Architektura krajobrazu / Drzewa / Guerilla Gardening / Opinie / Zwierzęta

Spór o drzewa, czyli jak urzędnicy pozbawiają Warszawę wartościowej zieleni

Warszawa ma problem z drzewami. Zaczyna on przybierać coraz bardziej dramatyczną formę. Z jednej strony mówi się, że jesteśmy „zieloną stolicą Europy” wskazując rekordowe na skalę Eurolandu powierzchnie stołecznych parków jako dowód. Z drugiej strony mieszkańców miasta i lokalne media bulwersują coraz to nowe wycinki drzew, również w parkach. Wycinki przeprowadzane często w zaskakujących terminach, z kuriozalnych pobudek, pod różnymi dziwnymi pretekstami. Wydawało się, że po aferze w Parku Krasińskich (wycięto 300 drzew), dyskusyjnej rewitalizacji Łazienek Królewskich (zginęło wiele leciwych cisów), czy wreszcie po barbarzyńskim „remoncie” ogrodów w Wilanowie kolejne akcje traktowania istniejącej zieleni buldożerem w imię nowych inwestycji w stolicy nie będą miały miejsca. A tu zaskoczenie. Tym razem po cichu próbuje się wyciąć drzewa na Polu Mokotowskim. Tych, którzy domagają się wyjaśnień, proszą o konsultacje społeczne, albo przynajmniej o plan inwentaryzacyjny zieleni – nazywa się zielonymi oszołomami. O co właściwie chodzi w całym sporze, który od kilku tygodni elektryzuje wielu mieszkańców stolicy?

F1100020

Od kilku tygodni trwa akcja społeczna mająca na celu powstrzymanie niekontrolowanej wycinki drzew w rejonie Pola Mokotowskiego.

Oficjalnie chodzi o bezpieczeństwo spacerowiczów. Dwadzieścia sześć drzew nagle zaczęło nam zagrażać. Oczywiste jest jednak, że zaplanowana w najbliższych tygodniach wycinka w jednym z największych warszawskich parków ma związek z planowaną w tym miejscu inwestycją. W rejonie ma powstać ogrodzony wybieg dla psów, którego koszty szacuje się na 2 miliony złotych. Sprawa oburza i antagonizuje mieszkańców, okazuje się bowiem, że zarówno drogi psi wybieg jak i jego lokalizacja, to pomysł w zasadzie narzucony przez miejskich urzędników. Nie było konsultacji społecznych, nikt nie pofatygował się o ekspertyzę przyrodniczą, czy o badanie opinii wśród mieszkańców. Jeden z ostatnich dzikich zakątków w centrum Warszawy ma bezpowrotnie zmienić się w uporządkowany placyk z betonową małą architekturą – i to w imię zaspokajania wyrafinowanych potrzeb podatników. Jak w ogóle doszło do tak skandalicznych decyzji?

F1100027

Tzw. „Dziki zakątek” – część Pola Mokotowskiego wzdłuż ul. Wawelskiej. Rośnie tu wiele drzew, pozostałości po dawnych ogródkach działkowych. Urzędnicy postanowili to miejsce zamienić w drogi wybieg dla psów i tor do profesjonalnych psich ćwiczeń.

Pole Mokotowskie to spory park położony na granicy trzech warszawskich dzielnic. Przed wojną znajdowało się tu m. in. lotnisko. Po wojnie pole podzielono, niektóre parcele przeznaczono dla instytucji państwowych (GUS, Biblioteka Narodowa, MPO) i pod ogródki działkowe. Dziś niby przywraca się jedność parkowi, tak przynajmniej wynika z deklaracji urzędników i planistów. Na przykład dawny teren MPO został już zrekultywowany i przywrócony do reszty parku. Mamy więc ponad 60 hektarów do zagospodarowania i to w samym centrum miasta. Wiadomo – taka nieruchomość to łakomy kąsek dla różnych inicjatyw biznesowych. Wydawałoby się że „psi wybieg” to wspaniały pomysł. W mieście jest przecież 120000 piesków które nie mają się gdzie wyhasać. Ale idea ta tylko z pozoru atrakcyjna, w rzeczywistości zdaje się kryć jakąś śmierdzącą tajemnicę. Kto wybrał lokalizację wybiegu? Dlaczego nie przeprowadzono konsultacji społecznych? Kto podjął decyzję o tym, że ma być to najpilniejsza inwestycja do zrealizowania we wspomnianym parku? Niewtajemniczonym zdradzę, że na terenie Pola Mokotowskiego niszczeje stadion Skry – niegdyś tętniące życiem miejsce spotkań i sportowej aktywności warszawiaków, nie wspominając o zrujnowanym ogrodzie jordanowskim, dawno nie remontowanym placu zabaw, czy wymagających reperacji uliczkach w obrębie Pola. Pojawia się też najważniejsze pytanie, dotyczące finansów – dlaczego psia atrakcja ma być tak kosztowna? I kto będzie płacił za jej utrzymanie? Nie wiadomo nawet jak psi wybieg ma wyglądać. Urzędnicy posługują się w rozmowach z warszawiakami wstępnym projektem, zapewniając że zieleń na terenie inwestycji jest bezpieczna. Skoro projekt jest w powijakach, to skąd wiadomo że już trzeba coś wycinać przed rozpoczęciem prac budowlanych? Wnikliwsze spojrzenie na (roboczy)plan 2,5 hektarowego wybiegu dla psów zdradza, że aby go zrealizować konieczne będzie zlikwidowanie znacznie większej części drzewostanu. Pytania się mnożą, urzędnicy umywają ręce. Na niedawnej nadzwyczajnej sesji Rady Gminy radni z PO, SLD i OWS – Ochockiej Wspólnoty Samorządowej zagłosowali przeciwko wnioskom dzielnicowej opozycji i wbrew woli obecnych na zebraniu ochocian. Tak jakby zbliżająca się wycinka drzew nie stanowiła  najmniejszego problemu. Obiecano konsultacje społeczne… po tym jak drzew już nie będzie. 

10984152_835113523221045_2977712152597018786_n

Mieszkańcy Ochoty – dzielnicy w której leży znaczna część Pola Mokotowskiego zorganizowali internetowy protest przeciwko wycince drzew. Dziś zbieraja podpisy pod wnioskiem o konsultacje społeczne. (rys. Daniel de Latour via Ochocianie Sąsiedzi)

10299521_835168216548909_5262715273312878246_n

Na wstępnym, roboczym projekcie gołym okiem widać, że niezbędna będzie wycinka większej liczby drzew niż aktualnie zgłoszone 26 okazów. Ale jak dokładnie będzie wyglądał park dla psów – nie wiadomo. Żadna instytucja (ani BOŚ, ani ZOM) nie udostępniła planu inwentaryzacyjnego tej części parku, nie wiadomo więc które drzew pójdą pod piłę następne.

904d79a8-cdfb-11e4-99a8-0025b511229e

Obiekt dla psób ma być zlokalizowany od strony ulicy Wawelskiej, w miejscu gdzie dziś mieści się tzw. Dziki zakątek – zadrzewiony  fragment Pola Mokotowskiego pełen drzew owocowych.

langiewicza

Na zdjęciu lotniczym omawianego terenu z 1935 roku widać stojące do dziś wille kolonii Staszica, oraz zadrzewiony teren w pobliżu ogródka Jordanowskiego. Zieleń w tym miejscu towarzyszyła mieszkańcom Ochoty od zawsze.

Można zadać pytanie, czy przypadkiem w dzikim zakątku faktycznie nie zachodzi potrzeba wycinki sanitarnej. Chcemy bronić drzew, ale z rozsądkiem – nie wszystkich i nie za wszelką cenę. Ja sama niejednokrotnie na tym blogu namawiałam do wycinania topoli (cały artykuł pt. „Warszawski pogromca topoli” tutaj) , tłumaczyłam też, że nie ma co żałować choinek ścinanych na Boże Narodzenie. Przyjrzałam się dokumentom. We wniosku ZOM (Zarząd Oczyszczania Miasta) do Biura Ochrony Środowiska o zgodę na wycinkę czytamy, że chodzi o stare klony, wierzby i topole chińskie. Nic szczególnie wyjątkowego z punktu widzenia architektury krajobrazu. ZOM  pisze o próchnie, pochyłym pokroju, dziuplach i zrakowaceniach, które przesądzają o tym, że drzewa trzeba usunąć. Jak to więc możliwe, że wytypowano akurat te 26 drzew skumulowanych na niedużej przestrzeni, mimo że obok rosną inne klony i topole w znacznie gorszym stanie? Czym kierował się wnioskodawca wycinki? Jeśli ów ZOM-owiec choć odrobinę zna się na dendrologii, jak mógł przeoczyć niezliczone próchniejące klony, kikuty drzewek owocowych, pokładające się gałęzie jaworów i usychające topole którymi usiana jest cała działka? Na Polu Mokotowskim pełno jest chorych i zagrażających bezpieczeństwu ludzi drzew. Oto kilka z nich, które udało mi się sfotografować na spacerze:

F1100017

Ułamana gałąź, sterczące korzenie, koszmarny pokrój. Tego drzewa nikt nie zakwalifikował do wycinki… Dlaczego?

F1100018

Jedno z wielu drzew w parku z zaawansowaną chorobą grzybową powodującą łuszczenie sie kory. Jak wiemy jest to choroba najbardziej niebezpieczna dla drzew owocowych. To także Zarządowi Oczyszczania Miasta nie przeszkadza…?

F1100013

Rozłożysta samosiejka klonu mimo wielu cięć sanitarnych zdaje się na tyle nietrwała, że tylko czekać aż kogoś przywali. Mimo tego nie zakwalifikowano jej do wycinki jako „pochyłej”. Przypadek? Nie sądzę.

F1100015

Kolejne chore drzewo (zagrzybiała i odpadająca kora) w samym środku parku. Czy ZOM jest ślepy?

F1100023

Cztery okazałe topole idą pod topór. Uzasadneinie – próchnica, rozwidlenia, uschnięte gałęzie…

F1100019

…ale guzy, kikuty i zrakowacenia i rozwidlenia nikomu nie przeszkadzają 100 metrów dalej.

F1100021

To pochyłe drzewko z zieloną kropką uznano za niepotrzebne. To obok – już niekoniecznie. Gdzie tu jakiś sens?

F1100024

Z kolei estetyka tego drzewa nikomu nie przeszkadza – nie zostało przeznaczone do wycinki.

F1100031

Pochyłe i zrakowaciałe, spróchniałe. Ale wycięte nie będzie. O co tu chodzi?

F1100030

Pochyła, uszkodzona i chora czereśnia która pokłada się na sąsienim drzewie owocowym powodując zagrożenie. Nie zaznaczono potrzeby wycinki ani cięcia sanitarnego.

Powyższe przykłady jednoznacznie ilustrują arbitralność ZOM i brak logiki w typowaniu drzew do wycięcia. W każdym razie kryterium estetyczne nie jest tu stosowane z pewnością. Jeśli zaś mówimy o obranym przez urzędników kryterium zdrowia drzew i bezpieczeństwa użytkowników parku – to również  budzi kontrowersje. Jeśli pójdziemy konsekwentnie tą drogą, do wycinki nada się co drugie drzewo na północ od głównej alei parku (i nie tylko). Skąd więc taka rażąca niekonsekwencja? Czy kilkadziesiąt drzew przeznaczonych do wycinki to dopiero początek? Pozostałe drzewa w „Dzikim zakątku” to gatunki w przewadze owocowe, na których wycinanie prawo nie wymaga pozwolenia. Co się z nimi stanie? W tej chwili zakątek wygląda tak:

F1090006 F1100032  F1100029 F1100034F1100028F1090007F1090005F1090008dsc08433dsc08443

Według ornitologów i biologów jest to miejsce wartościowe pod względem przyrodniczym. Rosną tu m. in. wiąz, świerk, brzoza, wierzba, jabłoń, grusza, śliwa, czereśnia, kasztanowiec, orzech włoski, jesion, głóg, klon pospolity, klon jawor, klon srebrzysty, klon jesionolistny, leszczyna, tuja, czarny bez, jaśmin i śnieguliczka. Ze względu na obfitość pożywienia jakiej dostarczają zarośla, gniazduje tu wiele ptaków, w tym gatunki chronione (zdjęcia ptaków – grubodzioba i kwiczoła zamieszczam dzięki uprzejmości autorów  bloga Dzika Ochota). To oczywiste, że sporny teren wymaga prac rewitalizacyjnych, jakiejś ogólnej koncepcji zagospodarowania i zaadaptowania istniejącej zieleni, która w tej chwili jest mocno zaniedbana. Ale wybieg dla psów to nie jedyne wyjście. Przede wszystkim Stowarzyszenie „Ochocianie” walczące o konsultacje społeczne w omawianej sprawie, zwraca uwagę, że dogodna lokalizacja na psi wybieg istnieje po drugiej stronie Pola Mokotowskiego. To tzw. psia polana znajdująca się od strony ulic Św. A. Boboli i Rostafińskich, od lat z powodzeniem wykorzystywana przez szkółki, treserów i okolicznych właścicieli czworonogów. Czy to nie lepsze miejsce na psią inwestycję?

F1100011

Tzw. psia polana na Polu Mokotowskim. Obecnie z powodzeniem wykorzystywana przez właścicieli czworonogów. Czy to nie idealna lokalizacja na wybieg?

Zastanawiające jest że psy i ich właściciele preferują otwartą przestrzeń. Daje to do myślenie w kontekście psiego wybiegu w dzikim zakątku - czy urzędnicy zamierzają stworzyć analogiczny pusty plac dla zwierząt? Czy psi wybieg musi powstawać kosztem drzew?

Zastanawiające jest że psy i ich właściciele preferują otwartą przestrzeń. Daje to do myślenia w kontekście psiego wybiegu w dzikim zakątku – czy urzędnicy zamierzają stworzyć analogiczny pusty plac dla zwierząt? Czy psi wybieg musi powstawać kosztem drzew?

Skoro psia polana istnieje od lat nieformalnie, dlaczegóż by nie zlokalizować profesjonalnego psiego wybiegu właśnie na niej? Skorzystaliby wszyscy, bo obeszłoby się bez rujnacji przyrody w rejonie tzw. Dzikiego zakątka, który z kolei można by zaadaptować na wiele sposobów. Pole do popisu jest ogromne. Przede wszystkim stare drzewa owocowe i dzikie zarośla w ścisłym centrum dwumilionowego miasta to skarb. Urzędnicy zamiast wykorzystać ten unikalny – w skali co najmniej europejskiej – fenomen obecności resztek sadu w centrum metropolii, proponują go zniszczyć, zunifikować, wprowadzić zieleń typową. Takie działanie byłoby nie do pomyślenia na Zachodzie. W Kanadzie, w mieście Ottawa, centralną farmę która została w środku miasta jeszcze z czasów osadniczych przemieniono na centrum naukowe i atrakcję turystyczną. W Chicago ogromny miejski park zaprojektowano tak, aby przypominał naturalne siedliska Illinois – kwitnącą prerię. Czy nie można by postąpić podobnie w Warszawie? Wykorzystać obecność drzew owocowych i zarośli by w centrum Warszawy zrobić mini mazowiecki sad? Podczas gdy za granicą władze miast robią wszystko by miejską zieleń zróżnicować, nadać jej jak najbardziej naturalistyczny i dziki charakter, u nas proponuje się wycinkę drzew i zainstalowanie betonowych pisuarów dla psów. Oto kilka pomysłów na to jak można wykorzystać wartość ogrodniczo – przyrodniczą dzikiego zakątka:

1. Dziki Park na wzór Lurie Gardens z Chicago

Może być on połączony np. z centrum naukowych badań botanicznych, albo muzeum. Można zorganizować różne rodzaje doświadczeń, od eksperymentów z miejskimi pszczołami poczynając, na edukacji przyrodniczej młodzieży kończąc. Chodzi o to, by wykorzystać potencjał dzikiego, naturalnego krajobrazu w mieście – tak jak miało to miejsce w Chicago, gdzie zasadzono rabaty na wzór prerii, która rosła tu u zarania dziejów:

gardeningattheedge

8120598462_80dccff20a_b

(Fot: gardening at the edge, landscapevoice.com)

2. Sad, ogród i arboretum na wzór ottawskiej Central Experimental Farm

Już wkrótce dzieci – mieszkańcy wielkich miast – zatracą wiedzę o tym jak wygląda małe gospodarstwo, niewielki sad czy tradycyjny ogród. Wraz z rozwojem i modernizacją rolnictwa polskie gospodarstwa zmienią się w ogromne monokulturowe farmy – to już kwestia czasu. Czy to nie dobry pretekst by zachować choć odrobinę dawnego krajobrazu podwarszawskich wsi? (Pole Mokotowskie przed wojną znajdowało się na obrzeżach stolicy). Takie miejsce to potencjalna atrakcja turystyczna, nie wspominając o niezliczonych walorach rekreacyjno – estetycznych dla samych mieszkańców. Na przykładzie Ottawy widać jak sprawdza się pozostawienie rolniczego krajobrazu, choćby w mikroskali, w centrum tętniącego życiem miasta. Central Experimental Farm to m.in. budynki gospodarcze z XIX w zaadaptowane na centrum naukowe, arboretum, pola badawcze etc.

central-experimental

1024px-B55_at_CEF_by_Wilderexperimental-farm-fall-landscape-credit-ottawa-tourism

(fot. via Wikipedia, tripadvisor,  ottawajantine.wordpress.com)

3. Założenie parkowe inspirowane sadem owocowym

Wystarczy dosadzić następne wiśnie, czereśnie, jabłonie. Ochota już dziś funkcjonuje wśród ogrodniczych partyzantów jako dzielnica obfitująca w rośliny jadalne. Czemu mamy to zmieniać? Przy okazji Warszawa zyskałaby nietuzinkowe założenie ogrodowe, inne niż sztampowe klomby i trawniki.

httpwww.hugoguzman com httplocalecologist.blogspot com

(fot. via hugoguzman.com, localecologist.blogspot com)

4. Miejski rezerwat dzikiej przyrody w stylu Pensthorpe Gardens

To że nasz „Dziki zakątek” jest ostoją chronionych ptaków to już fakt stwierdzony przez ekspertów ornitologów. Wystarczyłoby zachować charakter ptasiego schronienia aby dostarczyć mieszkańcom okolicznych osiedli i odwiedzających park warszawiakom nie lada atrakcji. Czy wiedzieliście że na polach mokotowskich żyją bażanty? Można by rozszerzyć nasadzenia o bylinowe rabaty, które dostarczają pożywienia jeszcze większej liczbie ptaków różnych gatunków. Plusem takiego zagospodarowania zieleni jest uatrakcyjnienie parku w okresie zimowym. W tej chwili na Polach Mokotowskich nie ma prawie wcale nasadzeń wykorzystujących byliny, a zimą park robi się szary i smutny.

pensthorpe_millennium_garden_original pensthorpe_1729591i b3pensthorpe-03-550x350

5. Ogród społeczny

Rozwiązanie proste i oczywiste. W przeciwieństwie do wcześniejszych propozycji, przykładu udanego ogrodu społecznego nie trzeba szukać daleko. W samej Warszawie z inicjatywy oddolnej (najczęściej prywatnej, lub związanej z NGO) powstały wspaniałe ogrody społeczne. Wystarczy przypomnieć zeszłoroczne Miasto i Ogród lub działający z powodzeniem ogródek przy Służewieckim Domu Kultury. Może urzędnicy z Ratusza raczą wziąć pozytywny przykład z mieszkańców miasta kochających zieleń i zamiast uszczęśliwiać nas na siłę donicami na Świętokrzyskiej zafundują ogród społeczny z prawdziwego zdarzenia? Z dwumilionowej puli przeznaczonej na pieski wystarczy naprawdę skromna część funduszy.

sdk_building

photo

Norblin Miasto i ogród

Oczywiście poza rozwiązaniami z zakresu architektury krajobrazu czy ogrodnictwa można pokusić się o zupełnie inne koncepcje na przeznaczenie dzikiego zakątka. W miejscowym planie zagospodarowania dla Pola Mokotowskiego wspominano o atrakcjach takich jak skatepark, ścianka wspinaczkowa, lodowisko, place zabaw, kawiarnie, a nawet nieduże muzeum. Należałoby przede wszystkim dowiedzieć się czego chcą i potrzebują warszawiacy. Następnie warto by zapytać biologów i specjalistów od przyrody/zieleni co będzie obiektywnie korzystne dla środowiska (a tym samym i dla ludzi w nim żyjących).

Niestety w tej chwili mamy już pewność, że są to pobożne życzenia – 24 marca w audycji radiowej TOK FM Pani pełnomocnik ratusza ds. zieleni Małgorzata Morończyk  (zwana „miejskim ogrodnikiem”) otwarcie przyznała, że koncepcja wybiegu dla psów jest już na etapie projektu wykonawczego i że konsultacji społecznych odnośnie lokalizacji psiego wybiegu nie będzie. Oznacza to, że po raz kolejny władze miasta były łaskawe zadecydować za mieszkańców. Patrząc na dotychczasowe inwestycje  za rządów Hanny Gronkiewicz – Waltz związane z architekturą zieleni, takie jak słynne już donice z drzewami i krzakami na Świętokrzyskiej i placu Powstańców Warszawy, możemy spodziewać się najgorszego. Ratusz ma niestety najwyraźniej zielone pojęcie nie tylko o przyrodzie, czy architekturze krajobrazu (czego najlepszym dowodem jest kolesiostwo organizacyjne i groteskowość obiektów wyróżnionych przez Panią Prezydent w ramach konkursu „Warszawa w Kwiatach” – o czym pisałam obszernie tutaj). Najwyraźniej urzędnicy nie potrafią już słuchać głosu wyborców.

Jeden z "najpiękniejszych warszawskich balkonów" na ul. Anielewicza. Czy Hanna Ferenc Hilsden to widzi? Ja się ma nagroda dla czegoś takiego do komunikacji wizualnej konkursu? Oby to była pomyłka, lub jakiś inny niefortunny epizod. Foto fia e-ogrody.pl/ Anna Dąbrowska

Jeden z „najpiękniejszych warszawskich balkonów” na ul. Anielewicza nagrodzony w 2014 r w konkursie organizowanym między innymi przez Ratusz. Chyba nic lepiej nie oddaje „zielonego gustu” urzędników z magistratu!  Foto fia e-ogrody.pl/ Anna Dąbrowska

Psi wybieg powstanie w dzikim zakątku pomimo że:

  • lokalizacja nie podoba się wielu warszawiakom
  • pomimo próśb nie odbyły się konsultacje społeczne odnośnie sposobu zagospodarowania terenu na którym ma powstać ów wybieg
  • miejsce gdzie ma się znajdować inwestycja nie powinno być radykalnie zmieniane/naruszane ze względu na walory przyrodnicze
  • miejsce w którym ma powstać wybieg to historyczna lokalizacja uroczystości pogrzebowych Marszałka Józefa Piłsudskiego
  • wybieg ma kosztować  2 miliony złotych co jest grubą sumą, za którą można wykonać 10 wybiegów o powierzchni większej niż ten w parku Krasińskich
  • na Polu Mokotowskim istnieje już psia polana idealnie nadająca się na podobną inwestycję
  • projekt obiektu zakłada, że wybieg będzie przeznaczony do uprawiania niszowej dyscypliny agility 

Jedyne co można teraz zrobić, to podpisać petycję z wnioskiem o konsultacje społeczne. 1000 podpisów zmusi urzędników do skonsultowania decyzji z mieszkańcami miasta. Zainteresowanych pełnoletnich warszawiaków namawiam do ściągania pdf (2 strony) – link tutaj, podpisywania i przekazywania stowarzyszeniu „Ochocianie”  – kontakt pod adresem ochocianie@gmail.com. Pamiętajcie – nikt tu nie jest przeciwny zwierzętom. Chodzi o sprawiedliwość i racjonalne gospodarzenie wspólnym dobrem – pieniędzmi, nieruchomościami, bogactwem przyrodniczym.

I na koniec – foto komentarz, czyli zdjęcie fragmentu Pola Mokotowskiego u zbiegu Wawelskiej i Al. Niepodległości:

 KOS

6 komentarzy do “Spór o drzewa, czyli jak urzędnicy pozbawiają Warszawę wartościowej zieleni

  1. Od razu widać, że albo ktoś naciska, albo miejskim urzędnikom brakuje kompetencji. Czyżby to zwykli administratywiści po „szkole gotowania na gazie” przyuczeni do wydawania decyzji o wycince? Po co na siłę zmieniać funkje poszczególnych części parku, jeśli mieszkańcy sami lepiej wiedzą, co i gdzie lepiej im służy?
    Polom Mokotowskim przydałaby się rewitalizacja, ale już na etapie inwentaryzacji zieleni jeśli do głosu dopuścić takich „specjalistów” jak ci od psiego wybiegu, to zamiast rewitalizacji będzie degradacja…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *