Mój ogród / Ogrodnicze ABC / Ogrody w sztuce

W czasie deszczu ogrodnicy się nie nudzą

Przez cały pracowity tydzień czekacie na upragniony weekend, z nadzieją że włożycie kalosze a w ręce złapiecie sekator… Czy znacie uczucie, kiedy już nastaje ten długo wyczekiwany dzień, i okazuje się że trwa załamanie pogody? Dla kogoś kto ma swój skrawek ziemi daleko od miejsca zamieszkania tak jak ja, obudzić się w sobotę i stwierdzić, że słoneczne przedwiośnie zamieniło się w zimny deszczowy huragan Treacy, jest małą tragedią.

3fab2ced0281fab6d97f672a59bb1c1a

Oczywiście po chwili następuje refleksja i poprawa nastroju.  Pomyślałam dziś, że wreszcie mam dodatkowy czas na przeglądanie internetowych stron, wertowanie setek czasopism ogrodniczych które zdążyły już obrosnąć kurzem, studiowanie ogrodniczego notesu i robienie roślinnych zakupów przez internet. Wszystko, co odkłada się na później, gdy pogoda dopisuje. Dlatego nie ma się co załamywać jeśli w weekend pada. Z dwojga złego lepiej opuścić weekend na działce na początku marca (moja nieobecność nie odbije się znacznie na wyglądzie ogrodu), niż przegapić np. w maju koszenie trawy albo pielenie. Zabrałam się więc za domowo – ogrodnicze zajęcia. Zaczęłam od siedzenia w szlafroku z kubkiem herbaty przed komputerem podczytując moje ulubione zagraniczne ogrodnicze blogi. Dowiedziałam się m.in., że ogrodnicy w USA są w dużo gorszej sytuacji niż my. Śnieg i mróz niweczą im wszystko! Z kolei w Australii borykają się z niewiarygodnymi upałami i nie do wytrzymania wilgocią. Czy to nie ulga spojrzeć na własną sytuację pogodową z innej, globalnej perspektywy? Znalazłam też młodą dziewczynę , która upiera się na swoim blogu, że hodując własne warzywa oszczędza na jedzeniu do 400 zł miesięcznie (wow!). Poszperałam też w ofercie internetowych szkółek, z których wielokrotnie korzystałam w poprzednich latach. Zamówiłam prenumeratę pisma ogrodniczego. Gdybym się tak dalej rozkręcała, za chwilę stałabym się ogrodnikiem wyłącznie wirtualnym. Porzuciłam więc klawiaturę by przyjrzeć się bliżej notesowi i gazetom. „Na warsztat” poszedł egzemplarz „The English Garden Magazine” z 2006 roku. Znalazłam w nim ciekawe zdjęcia i opis tulipana „Mickey Mouse” (czyżby w przyszłości ulubiony kwiatek mojej córki? Ze względu na nazwę oczywiście…). Ma dość pstrokato wybarwione płatki, ale jednocześnie przypomina mi jakby nowoczesną, plastikową wersję tulipanów z Niderlandów czasów Rembrandta. 

rosemary alexander english garden

Czy „Mickey Mouse” nie przypomina Wam trochę tulipanów przedstawianych na barokowych martwych naturach, takich jak ta autorstwa Balthasara van der Ast?

flowers-vasePolecająca tę odmianę znana ogrodniczka – Rosemary Alexander – zamieściła w gazecie jeszcze jedną interesującą poradę. Mianowicie: sadzić lilie w lutym/marcu do doniczek po to, by było czym załatać „dziurę” na rabacie latem, gdy zajdzie taka potrzeba. Czyżby przesadzanie cebulowych roślin w czerwcu czy lipcu, w pełni kwitnienia faktycznie miało jakiś sens? pani Alexander opowiada w „The English Garden”, że tak. I tłumaczy jak przyjemnie jest potem zapominać o wsadzonych liliach i odkrywać je na nowo następnej wiosny. Czyżby? Przekonamy się już niedługo. Jeśli chodzi o mój ogrodniczy notes, to powinnam napisać o nim chyba parę słów więcej. Otóż bez niego nie było by mojego ogrodu w takim kształcie w jakim jest. Notes służy mi nieprzerwanie od 7 lat (tylko raz był zmieniany, wtedy kiedy już zapisałam do końca poprzedni), czyli od kiedy tworzę swój ogród.

20140315_140307Notuję w nim wszystko:

  • co kiedy kwitnie
  • co z czym ładnie wygląda
  • co przesadzić i gdzie
  • jakie prace wykonywać w jakim terminie
  • jak nazywają się posadzone odmiany
  • jakich odmian poszukuję

Zapisuję też obserwacje z gazet, telewizji, innych ogrodów, szkółek, plany nowych nasadzeń i rearanżacji starych, listy zakupów, wykresy pogodowe, objawy chorób lub szkodniki które muszę potem „sprawdzić”, nazwy preparatów które są skuteczne i wiele innych rzeczy. Naprawdę bez notesu zgubiłabym się. Nie pamiętałabym nawet gdzie co rośnie – w końcu mój ogród zajmuje kilka arów, a jestem w nim nie częściej niż raz na tydzień (to są WEEKENDY w ogrodzie). Na początku istnienia ogródka (i notesu) zapisywałam co mam sprawdzić w internecie po powrocie do domu (na działce nie ma zasięgu). Teraz zapisuję sobie raczej gdzie co przesadzić, co zmienić i czego w ogrodzie brakuje.

bb5efddc937248e6bc179c2cf22bc289

Notes ratował mnie przed nieopatrznym pozbywaniem się roślin z których nie byłam zadowolona. Coś wydawało mi się nieestetyczne, ale wówczas natrafiałam na zapiski z innej pory roku, gdzie tą samą roślinę zachwalam. Konkretnie tak było z chabrem pięknym Centaurea pulcherrima, którego liście obsychały w końcu lata szpecąc mi front rabaty. Nie pamiętałam w sierpniu, że wiosną ten sam chaber był największą ozdobą tej części ogrodu. Gdyby nie notatka przeczytana po paru miesiącach, chabra by już nie było. Tymczasem przesadziłam go w miejsce, gdzie po przekwitnieniu zostanie zakryty przez inne wyższe byliny. Na zdjęciach poniżej widać, że ta sama roślina całkiem ozdobna wiosną, latem staje się po prostu pożółkłą kępą liści przypominających oset. Ostatnie zdjęcie jest z lipca i żałuję, że nie posiadam jeszcze późniejszej fotografii. Na początku września chaber wyglądał bowiem jak najgorszy zrudziały chwaszczor.

Kwitnący na różowo chaber piękny centaurea pulcherrima w maju.

Kwitnący na różowo chaber piękny centaurea pulcherrima w maju.

Po lewej stronie na pierwszym planie ten sam chaber już jako wysychająca kępa liści pod koniec lipca.

Po lewej stronie na pierwszym planie ten sam chaber, już jako wysychająca kępa liści pod koniec lipca.

Dzięki notesowi pamiętam o metamorfozie naszego ogrodu. Świadomość, że zaczynaliśmy od zera, czyni pracę w nim przyjemniejszą. Widać sens podejmowanego trudu, sens czekania na wzrost roślin. Dziś przeczytałam zapisek sprzed kilku lat, przypominające żeby zabrać na działkę nożyce do drutu. Niemal zapomniałam o tej „fazie”, gdy ogród dopiero powstawał i moim podstawowym zmartwieniem było nie utrzymanie roślin, lecz posprzątanie posesji i pozbycie się złomu po poprzednich jej właścicielach. Jeśli więc nie macie jeszcze swojego notesu – załóżcie go koniecznie. Ja swojego nie oddałabym za nic, jest dla mnie droższy niż pamiętnik dla nastolatki. Mam nadzieję, że jeśli notes ogrodniczy przetrwa kolejne sezony (przez to, że stale towarzyszy mi w pracach, jest cały sfatygowany i zabłocony), to za kilkanaście lat posłuży mojej córce. Jeśli nawet Józia nie będzie chciała zostać ogrodniczką tak jak ja, to przynajmniej czytając archiwalne zapiski dowie się jaką drogę przez mękę przeszliśmy by ogród uzyskał obecny kształt. Ile było wysiłku, dźwigania taczek, wywożenia śmieci, nawożenia ziemi, sadzenia a potem przesadzania, cięcia gałęzi i kompostowania. Mój notes jest przy okazji czymś w rodzaju kroniki rodzinnych wydarzeń na działce. Zapisywałam w nim co działo się podczas długich weekendów, kiedy w naszej okolicy była powódź, w które Święta był śnieg, w którą Wielkanoc widzieliśmy bociany, kiedy odwiedzili nas znajomi i kiedy sadziliśmy podarowane przez nich rośliny.

DSC_0057

Co ogrodnik może robić w deszczowy marcowy dzień? Przygotowywać do sadzenia rośliny jednoroczne w doniczkach. Spróbowałam tego rozwiązania rok temu, i był to sukces. Na początek dalie. Zakupione bulwy wkładamy do doniczek, uważający by umieszczać je „oczkiem” do góry.  Przysypujemy bulwę uniwersalnym podłożem kwiatowym, i podlewamy. Trzymamy w chłodzie (idealna jest widna piwnica, nieogrzewany zabudowany balkon lub oranżeria), ale w miejscu widnym i wolnym od mrozu. Po kilku dniach/tygodniach wyrosną łodygi. Wtedy trzeba je zacząć przywiązywać do palików (chyba, że wybraliście odmiany kompaktowe). W połowie maja przesadzicie już dorodne wyrośnięte dalie do ogrodu . Szybko się przyjmą, bo zdążą rozwinąć korzenie w doniczkach, i szybciej zakwitną, bo zamiast  „startować” wgruncie, będą już miały łodygi i liście. Co za tym idzie, rabata zamiast „świecić” gołą ziemią, będzie wyglądała bujnie i elegancko już wiosną. Chwasty natomiast w cieniu liści dalii nie będą miały wolnego miejsca – oszczędzicie więc sobie także pielenia! Posadziłam dalie „Rocco” i „Witteman’s best” zakupione w OBI (pisałam o tym w poście Rośliny z supermarketu). Podobnie postąpiłam z nasionkami nasturcji. Z tą różnicą, że zamiast do doniczek włożyłam je do biodegradowalnych tekturowych pojemniczków (ok. 20 szt za 6 zł, sklep „Tiger” w Warszawie, lub jakikolwiek inny ogrodniczy). Już za kilka miesięcy pochwalę się efektami tych marcowych przygotowań. A teraz idę jeść zupę. Jutro zaś miejmy nadzieję uda mi się wybrać na wystawę tulipanów w Muzeum w Wilanowie. Stay tuned!

DSC_0028

DSC_0030

Sadzenie dalii

DSC_0037F1000036F1000032F100003120140315_155734

Jak widać na ostatnim zdjęciu, pod koniec dnia pogoda się nieco poprawiła. Wiadomo – w marcu jak w garncu…

Zobacz również

1 komentarz do “W czasie deszczu ogrodnicy się nie nudzą

  1. Pingback: Weekend w ogrodzie # 7 – Pożegnanie z Zimną Zośką | Weekend w ogrodzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *