyżeczka natki  z pietruszki pokrywa dzienne zapotrzebowanie organizmu w witaminę C. Czy trzeba większej zachęty do takich posiłków dla kogoś, kto pragnie zachować zdrowie w okresie gorących robót ogrodniczych? No niektórym trzeba… Józia zamiast swojej ulubionej zupy wolała po prostu wiejski chleb, który musiał wyglądać smakowicie, skoro porwała go z torby z zakupami i skonsumowała od razu.

DSC_0061

DSC_0071

W ramach weekendowej rozrywki rozpaliliśmy ognisko. Spłonęła m.in. zeszłoroczna choinka, która do tej pory stała zmumifikowana na tarasie. Oglądaliśmy iskry strzelające we wszystkie strony. Mam nadzieję ze wraz ze spaleniem choinki odeszła cała ogrodnicza zima, i że niedługo powitamy wiosnę.DSC_0151DSC_0148

Przy okazji niedzielnej wycieczki do pobliskiego Kazimierza Dolnego zajrzałam do Klasztoru Reformatów i klasztornego ogródka. Miałam nadzieję zobaczyć tam wspaniałe przebiśniegi (niedawno przeczytałam, że kwiaty te sadzone były w średniowieczu przez mnichów jako symbol czystości i dekoracja na święto Matki Boskiej Gromnicznej).

DSC_0178

DSC_0175

DSC_0173Niestety Braciszkowie nie posadzili przebiśniegów (może Franciszkanie od kwiatów wolą zwierzęta? 😉 ), co nie zmienia faktu, że ich ogrody wyglądają pięknie nawet teraz. W samym kościele (Sanktuarium) też odkryłam pewne roślinno – ogrodnicze motywy. Byłam tam setki razy, ale dopiero teraz zwrócił moją uwagę nagrobek z piaskowca z pięknymi girlandami (jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, właśnie taki grób mogłabym ostatecznie mieć). Zauważyłam też wspaniałą ozdobę mensy ołtarzowej w jednym z bocznych ołtarzy, w formie kurdybanu. Malowidło przedstawia symbolikę chleba – bochenki w otoczeniu kwiatów i ptaków z cudownego ogrodu. Na koniec wybrałam się odwiedzić brata Cyryla, który niezmiennie urzęduje w strasznym bałaganie, przez co łatwo nie zauważyć, że w jego małym sklepiku na ścianie wisi piękna martwa natura à la Cézanne czy Boznańska. Autor obrazu na razie nieznany.

DSC_0160

DSC_0169

DSC_0171

Zobacz również

1 komentarz do “Weekend w ogrodzie #1 – Odliczanie do wiosny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *