Historia / Zieleń miejska

Warszawska Stara Ochota. Rok w mieście-ogrodzie

Zdawałoby się, że osoba zakochana w historii i pięknie przyrody powinna szukać miejsca do życia z dala od centrum stolicy. Warszawa nie należy przecież do miast zielonych, ani też po doświadczeniach historycznych XX wieku nie zachwyca zabytkami. A jednak, ostało się w niej kilka zakątków, ulic i skwerów o atmosferze i wyglądzie sprzed wojny. Są to miejsca dające pojęcie dlaczego niegdyś nazywano Warszawę „Paryżem Północy”. Mam wielkie szczęście mieszkać właśnie w takiej części miasta. Na Starej Ochocie, gdzie czas się zatrzymał się w dwudziestoleciu międzywojennym. Z mojego okna widzę jedynie przedwojenne dachy i zieleń drzew. Mam widoki zupełnie jak pierwsi mieszkańcy tej kamienicy, którzy wprowadzili się w latach 30. Po horyzont żadnych komunistycznych bloczysk, tandetnych reklam, billboardów. Zastanawiam się czasami – o czym myślał ktoś, kto stał na moim balkonie w 1936, 1939 albo 1944 roku? Co widział w dole ulicy? Tam gdzie ja spoglądam dziś, w sąsiednim domu po lewej stronie 31 lipca 1944 roku płk Antoni Chruściel „Monter” podpisał rozkaz o wybuchu Powstania Warszawskiego. Gdy wychylę się jeszcze bardziej, widzę że znad tego budynku wyłania się teraz panorama śródmiejskiego „city”. To jedyny i trudno dostrzegalny współczesny akcent w okolicy. Mija rok od naszej przeprowadzki na Starą Ochotę, a ja cały czas nie mogę się nacieszyć. W jakim pięknym, zielonym i pełnym historii zakątku Warszawy mieszkam! Dziś chciałabym opowiedzieć trochę o mojej dzielnicy w kontekście zieleni i jej pięknych ogrodów.

lipy na ul. Uniwersyteckiej

Część Ochoty, najludniejszej obecnie warszawskiej dzielnicy, zwana Kolonią Staszica, w latach 20 XX wieku stanowiła stołeczne peryferia. Zastane po odzyskaniu niepodległości nieużytki, zarośla, opuszczone baraki rosyjskich koszarów szybko przemieniły się w willową dzielnicę pełną ogródków i zieleńców. W latach 20 powstało tu tzw. miasto – ogród, założenie urbanistyczne modne w okresie międzywojennym. Twórca tej koncepcji, Ebenezer Howard (1850 – 1928) –  brytyjski planista i urbanista – forsował ideę połączenia miasta z wsią. Chodziło o zapewnienie społeczeństwu ery rewolucji przemysłowej dostępu do zieleni, słońca (inaczej niż w podwórkach – studniach charakterystycznych dla gęstej zabudowy XIX wieku) i umożliwienie im uprawy warzyw w przydomowych ogródkach. Wokół Warszawy zbudowano wówczas kilka miast-ogrodów. Najsłynniejsze to dziś już dzielnice: Żoliborz, Saska Kępa, część Mokotowa, Włochy a także miejscowości satelickie Milanówek, Podkowa Leśna i Konstancin – Jeziorna. Niegdyś podmiejski fragment Ochoty, dawniej zwany po prostu „Staszycami” został przez lata wchłonięty przez rozwijającą się Warszawę. Współcześnie leży bardzo blisko Śródmieścia. Stara Ochota jest więc zieloną enklawą w samym sercu miejskiej dżungli. Eleganckie wille i kamieniczki wśród zieleni mimo wojny i upływu lat dalej promieniują blaskiem howardowskiej idei. Sto lat później miasto-ogród na Ochocie funkcjonuje doskonale. Czegóż więcej potrzeba mieszkańcom wielkiego miasta, niż domku z ogrodem (lub mieszkania w niedużej kamienicy otoczonej skwerami) położonego nieopodal centrum miasta? To z pewnością rozwiązanie idealne dla kogoś, kto nie chce stać w korkach dojeżdżając do pracy (mój mąż jeździ rowerem ;)) jednocześnie ciesząc się otoczeniem pełnym zieleni i urokiem historycznej architektury. Jednym słowem – marzenie każdego mieszczucha.

piwonia krzewiasta

Wiekowa piwonia drzewiasta na ul. Krzyckiego w zeszłym roku omal nie została rozjechana, gdy rozpędzone auto uderzyło w ogrodzenie ogrodu. Na szczęście krzew przetrwał i cieszy cudnymi kwiatami.

  ulica Rapackiegoulica Mochnackiego kolonia Staszica

Przed wojną dzisiejsza Stara Ochota, zwłaszcza jej części Kolonia Staszica i Kolonia Lubeckiego, wzorowo oddawały założenia E. Howarda. W jednym z artykułów o czasach okupacji na Ochocie natknęłam się nawet na określenie „Niemiecki ogień w rajskim ogrodzie” jako metaforę pożarów tej dzielnicy w czasie Postania Warszawskiego. Do 1939 roku okolica epatowała elegancją, czystością i pachniała kwiatami. Jak czytamy w książce Joanny Rolińskiej „Przedwojenna Ochota”, gdzie autorka cytuje Jerzego Kasprzyckiego, autora cyklu felietonów pt. „Korzenie miasta” zamieszczanych na łamach „Życia Warszawy”: „Warszawiacy zwykli nazywać Kolonię Staszica <<ogrodami Semiramidy>>”. „(…) ziemia była tu podobno wyjątkowo żyzna, a roślinność bujna i nabywcom tutejszych posesji zdarzało się płacić więcej za piękne, wypielęgnowane ogrody niż za sam dom.” – pisze Rolińska. Na starych zdjęciach widać, że rzeczywiście zabudowa okolicy tonęła w zieleni. By zobrazować atmosferę wystarczy przytoczyć inny cytat, w którym Mieczysław Smolarski, sąsiad Karola Irzykowskiego (przedwojennego mieszkańca kolonii Staszica) pisał: „Razem z Irzykowskim urządzaliśmy swoje ogrody. Kupowaliśmy nasiona u braci Chomiczów w Warszawie, a róże i dalie sprowadzaliśmy nawet spod Torunia. Od wiosny do jesieni żyliśmy jak w pachnącym bukiecie”.

Kolonia Lubeckiego przedwojenne zdjecie z magazynu Stolica

Ogrody na Kolonii Lubeckiego – przedwojenne zdjęcie z magazynu Stolica. via warszawa1939.pl

Podwórko miedzy ulicami Mianowskiego i Mochnackiego, 1929 r fot. H. Poddębski

Felicjan Szopski z żoną 1934 r Filtrowa

Zdjęcie z książki Joanny Rolińskiej „Przedwojenna Ochota” przedstawiające kompozytora Felicjana Szopskiego z żoną w 1934 r. , w willi na ul. Filtrowej. Uwagę zwraca bujna zieleń dookoła tarasu.

Ze zdjęć i relacji wiadomo, że przed wojną na Ochocie rosły bzy, dalie, róże i całe mnóstwo roślin jednorocznych oraz warzyw. Wzdłuż alei sadzono kompaktowe klony. A jak Stara Ochota wygląda dzisiaj? Pnącza nie są już tak popularne jak kiedyś, choć widuje się tu i ówdzie piękne pnące róże, winobluszcz a nawet wisterię. Na uroczej ulicy Langiewicza, gdzie mieści się przedszkole mojej córki, rośnie stary buk czerwonolistny. Z kolei dookoła pobliskiego skweru Sue Rider, przed dawnymi willami korpusu dyplomatycznego pysznią się wiosną ozdobne wiśnie, magnolie i bzy. Nie brakuje też oczywiście kasztanowców.

róża pnąca

glicyniaskwer Sue Ryderbluszczmagnolia   buk czerwony buk hortensje na balkonie przy Filtrowej

Okna i balkony coraz częściej dekorowane są kwiatami. Najładniej wygląda oczywiście Kolonia Staszica, pełna domków jednorodzinnych. Prywatne przydomowe ogródki aż się proszą by je zagospodarowywać. Moja rodzina mieszka w kamienicy, gdzie ogródek na podwórzu jest wspólny dla wszystkich mieszkańców. Jeszcze zanim się sprowadziliśmy Prezes Spółdzielni pozwoliła mi posadzić w nim hortensję. Mały zielony skwerek porastają bujne zimozielone krzewy, a glebę okrywają fiołki, poziomki, hosty i dąbrówka rozłogowa. Po ścianach budynku wspina się milin amerykański, który jest pieczołowicie pielęgnowany przez dozorczynię. Nie wiem kto posadził na naszym podwórku magnolię, ale zdziwiłam się, bo jest to dość nietypowa magnolia parasolowata Magnolia tripetala, kwitnąca wczesnym latem na żółto. Naszemu podwórku daleko jeszcze do szyku z sąsiednich kamienic, gdzie pośród granitowej kostki pysznią się kolorowe rabaty mieszane. Jednak po tym jak przemieszkałam wiele lat na blokowisku, postrzegam to małe zielone podwóreczko jako błogosławieństwo.

nasze podwórko

Nasze podwórko z mnóstwem iglaków i rzadko spotykaną magnolią parasolowatą.

Dziś niestety nie wszystkie ogródki Starej Ochoty błyszczą przedwojennym blaskiem. Choć w okolicy nie brakuje pasjonatów ogrodnictwa, a posadzone niegdyś drzewa i krzewy rozrosły się wspaniale (celowo zamieszczam zdjęcia z różnych miesięcy ukazujące rośliny w różnych okresach wegetacji), to wiele zakątków wymaga rewitalizacji. I tutaj niespodziewanie pojawiło się rozwiązanie, cicha nadzieja na poprawę sytuacji. Zajrzałam na stronę Urzędu Miasta by przejrzeć projekty zgłoszone do dofinansowania z tzw. budżetu partycypacyjnego. Wygląda na to, że wiele z nich dotyczy rewitalizacji zieleni w mojej dzielnicy. Są pomysły wymiany latarni na „pastorałki”, zagospodarowanie miejskich ogródków w naszej kolonii, stworzenie bramy do zabytkowego parku, remont fontanny z 1927 roku itd. Ochocianie dzielnie walczą by wyjątkowość zielonej dzielnicy nie została zatracona. Sama zagłosowałam oczywiście na te projekty, które najbardziej przysłużą się mojej rodzinie i będą realizacją moich skrytych marzeń o przywróceniu Warszawy do przedwojennej świetności. No, przynajmniej jej jednego małego kawałeczka.

Na co zagłosowałam

Projekty na które zagłosowałam.

ps. Jeśli jesteś mieszkańcem Warszawy nie zmarnuj okazji do oddania swego głosu na projekty zgłoszone do budżetu partycypacyjnego. Głosować można tylko do 30 czerwca. Nie trzeba oddawać głosu koniecznie na swoją dzielnicę. Potrzeba dosłownie kilku minut przed komputerem by przysłużyć się lokalnej społeczności. Zgłoszone przez warszawiaków pomysły są naprawdę wspaniałe, służą wspólnemu dobru. Podziwiam zapał i kreatywność projektodawców. Głosowanie nad podziałem budżetu partycypacyjnego to szansa by decydować o tym jak wygląda nasze otoczenie i na co wydawane będą pieniądze z naszych podatków. Kto nie zagłosuje, ten nie ma prawa narzekać na dziurawe chodniki, zardzewiałe drabinki na placach zabaw, słabą infrastrukturę czy nawigację miejską! Wśród projektów jest także wiele cennych idei służących osobom niepełnosprawnym i seniorom, wspierających obywatelskie zachowania i poprawiających bezpieczeństwo w mieście. Zachęcam! Szczegóły na temat projektów i instrukcja głosowania tutaj.

Zobacz również

2 komentarzy do “Warszawska Stara Ochota. Rok w mieście-ogrodzie

  1. Piękne. To bardzo moje klimaty. Gdybym miała mieszkać w dużym mieście, to taka stara zadbana dzielnica zabudowana kamienicami, z mnóstwem zieleni byłaby dla mnie wymarzonym miejscem. Nie czuję klimatów współczesnej deweloperki z mini mieszkaniami z blokach stojących obok siebie na wyciągnięcie ręki, gdzie brakuje zieleni i całej infrastruktury niezbędnej do życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *