Byliny / Ogród ozdobny / Recenzje & relacje z wydarzeń

Targi „Zieleń to życie 2014”: pomysły, które warto przenieść do ogrodu

Dlaczego jesień to jeden z najbardziej ekscytujących momentów w roku? Bo wreszcie zaplanowane latem pomysły aranżacyjne można wcielić w życie w ogródku. Jak wiecie jestem ogrodnikiem weekendowym, który większość tygodnia przemieszkuje w stolicy tęskniąc za swoimi wiejskimi rabatkami. Jesienią czekam aż do miasta powrócą urlopowicze i rozpocznie się czas imprez, wydarzeń kulturalnych i eventów. Początek września w Warszawie łączy się  nieodłącznie m.in. z wystawą „Zieleń to życie”, od lat organizowaną w EXPOXXI.

20140829_104800

Nie spodziewałam się po największych w Polsce targach szkółkarskich jakiegoś niesamowitego „światowego” poziomu. Jednocześnie wiedząc, że organizuje je Związek Szkółkarzy Polskich, a stałymi gośćmi są firmy z okolic Puław i Kazimierza Dolnego (moje rejony) takie jak Kurowscy czy Dębscy, zwyczajnie nie mogłam nie pójść. Jeśli miałabym ogólnie podsumować „Zieleń to życie 2014” , to powiedziałabym gorzko, że z wystawami ogrodniczymi w Polsce jest podobnie jak z pokazami mody. Francuzi mają Prêt-àPorter w Paryżu a Amerykanie New York Fashion Week. W Polsce odbywa się zaś przaśny tydzień mody w Łodzi (który wbrew nazwie trwa zaledwie 3-5 dni). Ostatnio zaś gospodarzem  luksusowych prezentacji modowych stało się Centrum Handlowe „Ptak” w Rzgowie, gdzie Maciej Zień, znany projektant, postanowił zaprezentować swoją kolekcję konfekcji damskiej. Wybaczcie mi te częste porównania świata projektowania ogrodów do świata mody, ale jako stylistka z zawodu nie potrafię ustrzec się takich analogii.

Alegoryczna fotka ilustrująca poziom polskiego tygodnia mody, i jednocześnie poziom naszych ogrodniczych targów. Na szczęście na "Zieleń to życie" było nieco lepiej.

Alegoryczna fotka ilustrująca poziom polskiego tygodnia mody i jednocześnie poziom naszych ogrodniczych targów. Na szczęście na „Zieleń to życie 2014” było nieco lepiej.

Według badań prawie 30% Polaków ubiera się na bazarach. W przypadku sadzonek, kupowanie w takich miejscach akurat nie jest problemem. Patrząc na dużą liczbę sklepów ogrodniczych, firm sprzedających rośliny online, portali i rozrośnięte środowisko profesjonalnych projektantów można stwierdzić że świat ogrodów ma się nad Wisłą dużo lepiej niż świat mody. Dlatego poszłam na „Zieleń to życie” bez kompleksów, ale też i bez wielkich oczekiwań. Do Rzgowa na pokaz Zienia w ogóle nie pojechałam. Tak jak się spodziewałam, na warszawskich targach dominowały stoiska o charakterze komercyjno – informacyjnym. To impreza przede wszystkim dla handlowców. Próżno tam szukać zaskakujących ogrodów pokazowych prezentujących śmiałe trendy. Mimo tego wydarzenie oceniam jako interesujące dla amatorów. Można było dowiedzieć się o mniej popularnych gatunkach, zobaczyć jak zawodowcy zestawiają je ze sobą, poznać nowe szkółki, porozmawiać z wystawcami na temat uprawy poszczególnych gatunków. Mnie wystarczyły dwa inspirujące stoiska, by uznać wyprawę na „Zieleń to życie” za owocną. Oto dla kogo warto było zajrzeć do hali Expo:

20140829_105249 F1000008

Pierwsze stoisko – reklamujące firmę „Zielony zakątek” – zachwyciło mnie wyrafinowaną i minimalistyczną formą. Skomponowane zaledwie z czterech gatunków roślin nasadzenia w białych pojemnikach wyglądały super! Gdybym miała mieszkanie z tarasem w nowoczesnym apartamentowcu, chciałabym żeby moje pojemniki wyglądały właśnie tak jak te. Trzy różne rozchodniki (Sedum „Matrona”, Sedum „Hebrstfreude” i Sedum cauticolum„Robustum”) połączono z bordowo-fioletową rozplenicą japońską. Wszystkie te cztery rośliny uprawiam  od lat w różnych punktach swojej działki. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy by posadzić je razem! Przyznacie, że bardzo kreatywna idea. Ładnie wyglądała taka świeża, wcale nie jesienna w kolorach rabatka. Teraz gdy większość ogrodów ozdabiają żółci krewniacy rudbekii, kwiaty w odcieniach śliwkowo – różowych wyglądałyby moim zdaniem bardzo elegancko. Białe drewno skrzynek dodatkowo podkreślało urodę ciemnych roślin. Po obejrzeniu rabatki firmy „Zielony zakątek” przyjrzałam się moim własnym rozchodnikom „Matrona” na wsi. Już dawno szukałam dla nich „planu B”, czyli pewnej odmiany aranżacyjnej. I decyzja zapadła – tej jesieni wykonam rearanżącję. Taką jak ta z „Zieleni to życie”. Muszę jedynie dokupić rozplenicę w kolorze burgunda.

20140829_112630

Drugie stoisko godne moim zdaniem uwagi zostało chyba już opisane, obfotografowane i pokazane wszędzie. Mama doniosła mi, że wokół tego punktu skupiła się relacja w programie „Rok w ogrodzie” (ja jako osoba bez telewizora niestety nie miałam okazji obejrzeć tego odcinka). Trudno się dziwić, bo stand szkółki SZMIT o której mowa, był największy i chyba najbardziej spektakularny na całych targach. Można powiedzieć, że był to jedyny ogródek pokazowy „z prawdziwego zdarzenia”, chociaż oczywiście rośliny w nim nie były posadzone, lecz ustawione w doniczkach. Nie szkodzi. Na tle dominujących w hali Expo tendencji berberysowo – iglakowych i nudnych „mono szkółek” sprzedających wyłącznie krzewuszki lub tuje (które wciąż zalewają ogrodnicze targi i utrwalają w Polakach miłość do krzewów spod znaku nie zagniosta nie złamiotsa) pełen hortensji i nietuzinkowych bylin  „Szmit” się wyróżniał. Poza tym firma urzekła mnie swoim pięknie wydanym katalogiem. Na pewno pojadę pod Ciechanów obejrzeć ich ofertę „w realu”. Żeby moja relacja nie przerodziła się w suchy, beznamiętny referat, wynotowałam sobie „składniki” najciekawszych rabat prezentowanych przez szkółkę Szmit. Uważam, że zestawienia roślin są w nich bardzo trafione, a gatunki szeroko dostępne w sprzedaży od lat. Można się więc śmiało zainspirować, w każdym razie ja już mam plan jak dokonać tego w swoim ogrodzie.

20140829_112446 20140829_112423  20140829_112348

Rabatki na zdjęciach powyżej zaaranżowano na tle dość rustykalnego białego płotka. Rzeczywiście jasna oprawa wydaje się sensownym rozwiązaniem dla długiej i wąskiej linearnej rabaty. Myślę, że na tle rzędu tui te same rośliny nie prezentowałaby się już tak atrakcyjnie. Pomyślałam, że podobnie może zagrać murek z białego kamienia (ściana obórki) która stoi w moim ogrodzie. Mogłabym założyć na jej tle podobną rabatkę. Jasne kamienie swobodnie będą mogły zastąpić „płotek barbie”. Tylko jak to zrobić?

20140829_112404

Trzonem  kompozycji którą widzicie wyżej są hortensje wiechowate odmiany „Limelight„, które mam u siebie od kilku lat i z których jestem bardzo zadowolona. W trakcie targów ich kwiaty były w pierwszej fazie kwitnienia, więc jeszcze w kolorze limonkowo – białym. Później odmiana ta przebarwia się na ciepły truskawkowy róż (już wkrótce zamieszczę na blogu zdjęcia moich „limelightów” i pokażę Wam jak wyglądają w bardziej zaawansowanej fazie kwitnienia). W nasadzeniu Szmitów hortensjom towarzyszą piękne białe zawilce Anemone × hybridaHonorine Jobert‚. Na drugiej rabacie (po sąsiedniej stornie płotka) umieścili z kolei hortensje o barwie różowej „Vanille Fraise„, a obok nich  bladoróżowe anemony Anemone tomentosa „Robustissima” . Widać zestaw hortensja + anemon ma różne oblicza. Wróćmy jednak do rabaty, którą widać na zdjęciach powyżej. Poza hortensjami i anemonami silnym akcentem kolorystycznym są w niej duże kępy rozchodnika o niesamowitym liliowym odcieniu. Jest to Sedum spectabile „Brilliant”. Jak potem sprawdziłam,  „Briliant” to odmiana która przebrawia się na dość pospolity ciepły róż, ale jest to zaletą biorąc pod uwagę różową szatę jaką przybierają towarzyszące jej hortensje „Limelight„. Zestawienie wygląda na udane i co ciekawe, wraz z upływem czasu będzie nadal zdobić ogród.

20140829_112809

Gdy analizowałam kompozycję rabaty szkółki Szmit naszła mnie wątpliwość: jak drobne byliny takie jak rozchodniki czy anemony miałyby wytrwać w towarzystwie silnie rosnących i wielkich hortensji wiechowatych? Tu na wystawie wszystko wygląda świetnie i prezentuje się harmonijnie, ale jak sprawy się będą miały gdy rośliny trafią do gruntu? Sprawdziłam, że biały anemon „Honorine Jobert” dorasta do 1,5 metra, a rozchodniki „Brilliant” do 50 cm. Sadząc je trzeba więc brać pod uwagę te maksymalne wysokości, by ekspansywne hortensje nie zacieniły pozostałych roślin. W rabatce „pastelowej” (jak nazwałam tę aranżację) rolę wypełniaczy pełniły klasyczne astry „Purple dome” (w kolorze chłodnego fioletu, z tych sztywnych i niechorujących), oraz cudna rutewka Thalictrum delavayi „Hewitt`s Double” (dorasta do 2 metrów, może więc spokojnie rosnąć pomiędzy hortensjami). Całości dopełniały niepozorna kocimiętka i turzyca Carex muskingumensis. Na tyłach hortensji rosła jeszcze werbena patagońska, bardzo elegancka. Dla mnie jednak zbyteczna, bo rutewka ma podobne kwiaty (też tworzy rodzaj fioletowej delikatnej „chmurki”). Przy czym werbena lubi pełne słońce i przepuszczalną glebę. W moim gliniastym ogrodzie ten gatunek akurat marnieje, o czym przekonałam się nie raz w poprzednich latach. Urządzając „szmitowską” rabatkę raczej więc pominę tę roślinę.

20140829_112339
Zastanawiałam się co dodać do kompozycji by uczynić ją bogatą i interesującą wczesnym latem (większość prezentowanych przez Szmitów roślin kwitnie pod koniec sierpnia i we wrześniu). Myślę, że duża ilość kocimiętki i rutewki zrobi swoje (obie kwitną już w czerwcu i powtarzają kwitnienie później). Można by też tu i ówdzie wsadzić cebule czosnków ozdobnych tak by przynajmniej w maju było kolorowo (hortensje są wtedy niskie – bo przycięte, a reszta roślin trzyma się w kępach blisko ziemi). Niegłupie wydaje mi się też posianie pomiędzy hortensje orlików albo dzwonków brzoskwiniolistnych, które powinny wprowadzić trochę koloru do czasu gdy „diwy późnego lata” zakwitną. Więdnące liście tych dwuletnich kwiatków bez problemu schowają się w gąszczu turzyc i anemonów. Na froncie nasadzeń ze stoiska szkółki Szmit  widać jeszcze niskie pstrolistne krzaczki. Są to liście astrowatej rośliny o nazwie Kalimeris yomena „Shogun”, tutaj jeszcze bez kwiatów (jesienią pojawiają się małe „stokrotki”).

20140829_112959

Stoisko szkółki Szmit obfitowało w interesujące rośliny, głównie byliny i hortensje wiechowate.

20140829_112657

Z każdej strony białego płotka pyszniła się aranżacja w innym kolorze – tutaj bordowo fioletowa z pluskwicami, trzmieliną, miskanetm, tawułkami  i żółwikiem Chelone.

20140829_112556

Żółwik Chelone, którego znałam ze zdjęć i którego poszukuję od sześciu lat. Dotąd nie napotkałam go w żadnej szkółce. Na wystawie „Zieleń to życie” widziałam go po raz pierwszy na żywo. Wygląda super!

20140829_112650

Takie aranżacje ładnie wyglądają na wystawie, gdzie rośliny poustawiano w doniczkach. Pytanie: jak sprawdziłyby się w „realu”?

20140829_112647

20140829_112940

Sadźce z klonem palmowym i gunnerą – kompozycja nieco egzotyczna.

20140829_112328

Dzielżany i turzyca – jedno z niewielu nasadzeń w kolorze żółtym, które mnie zainteresowało.

20140829_112540

Opisałam części składowe najpiękniejszej rabaty Szmitów, ale pojedynczych interesujących aranżacji było więcej. Zauważyłam dominującą na wystawie tendencję, by łączyć hortensje bukietowe z trawami ozdobnymi. Bardzo mnie ten trend uradował. Może to początek nowej ery w polskich ogrodach? Do tej pory jedynym słusznym partnerem dla hortensji wydawały się berberysy i ciemne pęcherznice. Dlaczego? Przecież trawy wyglądają równie interesująco. Nie mam racji?

20140829_112124

Hortensje plus trawy to dominująca tendencja wystawy „Zieleń to życie 2014”. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie.

20140829_11262120140829_112137

Jeszcze jedną szkółką, która zaprezentowała kompozycje ciekawą kolorystycznie, było gospodarstwo „Panek” z Pruszkowa. Spodobało mi się, że zaaranżowali gatunki w intensywnych kolorach, wykorzystując dobrze znane rośliny, ale bez uciekania się do typowych rozwiązań.

F1000009

20140829_111437

20140829_111514 Bordo, granat, fiolet, burgund i kolor kremowy w kompozycji szkółki „Panek”. Podoba mi się pomieszanie tradycyjnych wiejskich kwiatów takich jak naparstnice, ostróżki i goździki z trawami ozdobnymi.

20140829_111520

Szkółka „Panek” wykorzystywała w nasadzeniach ogrodniczą  nowość – naparstnicę bylinową  Digitalis „Dalmatian peach”.

20140829_111445Niestety pokazane wyżej aranżacje to wyjątki w masie sztampowych ogrodniczych rozwiązań i stylizacji. Na „Zieleń to życie 2014” najwięcej było zwyczajnych stoisk, które poza ulotkami i kilkoma krzaczkami w donicach niewiele miały do zaprezentowania. Wciąż najwięcej szkółkarzy żyje z produkcji tui, berberysów i pęcherznic. Dział „zagranicznych gości” (czyli stoiska z Holandii) zupełnie mnie nie porwał. Mimo wszystko pójdę na kolejne wystawy „Zieleń to życie”. Tym razem jednak nie w dzień dla profesjonalistów (poszłam w piątek, bo w kolejne dni wystawy nie miałam już czasu). Za parking i bilet wstępu zapłaciłam  ponad 40 zł… tyle co kosztuje dorodna róża albo hortensja w pojemniku. Następnym razem przyjadę rowerem no i wykupię tańszy bilet, na dzień odwiedzin dla amatora. Chciałabym jeszcze pokazać Wam moją osobistą „hot listę” gatunków i odmian, które zwróciły moją uwagę na wystawie. Wynotowałem je sobie celem  sprawdzenia szczegółów w domu. Te które przeszły weryfikację prezentuję na liście poniżej:

1.  Hydrangea paniculata „Diamant Rouge”

PL2000019612_card2_lg

Targi obfitowały w hortensje bukietowe. Ta odmiana zachwyciła mnie niespotykanie ciemną barwą kwiatów wpadającą niekiedy w bordo. Myślę że to jedna z tych roślin, które same w sobie są tak piękne i tak spektakularne, że mogą zdobić ogród solo. Niestety było za ciemno i nie udało mi się zrobić odpowiedniego zdjęcia (to pożyczyłam ze strony www.crocus.co.uk), a szkoda, bo w rzeczywistości barwa jest mniej jarzeniowa, a bardziej „matowa”. Nie wiem czy znajdzie się w moim ogrodzie jeszcze miejsce na kolejne hortensje… ale ta naprawdę jest kusząca!

2. Helleborus „Ivory Prince”

Hellebores-Ivory-Prince

Helleborus-ivory-prince

Na wystawie ciemiernik ten rzecz jasna nie kwitł (to nie ta pora roku), ale miał interesująco ciemne liście, zwarty pokrój i pobudzającą wyobraźnię nazwę. W internecie znalazłam sporo zdjęć tej rośliny i stwierdziłam że kwiaty o barwie kości słoniowej wyglądają bardzo elegancko. Dopisuję tego ciemiernika do swojej listy must have’ów! (fot. via www.ogrodkroton.plwww.plantsondemand.com)

3. Phlox paniculata „Miss Pepper”

SONY DSC

20140829_112726

Przekwitająca „Panna Pieprz” przykuła moją uwagę. Najbardziej w bylinach interesuje mnie nie to jak kwitną, ale to jak przekwitają. Ten floks wygląda nieźle nawet w okresie „menopauzy”!

Ani moje własne, ani żadne ze znalezionych w sieci zdjęć nie oddaje uroku tej rośliny. Zakochałam się w niej mimo, że była właśnie na etapie przekwitania. Widać nawet sam szkółkarz uznał, że mimo ewidentnego braku płatków warto ją pokazać na wystawie „Zieleń to życie” i nie schował donic z floksami do ciężarówki. „Miss Pepper” to niewysoka, zwarta, zdrowa bylina o ciemnych, miętowych liściach i chłodnych różowawych kwiatach. Chyba idealny floks na obwódki! Ps. Nazwa „Panna Pieprz” idealnie pasuje do tej odmiany. Mam wrażenie, że gdybym spróbowała zjeść jeden z kwiatków, smakowałby jak amerykańska guma do żucia „Dr. Pepper” – słodko i pieprznie! (pierwsza fot. via shop.sarastro-stauden.com)

4. Digitalis x Mertonensis

digitalis_x_mertonensis_1582a

20140829_105500

Od czasu gdy moja córka znalazła w jednej z puławskich szkółek bylinową naparstnicę (cała historia we wpisie tutaj), ogarnęła mnie obsesja tych roślin. Na targach „Zieleń to życie” znalazłam ich kilka. Zainteresowała mnie tzw. truskawkowa naparstnica, czyli Digitalis mertonensis. Kwitnie od czerwca do końca sierpnia i chyba nie jest spokrewniona z naparstnicami kanaryjskimi, co czyniłoby ją bardziej odporną na mrozy. Ma wspaniałe matowe liście w świeżym kolorze i kwiaty przypominające strukturą owocowy sorbet.Chyba zamówię sobie trochę nasion tej piękności. (pierwsza fot. via www.burncoose.co.uk). 

5. Echinacea „Southern Belle”

Southern_belle-Mass-1024x680

Polskie szkółki z lekkim opóźnieniem przejęły zachodnią fascynację północnoamerykańskimi bylinami, a zwłaszcza rodziną astrowatych. Na targach panował istny wysyp jeżówek. Większość już od lat znana i popularna. Ale jedna odmiana o nazwie „Southern Belle” wydała mi się dość ciekawa, mimo że zazwyczaj nie przepadam za takimi „udziwnionymi” wersjami dzikich roślin. Jednak „Southern Belle” coś w sobie ma. Chyba ten malinowy kolor. (fot. via www.plantsnouveau.com)

6. Thalictrum „Splendide White”

Thalictrum 'Splendide White'

Jedna z tych roślin, które trzeba sadzić w sporych grupach po kilka – kilkanacie sztuk. Na żywo wygląda wspaniale – zdrowa, silnie rosnąca, wyprostowana, o intensywnie białych kwiatach. Moim zdaniem piękna odmiana na rozświetlenie cienistego zakątka. Tę rutewkę także dopisałam do listy zakupów! (fot. via jardindelasalamandre.blogspot.com)

7. Sedum hybridum „Red cauli”

Sedum 'Red Cauli'

Rozchodniki zna chyba każdy. Ale nie każdy wie, że poza typowymi różowymi odmianami są różne fascynujące hybrydy i mieszańce. Zauważony przeze mnie na targach „Red cauli” (kojarzę go z niemieckiego magazynu „Land Lust”) powala intensywną czerwienią kwiatów, bordowym kolorem łodyg i chłodnym odcieniem liści. Jest po prostu piękny. Bardzo chciałabym go dołączyć do mojej bylinowej kolekcji, bo niewiele jest roślin o tak długim okresie kwitnienia i tak niewielkich wymaganiach. Rozchodniki są piękne na długo przed tym jak zakwitną. Moim zdaniem zdobią i po kwitnieniu, aż do mrozów, kiedy to ich „zamumifikowane” kwiatostany przypominające brokuły okrywają się szronem. Uprawiam je od lat i jedyne z czym się niekiedy borykam to mszyce. A „Red cauli” widziałam w pełnej krasie na targach i jestem nim zachwycona. Polecam! (fot. via www.plantify.co.uk) Tyle osobistego rankingu. Na koniec jeszcze kilka ostatnich ujęć z wystawy. Zapraszam też na mojego instagrama i facebooka, gdzie znajdziecie obszerną fotorelację z eventu.

F1000007

Coraz częściej spotykana aranżacja: trawy + byliny

20140829_111244

Róża odmiany „Pink fairy” na stoisku szkółki „Kierzek”.

20140829_114031

Nowość prezentowana na wystawie – clematis „Stefan Franczak”. Jak na roślinę mającą upamiętnić tak wybitną postać jak ojciec Franczak, największy bodaj na świecie hodowca powojników, wielki ogrodnik – jezuita,  clematis ten jest dość niepozorny i mało atrakcyjny. Kwiatki mają zaledwie kilka cm średnicy i mdły żółto- błękitny kolor.

Zobacz również

5 komentarzy do “Targi „Zieleń to życie 2014”: pomysły, które warto przenieść do ogrodu

  1. Ciekawie opisałaś swoje wrażenia. Ja myślę, że takie wystawy są bardzo bogate w inspiracje, choć starają się dopasować i do oczekiwań fachowców i zwykłych ogrodomaniaków. A te dwie grupy mają inne oczekiwania. Podoba mi się powrót do bylin i swojskich roślin, w nowych, wartościowych odmianach. Jak choćby naparstnice, floksy czy astry. Powolutku zauważam też zmiany w dużych centrach ogrodniczych. Ostatnio, zaskoczyły mnie aranżacje podobne do wystawowych w dużym sklepie PNOS, który uznawałam za bardziej tradycyjny. Myślę, że to zasługa programów telewizyjnych, forów ogrodniczych, blogów. Powolutku ludzie kupują już nie tylko tuje…
    pozdrawiam,
    Magda

    • Jeśli masz na myśli sklep PNOS przy Al. Krakowskiej w Warszawie, to jestem tam częstym gościem i oba sklepy (po obu stronach ulicy, ten drugi nie pamiętam jak się nazywa) są moim zdaniem dość nowoczesne a jednocześnie można na nich polegać w kwestii bardziej tradycyjnych roślin. Jestem pewna, że z czasem pojawi się popyt w społeczeństwie na coś więcej niż tuje i pseudoskalniaki 🙂

  2. Jak ja Ci dziękuję za wynotowanie nazwy odmiany rutewki od Szmitów! 🙂 Grzebałam tam pod nią i grzebałam na stoisku a nazwy nie znalazłam… Zachwyciła mnie i dzięki Tobie będę ją mogła teraz kupić. Dziękuję, Piękny blog

  3. Ciekawa relacja. Cieszą mnie zdjęcia z naturalistycznymi rabatami i hortensjami w roli głównej. Sama szukam pomysłów na otoczenie dla hortensji i wysokie trawy jako tło wpadły mi w oko 🙂 Hortensja bukietowa też za mną chodzi od jakiegoś czasu.
    Przykro jednak, że na tak dużej wystawie takie ekspozycje, jak te ze zdjęć, to raczej miła odmiana od zalewu iglaków, niż standard. W końcu od wystawy ogrodniczej wymaga się czegoś więcej, niż od ekspozycji w markecie ogrodniczym.

    Swoją drogą dziwi mnie ta moda na iglaki. One wcale nie są tak bezproblemowe, jak się ludziom wydaje. Lubią chorować, żółkną, te marketowe tuje to po paru latach najczęściej przerośnięte miotły. Fajnie mieć w ogrodzie coś zielonego przez cały rok, ale tę rolę spełniać może parę iglaczków lub bukszpan, a nie nudny szpaler tuj posadzonych w karnym rządku pod płotem w towarzystwie trawnika i paru kamyków na obrzeżach. Ładna aranżacja z iglaków to wcale nie jest prosta sprawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *