Architektura krajobrazu / Inspiracje / Opinie

Pochwała amatorstwa: czy dobry ogrodnik musi być zawodowcem?

Od dawna miałam chęć by rozważyć na łamach tego bloga nurtujące mnie pytanie: czy żeby zostać ekspertem od ogródków trzeba zajmować się nimi profesjonalnie? Temat pozostawał otwarty aż do wczoraj, kiedy to przeczytałam recenzję książki  ogrodniczej Małgorzaty Rozenek (znanej jako Perfekcyjna Pani Domu) na jednym z moich ulubionych blogów Bez – ogródek. To, co tam znalazłam, dało mi do myślenia. Czy każdy ma prawo udzielać porad na temat ogrodnictwa? Czy śmiejąc się do rozpuku z „perfekcyjnego” ogródka Pani Małgosi nie wpadłam przypadkiem w pułapkę? W końcu ja także jestem amatorem, który prowadzi internetowy poradnik…

Ogrodniczki

Kim jest „ogrodniczy profesjonalista”? Architektem zieleni? Projektantem krajobrazu? Ogrodnikiem? Hodowcą? Określenie „profesjonalista” oznacza dla mnie jedynie, że wykonywane zajęcie jest dla danej osoby źródłem dochodu, czyli właśnie profesją. Jeżeli więc ktoś zawodowo projektuje ogrody, można powiedzieć, że jest profesjonalistą. Ale czy od razu czyni go to autorytetem? Czy skończone studia i odbyta ogrodnicza praktyka oznaczają, że ktoś ma większe kompetencje w tworzeniu udanych ogrodów czy parków? Czy absolwent ogrodniczych studiów automatycznie wie więcej o pielęgnacji roślin niż, dajmy na to, żona rolnika, która we własnym ogródku uczyła się wszystkiego metodą prób i błędów? Odpowiedź jest oczywista: nie każdy profesjonalista jest autorytetem. Podobnie jak nie każdy ogrodnik amator musi od razu być ignorantem. Spójrzmy na słynne ogrodnicze autorytety bez kierunkowych studiów:

1. James Golden

Studiował literaturę, jest poetą. Mimo, że ogrodnictwem zaczął się interesować niedawno (jego ogród ma zaledwie kilka lat) szybko zyskał sobie tym autorskim „projektem” (celowo biorę to słowo w cudzysłów) setki tysięcy fanów na całym świecie. Dziś  blog ogrodniczy Jamesa Goldena View from Federal Twist ma status kultowy. Należy do najbardziej wpływowych blogów w Ameryce (co potwierdzają m.in. wzmianki w The New York Times). Sam ogród na Federal Twist to zielona mekka, która przyciąga rzesze zachwyconych odwiedzających podczas dni otwartych, które ów ogrodnik- amator organizuje. Ogród Jamesa Goldena jest również inspiracją dla ogrodniczych elit. Przyjeżdżał tam szukać wiedzy i inspiracji m.in. Noel Kingsbury (słynna postać RHS, autor niezliczonych publikacji, naukowiec i wielki szkółkarz). Można śmiało powiedzieć, że James Golden zrewolucjonizował amerykańskie postrzeganie ogrodów i ogrodnictwa. I jak widać dla wielu nie ma żadnego znaczenia, że brakuje mu kierunkowego wykształcenia. Sami zresztą oceńcie. Tak wygląda amatorski ogród Jamesa jesienią i latem:

federal twist 10 federal twist 12 federal twist 19 federal twist 22 federal twist 23 federal twist 27 IMG_1507 IMG_1663 IMG_1666 IMG_1731 IMG_1753 IMG_1790

 (zdjęcia via http://federaltwist.com/ i http://www.obsessiveneuroticgardener.com/)

2. Piet Oudolf

Szkółkarz i największy bodaj współczesny gwiazdor architektury krajobrazu. Pisałam dość szczegółowo o wypromowanym przez Oudolfa stylu tutaj. Żeby osobom, które słyszą jego nazwisko po raz pierwszy przybliżyć postać powiem, że jest to wybitny twórca ogrodów. Zarówno tych publicznych, jak i ekskluzywnych prywatnych. Rewolucjonista, wizjoner, wielki talent. Zatrudniany przez prestiżowe instytucje, projektujący na całym świecie. Autor niezliczonych książek, publikacji, wykładowca. Co ciekawe, ten obecny guru ogrodniczego designu aż do 25 roku życia nie wiedział o ogrodach nic. Pracował jako barman i kelner w restauracji swoich rodziców, którzy nie mieli nawet działki. Podobno Oudolf sprzedawał też ryby. On sam często w wywiadach wspomina o tym pierwszym etapie swej młodości i o tym, że roślinami zainteresował się dopiero, gdy przypadkowo dostał pracę jako pomocnik w szkółce. Tam pokochał rośliny i  wpadł na pomysł własnego biznesu. A dziś? Z niegdysiejszego amatora mamy autorytet iście harvardzki. Czy Piet jest słusznie hołubiony? Według mnie jak najbardziej. Ten Holender to wyjątkowy self-made man. Spójrzcie tylko na jego ogrody, na niesamowite wykorzystanie bylin, kolorów i traw. Przed Oudolfem w miastach sadzono tylko niezniszczalne berberysy i iglaki. Czym byłoby współczesne Chicago i Nowy York bez jego parków Lurie, High Lane i Battery? Wielu ludzi po prostu kocha niezwykłe oudolfowskie kompozycje. Ja lubię go za to, że jego wizytówką nie jest lista ukończonych szkół, ale jego portfolio. On po prostu tworzy piękne ogrody i robi to najlepiej na świecie.

229 4290905164_518a004590_b  grasslands high-line1 IMG_4905 SONY DSC

SONY DSC

(zdjęcia ogrodów zaprojektowanych przez Pieta Oudolfa via http://www.gardeninggonewild.com/, plinthetal.com, www.thehighline.org).

Więcej inspiracji na stronie Pieta Oudolfa, a szczegółową listę roślin jakich użyto w parku High Lane w Nowym Jorku (w miejscu torowiska na estakadzie starej kolejki naziemnej) znajdziecie tutaj.

3. William Martin

To kolejny ogrodnik – amator, który zyskał światowe uznanie jako projektant krajobrazu. Nie jest to może wielka gwiazda zielonego designu w Polsce, ani nawet w Europie, bo jego ogród mieści się w Australii. Tam jednak zaprojektowany przez Williama Martina ogród „Wigandia” został dwukrotnie wybrany najlepszym ogrodem w kraju. Biorąc pod uwagę wielkość Australii i liczbę profesjonalistów, których musiał William Martin pokonać, jest to nie lada osiągniecie dla samouka. Ten człowiek – artysta dziś projektuje ogrody głównie na prywatne zlecenie, chociaż nie tylko. Jego styl jest bez wątpienia przejawem przemian w „ogrodniczej mentalności” Australijczyków, gdzie dotąd dominowała anglosaska tradycja hołdująca trawnikom i  pracochłonnym w utrzymaniu rabatom mieszanym. Przemiany idą w stronę roślin rodzimych i ogrodów „wodooszczędnych”. Wkład Martina w promowanie takich nasadzeń nie wymagających podlewania, bazujących na naturalnej florze australijskiej i inspirowane miejscowym krajobrazem jest nieoceniony. Tak wygląda jego największe dzieło – Wigandia – ogród nazwany tak na cześć australijskiego kwiatka:

IMG_6178 IMG_6179 IMG_6180 IMG_6215 IMG_6217 IMG_6266 IMG_6270 IMG_6271 IMG_6277 (1) IMG_6329 IMG_6330

Autor powyższych kompozycji pozostaje bardzo tajemniczą personą, nawet w dobie internetu. Jego strona Wigandia jest praktycznie zablokowana… Trudno też o obejrzenie innych projektów Martina, choćby online. Jednak patrząc na te zdjęcia u góry (via federal twist) rozumiem czemu ogrodnik ten ma status ikony, mimo że żadnej ogrodniczej szkoły nie skończył. Zastanawiam się jaki ogród zaprojektowałby Martin, gdyby urodził się i mieszkał w Polsce.

4. Derek Jarman

W Wielkiej Brytanii każdy słyszał to nazwisko. Kojarzy je z reżyserem, multidyscyplinarnym artystą i jednocześnie ogrodnikiem. Derek Jarman założył tylko jeden słynny ogród. Ale za to jaki! Pierwszy prawdziwy ogród postmodernistyczny. Prospect Cottage (jak nazywa się posesja) mimo swojego zdecydowanie peryferyjnego położenia na niedostępnym przylądku wybrzeża Anglii, pozostaje jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów ogrodów na Wyspach. Dlaczego? Jego kontrowersyjny styl może się przecież podobać, lub nie. Ale wartość tego ogrodniczego dzieła tkwi nie w „ładności” jak to zazwyczaj, lecz w rewolucyjnym koncepcie, który w ponury sposób przeplata się z losami twórcy. Derek Jarman dożył tu swoich ostatnich lat w nieuleczalnej w chorobie. Prospect cottage stał się miejscem –  metaforą. Jarman pokazał tworząc go w latach 80 XX wieku, że ogródek może oddawać stan ducha nie tylko poprzez ładnie pachnące kwiatki i szeleszczące listki. Że człowiek któremu w duszy gra coś zgoła nie wesołego, a nostalgicznego, refleksyjnego czy wręcz depresyjnego, także może szukać ekspresji w sztuce ogrodniczej. I tak mała rybacka chatka pomalowana na czarno stała się centralnym punktem ogródka pełnego żwiru i surrealistycznych rzeźb. Dużo w nim elementów z odzysku, fragmentów rybackich łodzi, czy śmieci wyrzuconych na brzeg przez morze. Pozornie nieestetyczne przedmioty, gdy zostają ujęte w kontekst wyobcowanego, odhumanizowanego miejsca (działka mieści się nieopodal monstrualnej elektrowni) zyskują zupełnie nową formę wyrazu. Nieliczne rośliny przykuwają uwagę swoją oryginalnością i nieco odrealnionym (na takim pustkowiu) wyglądem. Realizacja Dereka Jarmana rozpoczęła w Europie i świecie zachodnim erę ogrodów reprezentujących raczej nastroje, niż style. Można powiedzieć, że dalekowschodnia antyczna idea znalazła swoje ucieleśnienie właśnie w Prospect Cottage. Wielu projektantów zieleni uważa ogród Prospect Cottage za jedną z największych ogrodniczych inspiracji XX wieku.

Derek-Jarmans-Prospect-Cottage jarman4 prospect3 prospect06 prospect-cottage

Zdjęcia ogrodu prospect Cottage via http://benedante.blogspot.com/, http://thegardenscout.com/ i www.ryemuseum.co.uk.

Opisani przeze mnie ogrodnicy amatorzy (lub początkowo amatorzy) to postacie wybitne i z pewnością szeroko doceniane. A jeśli odwrócić sytuację i poszukać profesjonalistów niekoniecznie wybitnych? Nie chcę się nad nikim pastwić, więc nie będę teraz wymieniać absolwentów szkół i zawodowców którzy moim zdaniem nie spełniają dobrze swojej roli. Myślę, że każdy kto się rozgląda dookoła widzi, jak niektórzy „cenieni architekci zieleni” urządzają nasze parki i ogródki przydomowe. Niestety, szkoła niczego nie gwarantuje. Potrzebny jest jeszcze talent, wyobraźnia, właściwe inspiracje… Całe szczęście świat ogrodów jest tak ogromny i tak urozmaicony, że jest miejsce dla wszystkich. Wszak skoro znajdują się chętni do podążania za „medialnymi” gwiazdami (czy to internetu, czy z gazet, czy TV) to nie powinniśmy się dziwić kolejnym publikacjom wydawniczym „ekspertów od wszystkiego”. Autorytety łatwo jest wykreować. To znaczy wmówić ludziom, że dana postać jest ekspertem. Przepracowałam kilka lat w tzw. branży medialnej jako m.in. specjalista od wizerunku. Niestety wiem jakimi prawami rządzi się rynek i jak łatwo wypromować za pomocą kilku chwytów kogoś kto autorytetem wcale nie jest. I nie ważne czy chodzi o produkty sportowe, kulinarne, motoryzacyjne czy ogrodnicze. W Polsce nie ma jeszcze tylu ogrodniczych celebrytów, co za granicą (czy oglądaliście kiedykolwiek BBC?). Widać ogrody to także szołbiznes. Co gorsza nie dotyczy to tylko książki Pani Rozenek. Przecież większość internetowych profesjonalnych zielonych blogów  prowadzą osoby zarabiające na projektowaniu ogródków. Mam nadzieję, że autorzy Ci publikują z pasji i chęci dzielenia się wiedzą, a nie z potrzeby promocji i zwiększenia dochodów swoich firm. Jak jest naprawdę? Wiem, że jeśli kiedykolwiek byłabym w sytuacji w której potrzebowałabym zatrudnić projektanta zieleni (profesjonalnego, nie amatora) na pewno wybrałabym go na podstawie portfolio. Portfolio, to znaczy nie projektów, a realizacji. I na pewno sprawdziłabym jak wygląda jego własny ogródek. Najwyraźniej nie postąpiła tak Pani Prezydent Stolicy Hanna Gronkiewicz – Waltz, która wynajęła ostatnio jakiegoś profesjonalistę do wykonania projektu rewitalizacji Placu Powstańców Warszawy:

Bardzo profesjonalny projekt rewitalizacji Placu Powstańców Warszawy. To zdjęcie wywołało burzę, zwłaszcza wśród osób które liczyły na przywrócenie placowi charakteru przedwojennego zieleńca. Tymczasem suypermodne studio projektowe proponuje nam kolorowe doniczki. Może spodobają się mojej córce, no ale co będziemy miały do roboty przechadzając się po parkingu pełnym donic?

BARDZO PROFESJONALNY projekt rewitalizacji Placu Powstańców Warszawy. To zdjęcie wywołało burzę, zwłaszcza wśród osób które liczyły na przywrócenie placowi charakteru przedwojennego zieleńca. Tymczasem supermodne studio projektowe proponuje nam kolorowe doniczki i sterczące  czerwone pręty. Może spodobają się mojej  2,5 letniej córce? Bo mnie raczej nie. No ale nawet jeśli… co będziemy miały do roboty przechadzając się po parkingu pełnym donic? Foto via tvn24.pl

dzieci30-45-scan_16

Tak było przed wojną… ten sam skwerek pod Prudentialem pełen drzew,  z miejscem do relaksu. Foto via www.banwar1944.eu

Podany wyżej przykład to pierwsza z brzegu ilustracja problemu jakim jest częsta niekompetencja rzekomych specjalistów od projektowania zieleni. To jasne, że spece potrafią dać plamę, amatorzy zaś potrafią stworzyć coś naprawdę wiekopomnego. Skoro wygłosiłam już tezę i antytezę, pozostaje wysnuć jakieś wnioski. Kto ma prawo udzielać ogrodniczych porad? Próbować może oczywiście każdy, ale żeby robić to godnością i nie narażać się na śmieszność, trzeba przynajmniej być autentycznym. Najgorsze co można zrobić, to aspirować do roli eksperta podczas gdy w danej dziedzinie mamy doświadczenie i praktykę bliską zeru.

Prince Charles

Książę Karol to wielki autorytet ogrodniczy w Wielkiej Brytanii. Napisał nawet książkę o ogrodnictwie organicznym, mimo że zawodowcem go raczej nazwać nie można. Decydujące jest to, że Prince Charles mimo wszystko posiada  wielki i interesujący ogród i to od lat. Sam wymyśla w nim aranżacje, dba o niego (rzecz jasna wraz z rzeszą ogrodników). Wiadomo jednak, że jego ogrodnicza wiedza i pasja są autentyczne.

W przeciwieństwie do Małgorzaty Rozenek ksiaże Karol coś tam o ogrodach wie, i nawet jeśli pisząc książkę korzystał z pomocy tzw. ghost writera, to jednak nie zilustrował jej stockowymi fotografiami z cudzych ogródków.

W przeciwieństwie do Małgorzaty Rozenek książę Karol coś tam o ogrodach wie i nawet jeśli pisząc książkę korzystał z pomocy tzw. ghost writera (tutaj Stephanie Donaldson), to jednak nie zilustrował jej stockowymi fotografiami z cudzych ogródków.

Na koniec zwrócę jeszcze uwagę, że określenie „AMATOR” pochodzi od słowa „kochać”. Amator, to po prostu miłośnik. Za takiego miłośnika – ogrodniczego samouka się uważam. Chciałam przy tej okazji przypomnieć osobom, które ślepo wierzą w „zawodowstwo”, że w historii było paru samouków odnoszących sukcesy. Nie tylko medialne 😉

Oni nie mieli wykształcenia kierunkowego.

Oni nie mieli wykształcenia kierunkowego.

 (foto w ikonce wpisu via http://www.marthastewart.com/)

Zobacz również

12 komentarzy do “Pochwała amatorstwa: czy dobry ogrodnik musi być zawodowcem?

  1. Czy ogrodnik jest projektantem ogrodów? Nie. Czy ktoś bez formalnego wykształcenia może stać się projektantem ogrodów? Tak. Ale czy może być architektem krajobrazu? Nie – bo architekt krajobrazu to nie projektant ogrodów (często u nas tożsame pojęcia).
    Czy amator w rozumieniu miłośnika może pisać o ogrodach? Tak, każdy może pisać o ogrodach, mogą to też czynić projektanci i architekci. A do czytelników należy ocena wartości i profesjoalizmu. I oczywiście ma on pełne prawo do krytyki i odmiennych poglądów.
    Antagonizm profesjonaliści- amatorzy jest nieco sztuczny. Amator z biegiem czasu ma szansę stać się profesjonalistą. Chodzi chyba bardziej o zakres działania (we własnym ogrodzie czy w cudzych), dzielenie się włanymi doświadczeniami i obserwacjami czy może pretendowanie do roli eksperta z wiedzą zaczerpniętą z powielanych „bryków” internetowych.
    Chcesz zostać ekspertem ogrodniczym? Możesz oczywiście. Panowie zbierali przez lata doświadczenia; teraz są autorytetami. Derek Jarman – stworzył chyba tylko swój własny ogród.
    Myślę, że przykład z Warszawą jako miejscem działań związanych z zielenią jest charakterystyczny. W naszym mieście nie liczy się zieleń, ani piekno, ani profesjonalizm, a jedynie powiązania i kasa.
    Pozdrawiam i myślę, że powinnaś porzuci dylemat amator-profesjonalista. Lubisz to robić, to rób.

    • Dlaczego bez formalnego wykształcenia nie można zostać architektem krajobrazu? Le Cobusier architektury nie studiował a ukształtował modernistyczną myśl w światowej architekturze. Czy z krajobrazem nie mogłoby być analogicznie?

      • Nie jestem ekspertem, ale niektóre tytuły prawnie przysługuja formalnie wykształconym. Tak chyba jest z mgr inż. architektury krajobrazu. Le Cobusier (akurat nie jestem fanką) to jednak we współczesnej Polsce nie działał…

  2. Ja to rozumiem, ale sytuacja na polskim rynku jest taka, że w przetargach z zakresu zieleni (architektury krajobrazu) stawiany jest często wymóg wykształcenia. I tu przekonanania rozbijają się o formalizm.

  3. Świetny artykuł! Pola masz pasję, i jest nią nie tylko ogrodnictwo. Jesteś wyjątkową osobą, która kocha przyrodę, ma poczucie piękna i estetyki oraz potrafi zmieniać rzeczywistość wokół siebie tak, by inspirować innych. Poświęcenie, pracowitość i entuzjazm w stosunku do własnych zainteresowań są godne podziwu. Jestem z Ciebie dumna i wiele innych osób także, ale nie wiem dlaczego o tym nie piszą, tutaj… 🙂
    Powinnaś zapraszać do swojego ogrodu i drogo sprzedawać bilety 🙂

  4. Znam wiele osób bez kierunkowego wykształcenia, które w swojej pracy odnoszą sukcesy dzięki pasji i zaangażowaniu. Sądzę że granica amator – profesjonalista może być płynna, bo doświadczenie gromadzone przez lata znaczy czasem więcej niż dyplom w szufladzie. Ale jak się nie ma ani wykształcenia, ani doświadczenia a mimo to chce się uchodzić za eksperta, to trzeba się przygotować na – słuszne zresztą – głosy sprzeciwu. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. I dlatego też nie mam uznania dla „Perfekcyjnego Ogrodu”. Z każdym jednak postem rośnie moje uznanie dla Twojej działalności blogerskiej i ogrodniczej. Gratulacje Polu! Pozdrowienia! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *