Iglaki / Rozrywka

TUJOZA i jej diagnoza – Opowiadanie ogrodnicze w trzech odsłonach

Nie widzieć tych ludzi

Gęsty rząd przysadzistych drewnianych domków przy ulicy Skierniewickiej stał w ciszy, przerywanej jedynie szczekaniem jakiegoś psa, niczym scenografia do „Listy Schindlera”. Wystarczyłoby zastąpić chodnik z kostki bauma błotnistym poboczem, by przywrócić klimat przeszłości, atmosferę żydowskiej uliczki gdzie w ogródkach pachniały jaśminy i szumiały drzewa. Jednak betonowy bruk wciąż był na swoim miejscu, dumnie wyściełał przejście, gdzieniegdzie dochodząc do nowych ogrodzeń posesji. – „Mieszkańcom Mszczonowa się chyba powodzi…” – pomyślała Joanna prześlizgując wzrok z drewnianych chat na otynkowane elewacje sąsiednich domów, a następnie odwracając się w stronę wejścia. Teraz patrzyła na swoje stopy. Stała na spektakularnej spersonalizowanej wycieraczce z inicjałami, naciskając mosiężny przycisk dzwonka. Kto by pomyślał, że właśnie tutaj, w tym miasteczku oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od większych aglomeracji, znajdzie ślady luksusu i inwestora swoich marzeń? Otworzyły się ciężkie wrota, zapachniało kawą, płynem do podłóg i kocim żwirkiem. Służąca zaprosiła ją do salonu. Joanna siadła na barokizującej sofie i spojrzała za wielkie weneckie okno. Chyba odruchowo jej wzrok uciekł właśnie tam, gdzie ma pojawić się przyszły ogród. W tej chwili pusty trawnik, istna tabula rasa czekająca na zagospodarowanie, stanowił przyjemny kontrast do wnętrza w którym się znajdowała. Pani domu zeszła z uśmiechem po szerokich schodach. „Ładna” pomyślała Joanna w pierwszej chwili. „Ciekawe czego będzie chciała?”.

sprzedam-dom-lublin-nasutow-polko-dys-do-wykonczenia-domy-polko-83533452

Po kilku minutach wszystko było jasne, ale Joanna nie poddawała się. Dlaczego jej klientka nie chce słuchać? – „Proszę Pani, u mojej koleżanki żywopłot z tych szmaragdów urósł w dwa lata. Ja nie mam czasu na jakieś kwiatki, zresztą nie będę wiedziała jak o to dbać. Wie Pani ile jest zachodu z samym koszeniem tego trawnika który tu mamy? Najstarszy syn teraz nie będzie pomagać, bo uczy się do matury”. Joanna oblizała łyżeczkę i odłożyła na spodek od filiżanki. Po chwili milczenia odezwała się: – A ogrodnik? – zapytała z nadzieją w głosie. – „Może zatrudniłaby Pani kogoś kto od czasu do czasu zadba o rośliny, wypieli, podsypie nawozu?” Klientka poprawiła włosy wbijając wzrok w ścianę nad głową Joanny. – „Sama nie wiem” – odpowiedziała, tym razem oglądając swoje długie czerwone paznokcie. – „Mamy już nianię, nie wiem co na to mąż… W sumie to jemu nie zależy na żadnych ogrodach, taki jest zapracowany. Ja to lubię rośliny, ale wie Pani, najbardziej chciałabym zasłonić się od tych ludzi.” – powiedziała zataczając ręką chaotyczny łuk w kierunku okna, za którym w oddali majaczyły sylwetki drewnianych domków. – „W porządku, skoro Pani tak chce, to tak zrobię” –  Joanna chrząknęła. Zapisała coś w notatniku, pożegnała się i ruszyła w stronę wyjścia. W samochodzie wyjęła tablet i zaczęła pisać email do swojej asystentki. „Poproś o kilka aktualnych ofert na iglaki z Wrocławia na przyszły tydzień, niech wycenią gotowe balotowane moduły z Thuja occidentalis „Smaragd’ albo „Brabant” . Klient znowu prosi o żywopłot. Dzięki – J.”

268357943_3_644x461_dom-w-krasnikudzialka-1-ha-sprzedaz_rev001 f2b468-tuja-szmaragd-piekna-gesta-100-120cm--zdjecia 1692667_1_655x491_ostroda-sprzedam-nowy-dom-jednorodzinny-ostrodzki

565da67c56e4c6eb_1049588

***

Dla dobra Spółdzielni

Drzwi zatrzasnęły się i Pani prezes weszła do pomieszczenia. Zdjęła kaszmirowy płaszcz w kolorze gołębim, strzepnęła resztki śniegu z ramion i rękawów, powiesiła okrycie i apaszkę na wysokim czarnym wieszaku stojącym w kącie. Podeszła stukając klockowatymi obcasami do błyszczącego stołu i usiadła na swoim stałym miejscu. Odsunęła czyjąś szklankę z kawą żeby zrobić miejsce dla katalogów i papierów które wyjęła z aktówki. Spojrzała na zebranych czujnie i zaczęła. – „Witajcie moi drodzy, dziękuję że udało wam się przyjść. Chciałam zająć wam dosłownie chwilę, dlatego nie będziemy protokołować. Zaraz zresztą biegnę na ważne spotkanie. Tak jak mówiłam wczoraj przez telefon: tutaj są wzorniki kostki bauma, które dostałam od naszego wykonawcy. Pan Rysiek poleca bordową. Robił taki chodniczek już parę razy w innych spółdzielniach naszej dzielnicy. O, tutaj jest dokumentacja zdjęciowa. Widzicie jak elegancko? Myślałam żeby dać takie przy naszej elewacji, pod cokołami. Co myślicie?”. W małej salce przez chwilę panowała cisza przerywana jedynie stłumionym szuraniem butów pod stołem, albo cięższym oddechem wąsatych mężczyzn. Siwy Pan siedzący pod oknem wzruszył ramionami. Z drugiej strony stołu ktoś się odezwał po chwili – „Niech Pan Rysiek przyśle najpierw ofertę z wyceną. Nie wiadomo czy zmieścimy się w budżecie. I tak jest niejasne jakimi pieniędzmi dysponujemy, a tu jeszcze część mieszkańców domaga się wymiany ławeczki i posadzenia nowych krzewów” – To Pani w czarnym puszystym swetrze się odezwała. – „O, dobrze że poruszyłaś ten temat Grażynko! Właśnie o tym myślałam. Widziałam promocję w naszym markecie na tujki. One wszędzie wyrosną. Moglibyśmy kupić tak z dziesięć, tylko Wiesia trzeba poprosić żeby to przywiózł”. Siwy Pan poruszył się leniwie na swym krzesełku. – „Po co to sadzić, przecież zaraz będzie trzeba podlewać, pewnie i tak zmarnieje… zawracanie głowy…” – bąknął zrezygnowanym tonem. -„Tomaszu, mylisz się. Tego wcale nie trzeba podlewać. Widziałeś żeby w Spółdzielni na Mickiewicza coś podlewali? A no widzisz. Tuje to są odporne. I zielone cały rok. I grabić liści nie trzeba, więc Wiesio nie będzie się domagał dodatkowych pieniędzy za pielęgnacjęPomyślcie o tym, kochani. Troszkę zieleni nam się przyda. Znajoma z rady dzielnicy mówiła mi o lokalnym konkursie na zadbane podwórko. Moglibyśmy posadzić tuje i wystartować. Taka nagroda to zawsze jakieś wyróżnienie czy osiągnięcie, mielibyśmy podkładkę dla mieszkańców którzy się czepiają, że nie dbamy o nic”. Słysząc te słowa Pan Tomasz spojrzał w stronę Pani prezes nieco przytomniej i mruknął – „Może najpierw poruszmy temat na Walnym Zgromadzeniu? Chyba się nie spieszy z tymi krzakami?” – „Ale po co mamy czekać?” – przekonywała go Pani prezes. – „Nie możemy się każdego pytać o zdanie. Ja dbam o ten kawałek zieleni już trzydzieści lat, a jak mi się zaczną na walnym nowi lokatorzy wtrącać, to niczego nie zrobimy. Zresztą oni nie rozumieją, że nie ma pieniędzy.” – ucięła. –„Jak chcesz” – Powiedział na to Pan Tomasz i to było ostatnie słowo jakie wypowiedział, zmieniając minę na jeszcze bardziej znudzoną i zrezygnowaną. Pani prezes uśmiechnęła się lekko i wzięła do ręki leżący przed nią ofoliowany folderek. Oczy jej rozbłysły na widok okładki przedstawiającej pastelowy blok z kilkoma karłowatymi tujami w przedogródku. – „No to działamy” – powiedziała.

ea61582c0b14f8ef

1

***

Syn z Holandii

Pani Ratajowa stała pochylona nisko nad ziemią niczym jedna z postaci z tego słynnego obrazu Milleta Kobiety zbierające kłosy”. Widząc idącą w swym kierunku Krysię najpierw zmrużyła oczy, potem wyprostowała się i wytarła ręce w fartuch. Nie używała rękawiczek, pracowała rękoma od zawsze, bo uważała że tylko w ten sposób pieli się dokładnie. Idąca kobieta zatrzymała się o krok przed poletkiem warzywnika w którym pracowała Ratajowa. Spojrzała na nią życzliwie. – Co tam sąsiadko, nie macie jeszcze dość?” – zagadnęła rumiana i lekko zdyszana znajoma. –A co ja mam lepszego do roboty?” – odpowiedziała tamta. – „Całe dnie się w telewizor gapić? Wnuków się doczekać nie mogę, to chociaż sobie o ten ogródek zadbam”. Ton w którym Pani Ratajowa wypowiedziała te słowa wydał się Krysi na poły wesoły, na poły smutny.

11811332_394727944058669_5730100138444236219_n

– „No ładnie, ładnie tu macie. Ludzie mówią że najładniej we wsi!” Ratajowa się uśmiechnęła, ale nic nie powiedziała. Wiedziała, że jej ogródek jest obiektem zazdrości. Zerknęła na kogucika na dachu domu i zobaczyła że niebo już różowieje. „- No dobrze, koniec pielenia na dzisiaj. Idę po kwiaty. Jakie potrzeba?”W czwartek wypada święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny” – powiedziała Krysia. -„Daj mi może tych białych dalii i mieczyków. I lilie.” – „Dobrze, poczekaj”. Ratajowa zniknęła w głębi ogrodu, by po chwili pojawić się z powrotem z wiaderkiem napełnionym częściowo wodą i dwoma sekatorami w drugim ręku. – „Idziemy ścinać” – oznajmiła sąsiadce. Kobiety przeszły wąską wydeptaną ścieżką pomiędzy drzewami owocowymi i iglakami, na zagon z kwiatami letnimi. Przez chwilę nic nie mówiły jedynie oglądając piękne i dorodne lilie i dalie. Wybierały te nie w pełni rozwinięte, ścinały je ostrożnie i umieszczały w wiadrze. Po kilku minutach plastikowy kubeł wyglądał jak najbardziej malowniczy wazon rodem z jakiegoś innego słynnego obrazu. Krysia przerwała na chwilę ucinanie, podparła się pod bok i stanęła zamyślona z drugą ręką zwisającą swobodnie wzdłuż ciała. Patrzyła się na zieloną ścianę przy której mieścił się kwiatowy zagon. – „Ależ ci te tuje wyrosły! Jak malowane. Może i ja sobie takie posadzę? Ładne to takie, zielone, gęste jak nie wiem co. Wygląda jak w telewizji. I chyba roboty nie ma przy tym wiele?” Ratajowa podniosła wzrok znad kwiatów i spojrzała najpierw na tuje, potem na Krysię. -„Roboty może i nie ma, ale przyciąć i wyrównać od góry to tylko syn może, bo na drabinę wejdzie. Ja sama nie dam rady. Przydałoby się przyciąć, bo mi już kwiatki zacienia. Ale kiedy ten mój Piotrek przyjedzie, to ja nie wiem. Ostatnio był na wiosnę, potem znowu pojechał do pracy. Poprzednio jak był, to mi przywiózł tamtą choinkę (wskazała w kierunku dużego iglaka). Ciekawe co tym razem dostanę?” Pani Ratajowa utkwiła tępo wzrok w finezyjnie przystrzyżonych topiarach z żywotnika i jałowców. Myślała o synu. Oczy Krysi zaokrągliły się w wyrazie zdziwienia. – „Ale to te tujki… one też z Holandii są?” Zapytała skonsternowana. –Nie, no co ty. Tujki to w Biedronce kupiłam z Piotrkiem. Już pięć lat jak sadziliśmy. One często są w sprzedaży. Dam ci znać jak znowu się pojawią.” Krysia się uśmiechnęła na te słowa. Wzięła wiaderko z białymi kwiatami i ruszyła w stronę furtki. Już miała opuścić ogródek Ratajowej, ale zatrzymała się jeszcze i rzekła: – Powiem księdzu, to może i koło kościoła takie zasadzi, co? Na co mu te stare bzy to ja nie wiem. Kwiatków z nich mało, a ja tylko grabienia mam na jesieni.”  W tym momencie Ratajowa znowu się zamyśliła, bo lilak kojarzył się z dawnym ogródkiem jej mamy. Ale po chwili jej myśli jeszcze raz uciekły do syna. – „Piotrek jak wróci, to na pewno coś doradzi księdzu, on w szkółce pracuje. Do widzenia Krysiu!”

pomnik-swietego-ogrod-tuje2_auchan_gazetka11626_20130314

*  *  *

EPILOG:

„(…) W Polsce jednym z najbardziej rzucających się w oczy sposobów odgradzania się od innych są żywopłoty. Ogrodzenia z tuj stają się charakterystycznym elementem krajobrazu polskich wsi, miast, naszych tarasów i balkonów. Wysoko rosnące rośliny dają poczucie intymności, ale też odgradzają od sąsiadów, stają się symbolem „świętego spokoju”. Czy tak naprawdę są nam potrzebne? Na przełomie września i października br. sprawdzała to [artystka przyp.red.]  Iza Rutkowska: – Stworzyliśmy ruchome, zielone ogrodzenie, które zamiast dzielić – łączyło. Przebrani za tuje spacerowaliśmy po Warszawie: odwiedzaliśmy zamknięte osiedla, grodziliśmy wejście do autobusu, metra. Wszystko po to, by pokazać absurdy grodzenia wspólnej przestrzeni i zbadać, na ile otwarci są mieszkańcy stolicy (…)”

z19206567Q,Zywoplot

http://www.bryla.pl/bryla/1,85301,19206556,zywoplot-jest-w-kazdym-z-nas-ludzie-tuje-ruszyli-w-miasto.html?utm…source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Bry%C5%82a

Opisane w opowiadaniach zdarzenia choć są mocno umocowane w rzeczywistości i częściowo zainspirowane faktami z życia, to zostały przetworzone i zmienione przez autorkę. Zbieżność nazwisk i imion bohaterów z osobami fizycznymi jest przypadkowa 😉

Zobacz również

4 komentarzy do “TUJOZA i jej diagnoza – Opowiadanie ogrodnicze w trzech odsłonach

  1. Bardzo podobają mi się te opowiadania, myślę, że zą bardzo plastyczne i żywe. Dialogi brzmią bardzo naturalnie, masz zmysł obserwacji i oddawania atmosfery 🙂 Można pozazdrościć:)

  2. To jest lepiej niż dobre 🙂
    Myślałam że w inną stronę kombinujesz a tu takie buty 😉 Przyjemnie się czytało ,choć morał raczej niewesoły. Widziałaś zdjęcia Piotra Bekasa z cyklu Tuja? Oddają klimat tego co zostaje „po”.

  3. Polenko! Pisz, pisz! uwielbiam Cie czytac. A tuje sa jak zolnierzem wyprostowane i na bacznosc. I niektorzy tak lubia. Sciskam.

  4. Ech, najlepiej to widać, jak się jedzie przez wieś autobusem. Siedzi się wyżej i w końcu można zerknąć, co się kryje za tymi „płotami” z tui. Zazwyczaj jest to NIC. Smutne nic, wykoszone do gleby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *