Drzewa / Fotografia / Historia / Zieleń miejska

Warszawski pogromca topoli

Kiedy myślicie „drzewo” – co przychodzi Wam na myśl? Coś pięknego, szlachetnego, majestatycznego? Las? Choinka? Z pewnością skojarzenie jest pozytywne. A jeśli pomyślicie „topola”? Idę o zakład, że co druga osoba zareaguje jeśli nie chłodną obojętnością, to wręcz wyraźną niechęcią. Ten wpis będzie o mojej… co tu dużo mówić: antypatii wobec topoli (aka topól). Niechęci podyktowanej (jak się postaram udowodnić) nie tylko prywatnym widzimisię, ale obiektywnymi przesłankami.

Topola biała via forestry.usu.edu

Topola biała via forestry.usu.edu

Mieszkam w Warszawie i na topole patrzę od dziecka. Nie dlatego, że wychowywałam się w krzakach nad Wisłą (bo tak nie było), ale dlatego, że gdy byłam mała mieszkałam na ulicy Żwirki i Wigury. Doskonale pamiętam straszące mnie podczas spacerków rzędy nastopyrczonych topolowych drapaków, które rosły krańcu Pól Mokotowskich. Bałam się ich bezlistnych, pełnych wyrośli konarów. Dziś wiem, że straszące dzieci topole to były Populus nigra „Italica” (nazwa jest jak dla mnie dość groteskowa, bo jak wiele osób sugeruje, wynika z rzekomego podobieństwa pokroju tej odmiany topoli do włoskich cyprysów). Bardziej prawdopodobne jest że określenie „włoska” pochodzi od miejsca uzyskania tej odmiany – Italii. Większość italików na Żwirki i Wigury kilka lat temu wycięto i zastąpiono kompaktowymi dębami czy klonami. Generalnie w stolicy „populusów” robi się coraz mniej w stosunku do tego, co było w czasach mojego dzieciństwa. Warszawę zapełniały wtedy topole i jej mieszańce. Dlatego nawet po przeprowadzce ze „żwirek” na Ursynów nadal zmuszona byłam do obcowania z tymi drzewami, i to ze zdwojoną siłą. Przed mym oknem rosła bowiem inna topola, ta nadwiślańska, czyli biała: Populus alba. Już bardziej sympatyczna od „drapaka” italica, ale nadal sprawiająca problemy. Jakie? Pierwszy – najgorszy – topolowy puch nasienny.

Puch nasienny topoli to zmora mieszkańców miast (via gazeta.pl)

Puch nasienny topoli to zmora mieszkańców miast (via gazeta.pl)

puch nasienny topoli

Tak obecnie wyglądają opadłe nasiona topoli na Saskiej Kępie w Warszawie.

puch nasienny topoli na trawniku

topola biała populus alba

Sprawca śmietniska – topola biała przy ul. Zwycięzców. Celowo sfotografowałam koronę, bo u podnóża oprócz puchu nasiennego niestety walały się butelki po napojach wyskokowych.

Nasiona topoli są jak uciążliwe śmieci. Człowiek spaceruje sobie po zielonej kwitnącej majem i bzem Warszawie, a tu w nosie jakaś wata. Niesiony wiatrem puch trafia też do oczu, wplątuje się we włosy, wpada przez balkon do domu, do samochodu, do lodów w kawiarni, i w inne miejsca gdzie po prostu szpeci i śmieci. Nie będę pisała o aspekcie alergizującym tych drzew, bo problem ten mnie osobiście nie dotyczy. Jednak każdy kto oglądał wiosną prognozę pogody wie, że topola to nic dobrego dla osoby uczulonej. Dlaczego więc w miastach (szczególnie w Warszawie) drzew tych jest aż tak wiele? warszawa wasilkowskiego ursynów Na Ursynowie, warszawskim osiedlu – blokowisku zbudowanym w latach 70 i 80, sadzono je by szybko zazielenić betonową pustynię. Tereny Ursynowa były niegdyś sadami, łąkami i polami, posiadłością Juliana Ursyna Niemcewicza. Mały fragment sadu ostał się jeszcze tylko na ulicy Belgradzkiej. Bloki zastąpiły wiejskie zagrody, a topole wyrosły w miejscu jabłonek. Pozwolono się im rozprzestrzeniać bo rosną bardzo szybko. W ciągu paru lat osiągają kilkanaście metrów. To drzewo wręcz ruderalne. Przed naszym ursynowskim blokiem rosło na górce usypanej z resztek gruzu i miało się tam doskonale. Może pomysł sadzenia topoli na blokowiskach PRL nie był taki najgorszy? Uzyskano przecież upragniony efekt… wśród bloków zrobiło się zielono i to w ekspresowym tempie. Szkoda jedynie, że sadząc drzewa nikt nie pomyślał co będzie za 30 – 40 lat. Tyle czasu właśnie minęło i posadzone w PRL-u egzemplarze trzeba teraz wycinać – są często spróchniałe, zaatakowane przez grzyby, lub zbyt wielkie by bezpiecznie móc rosnąć na osiedlach. Topole należą z racji swojej kruchości, nietrwałości i wybujałości do najbardziej krótkowiecznych drzew. Korespondują przy tym z równie szkaradną i nietrwałą architekturą „instant” z wielkiej płyty. Przyznam, że to niechlubne skojarzenie nie może się ode mnie odczepić… (zdj. powyżej via fotoadres.pl)

topole na ul. Nowowiejskiej w Warszawie

Na ulicy Nowowiejskiej w Warszawie topole posadzono przy murze liceum Staszica. W obawie zapewne przed ich złamaniem stale podcinano dolne gałęzie. W efekcie spacerując ogląda się nagie „słupy” które dopiero na wysokości kilkunastu metrów mają jakieś liście. Czy to aby na pewno jest ozdoba?

Wiele warszawskich topoli to samosiejki. To kolejna wada tej rośliny – coś co rozsiewa się w niekontrolowany sposób, nie nadaje się do miejskiej zieleni! Chyba, że ktoś jest zainteresowany dodatkową pracą i bezsensownym wydawaniem pieniędzy. Topole są najbardziej powszechnym gatunkiem drzew w Polsce (kolejny argument by ich nie sadzić?). Są tak pospolite że rozsiewają się po miastach. Pamiętajmy, że po 1945 roku z Warszawy zostało mniej niż 20% zabudowy, i co za tym idzie, także terenów zielonych. Resztę w późniejszych latach „załatwiły” stalinowskie instrukcje urbanistyczne, wyburzenia i nowe inwestycje BOS-u. Brakowało zarówno pieniędzy jak i samej zieleni, dlatego pozwalano drzewom – chwastom się rozrastać. Poza tym kto w latach powojennych myślał o zieleni miejskiej, w czasach wojny domowej, biedy i zawieruchy? Spójrzcie jak wyglądała Warszawa w 1947 r na zdjęciach amerykańskiego reportera Henry’ego Cobba. Chwasty opanowujące ruiny przedstawiają ścisłe centrum naszej stolicy. Henry Cobb 2 ruiny_w_kolorze_henry_cobb_99040 © Henry N. Cobb

Zastanawia mnie jednak, jak można było już kilkadziesiąt lat po wojnie nadal pozwalać na niekontrolowane rozsiewanie topoli i jednocześnie świadomie dosadzać nowe. Oczywiście sadzono wyłącznie „szlachetne” odmiany, takie jak wspomniana Italica. Mimo hodowlanego uszlachetnienia ich cechy takie jak nietrwałość, krótkowieczność, śmiecenie nasionami, oraz brak walorów ozdobnych w okresie bezlistnym pozostawały bez zmian. Rzędy topoli zasadzone przy Stadionie Dziesięciolecia były tak spróchniałe, że trzeba było je usunąć w 2010 roku. Na szczęście dookoła nowego stadionu zieleń zagospodarowano zgoła inaczej.

wycinka-spruchnialej-topoli-czarnej-odm-wloskiej

Powalone topole dookoła dawnego Stadionu X -lecia w Warszawie (via  arch.duetsj.com.pl)

Ktoś powie, że każde drzewo jest piękne, i topole też, mimo swojej nietrwałości. Owszem, nie skreślam wszystkich krótkowiecznych gatunków drzew. Po prostu nie wszystkie polecam do miast. Brzozy chociaż równie nietrwałe, są adekwatną rośliną w miejskich zielonych aranżacjach, co widać np. na zrewitalizowanej warszawskiej ul. Emilii Plater. Nie trzeba być profesjonalistą, by stwierdzić, że brzozy śmiecą dużo mniej (ich nasiona nie tworzą puchu), są dekoracyjne zimą dzięki oryginalne korze, a jesienią dzięki przebarwiającym się na złoto liściom. Niskie i płaczące odmiany brzóz nie są tak łamliwe i jeśli gubią gałązki, to w sposób nie rujnujący pokroju (tracą te małe od dołu). A opadłe liście (znów inaczej niż u topoli) są drobniutkie i szybko się rozkładają.

Brzozy na ul. Emilii Plater

Projekt rewitalizacji pasów zieleni na ul. Emilii Plater w centrum Warszawy wprowadził do nasadzeń m.in. brzozy. (via warszawa.naszemiasto.pl)

Ulica Emilii pLater i jej nowe nasadzenia z brzóz jesienią. Via um.waw.pl

Ulica Emilii Plater i jej nowe nasadzenia. Via um.waw.pl

Nie jestem architektem zieleni, ale uważam, że w dziedzinie projektowania krajobrazów powinno się podobnie jak w architekturze stosować antyczną triadę witruwiańską. Jednoczyć piękno, celowość i trwałość. Bez tych wartości nie sposób stworzyć dzieła które zachwyca i służy otoczeniu jak należy. Jak się to ma do topoli? Piękno – rzecz względna. Na pewno znajdą się wielbiciele smukłego pokroju italików, albo migoczących srebrnym meszkiem liści topoli białej. Ja nie lubię ani jednego, ani drugiego. Topole osiki rosnące na mojej działce (niewielkie samosiejki) wzbudzają u mnie niepokój. Ich srebrzyste lekkie listki drżą od najmniejszego podmuchu wiatru. Z daleka błyszczą w słońcu i wprowadzają do ogrodu takie wrażenie ruchu, że co chwila mimowolnie odwracam się w ich stronę. Moje oko rejestruje to „migotanie” liści jako coś niepokojącego. Wydaje mi się że ktoś łazi po krzakach i nimi potrząsa.

Kilka dorosłych topoli rośnie z kolei po drugiej stronie naszej działki. Te zaś przerażają mnie swoją wielkością. Mają takie kruche drewno! Parę lat temu potężna burza spowodowała ułamanie się przewodnika jednej z nich. Fragment drzewa runął na całkiem już spory kilkunastometrowy kasztanowiec, i go oczywiście połamał. Tylko czekać, aż to co zostało z „szarych gigantów” zwali się na inne sąsiednie drzewa, rabaty albo co gorsza dom. Nie potrafię pokochać topoli, i jedyne gdzie mogę bez niesmaku na nie patrzeć, to brzegi rzek i dawne tereny zalewowe. Szum topoli i wikliny tylko na nadwiślańskiej plaży (czy to w Kazimierzu Dolnym, czy w na warszawskiej Pradze) jest dla mnie czymś miłym i naturalnym. W mieście nie widzę dla nich miejsca.

Topola czarna przy warszawskiej Mennicy. Piękna? Celowa? Użyteczna?

Topola czarna przy warszawskiej Mennicy. Piękna? Celowa? Użyteczna?

pień topoli czarnej odmiany italica

Wiosną liście topoli czarnej są jasnozielone. Potem stopniowo ciemnieją. Spod zielonej masy zawsze jednak przebijają uschnięte i łyse gałęzie.

Kora topoli czarnej w starszym wieku pokryta guzami i wyroślami. Czy komuś to się moze podobać? Zdjęcie via zyciewmiescie.wordpress.com

Kora topoli czarnej w starszym wieku pokryta guzami i wyroślami. Czy komuś to się możne podobać? Zdjęcie pochodzi z super bloga zyciewmiescie.wordpress.com

Wróćmy do witruwiańskiej triady. Można powiedzieć, że sadzący topole mieli w pewnym sensie uzasadnienie dla swego działania. Ich celem było szybkie zazielenienie nowych osiedli PRL. Szpalery smukłych ‚italic’ miały też chronić przed podmuchami wiatru, stąd ich całe rzędy wzdłuż ulicy Żwirki i Wigury czy Al. Zielenieckiej w stolicy. Przyjrzyjmy się jednak sprawie bliżej – skoro drzewa te nie są trwałe, a trwałość to trzeci z witruwiańskich filarów… czy nie powinniśmy z nich zrezygnować? Po co sadzić coś, co za kilkadziesiąt lat (dla jednych dużo, dla innych, np. historyków – niewiele) trzeba będzie usunąć? Nie lepiej posadzić coś co ucieszy jeszcze kolejne pokolenia? Poplars

Skoro mowa o trwałości rzeczy – na niedługo przed wybuchem wojny władze Warszawy wprowadziły ustawę, w której zalecano wykańczanie nowo budowanych domów okładziną z kamienia. Modernistyczne kamienice z tego okresu, jako jedne z niewielu w stolicy, przetrwały wojenną zawieruchę. Jak twierdzą liczni badacze architektury – między innymi dzięki solidnym, kamiennym elewacjom, które zresztą wyglądają porządnie i nowocześnie do dziś. Takie samo sensowne i przesycone myślą o przyszłości podejście cechowało architektów zieleni sprzed wojny. Dawniej do przestrzeni miejskiej wybierano więcej drzew długowiecznych, cechujących się nie tylko trwałością, ale też eleganckim pokrojem i innymi praktycznymi czy estetycznymi walorami. Nieprawdą byłoby jednak twierdzić, że przed Drugą Wojną Światową topoli w ogóle nie sadzono.

image (1)

Karta i rycina z książki „Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów” Izabeli Czartoryskiej, wyd. w 1825 r.

Ozdobne kultywary Populus nigra obecne były w Polsce od stuleci. Izabela Czartoryska na przykład widziała w krajobrazie bardzo konkretne miejsce dla najsłynniejszej odmiany „italica”. W swojej książce na temat ogrodów wydanej na początku XIX wieku proponowała sadzić włoskie topole w dużych grupach („klómbach”) i podsadzać wierzbą płaczącą. Pisała: „Klómb z topoli przyzwoity na osłonienie monumentu lub pamiątki”. Sadzenie topoli włoskich w grupach i w wyeksponowanych miejscach, np. przy pomnikach, rzeczywiście zdaje się mieć sens. Alternatywnie Izabela kazała sadzić rzędy tych drzew przy wiejskich dróżkach prowadzących wzdłuż rzeczki. Właśnie – wiejskich dróżkach. A nie w środku miasta, na podwórku szkoły, urzędu, czy kamienicy, tak jak miało to miejsce w latach 50, 60 i 70 XX wieku.

topola i klony

Usychająca topola pomiędzy klonami na podwórku Zespołu Szkół przy ul. Wroniej w Warszawie. Dlaczego jeszcze tam rośnie?

topole

Ten sam Zespół  Szkół na Wroniej z drugiej strony, i kolejne topole tym razem mocno poprzycinane, co też nie dodaje im uroku.

Może gdyby przestrzegano zaleceń Czartoryskiej nie mielibyśmy dziś w całej stolicy mnóstwa uszczerbionych topolowych straszydeł. W Warszawie przedwojennej także sadzono topole włoskie, ale robiono to rozważnie. Dawna nazwa Alei Niepodległości brzmiała nie inaczej jak „ulica Topolowa”. Nadano ją od szpaleru włoskich topoli rosnącego wzdłuż lotniska, które w latach dwudziestych w Warszawie znajdowało się na pograniczu Ochoty i Mokotowa (dzisiejszy park Piłsudskiego). Były to wówczas obrzeża miasta, jego przedmieścia. Tam drzewa te wyglądały naturalnie, i stanowiły osłonę przed wiatrem dla startujących aeroplanów.

Fotopolska - lotnisko na Mokotowie przed wojną

Lotnisko na Mokotowie w 1927 roku. W oddali widać ulicę Topolową i szpaler smukłych włoskich topoli. (via. fotopolska.eu)

Ogród Saski przed Wojną

Do miejskich ogrodów rzadko wybierano topole. W Śródmieściu i innych dzielnicach często obecne były formowane szpalery małych lip i klonów. Na zdjęciu drzewa w przedwojennym Ogrodzie Saskim w Warszawie, via fotopolska.eu

Po „topolowych latach” PRL wreszcie coś się w stolicy zmienia. M.P.R.O. w Warszawie sadzi więcej drzew kompaktowych takich jak kolumnowe wiśnie ozdobne (np. przy ul. Grzybowskiej), kuliste klony i lipy o formowanych koronach. Mam nadzieję że ta tendencja się utrzyma, a uczulająco – śmiecące i łamiące się topole powrócą tam gdzie ich miejsce: nad Wisłę, i na wiejskie dróżki.

Więcej o topolach i związanych z nimi problemami przeczytacie tutaj. A piosenka poniżej z dedykacją dla mojego Taty 😉


ps. Tak się składa że szukając w internecie ilustracji do wpisu o topolach natrafiłam na nieznane mi wcześniej zdjęcia Henry’ego Cobba. Okzauje się, że podczas znamiennej wizyty w Warszawie we wrześniu 1947 roku fotograf zajrzał też do daczy czołowych architektów – gwiazd BOS-u – Szymona i Heleny Syrkusów. Cobb sfotografował ich mały domek położony nad Wisłą, i przy okazji uwiecznił okoliczny krajobraz – oczywiście wiślaną skarpę porośniętą osikami i topolami białymi, oraz wiejski ogródek Syrkusów. Przyznam, że te fotografie w mym odczuciu rzuciły zupełnie nowe światło na niezbyt kochanych przeze mnie dotąd architektów. Twórców których choć szanuję za przed wojenny dorobek, to jednak obarczam winą za powojenne zbrodnie na warszawskiej przestrzeni publicznej.

Warsaw after World War II, in August 1947 (40)

Szymon Syrkus z żoną Heleną, profesor warszawskiej Politechniki, więziony w Auschwitz. Przez lata pracy w Biurze Odbudowy Stolicy wraz z żoną przemienili architektoniczne oblicze Warszawy na zawsze.

Warsaw after World War II, in August 1947 (39) Warsaw after World War II, in August 1947 (38) Warsaw after World War II, in August 1947 (37) Warsaw after World War II, in August 1947 (36) Warsaw after World War II, in August 1947 (35) Warsaw after World War II, in August 1947 (34)

© Henry N. Cobb, via http:www.shootingfilm.net

Zobacz również

12 komentarzy do “Warszawski pogromca topoli

  1. Zagadzam sie w 100 procentach, ze topole sa uciazliwe. Sama sprzatam po mojej topoli juz od 14 lat. Zaczynam wiosna od zamiatania fioletowych kitek. Zbieramo blamane galazki, galezie, konary caly rok 24/7. O lisciach nawet nie wspomne. Tony jesienia. Czesc zostawiam jako „ocieplacz” na zime i zbieram wiosna.

    Dlaczego nie scinam mojej topoli?

    W Nowym Meksyku topola amerykanska jest jakby drzewem naszego stanu. Rosnie przy brzegach Rio Grande i jest symbolem zieleni i cienia. To sa bezcenne skarby na pustyni wysokiej, jak nasza, ale rzeczywiscie moze bez sensu w Warszawie.
    Pozdrawiam. Ewa

    • Całkowicie Cię rozumiem i doceniam poświęcenie (sprzątanie topolowych śmieci). Ja nie jestem za wycinaniem zdrowych i ładnych drzew tylko dlatego że są topolami, chodzi o to jedynie by pozbywać się tych pousychanych, no i nie dosadzać nowych w miastach czy ogrodach. Jeśli chodzi o topole amerykańskie – atrakcyjnie wyglądają ich mieszańce z europejskimi. Ciekawa jestem jak sprawowałyby się w ogrodzie. Prawdopodobnie tak samo jak ich „rodzice” :/ http://www.fotosik.pl/u/zjak/zdjecie/1/album/463955

  2. Pola, jak zwykle bardzo ciekawie!!! Jesteś moja ulubioną autorką! Józia jest słońcem mojej duszy a Ty jej gwiazdkami – z niecierpliwościa czekam na wpisy. Sorry że tutaj ale już nie mam siły logować się do poczty.
    Topole – zabrakło mi zdjęć drogi z Puław do Kazimierza z mojego dzieciństwa – jest w albumie o Puławach i zdjęcia stołu u Kazików na werandzie zrobionego z przekrojonego konaru topoli w Puławach 🙂

  3. Moim zdaniem przydałby się Pani dobry psychiatra, bo najwyraźniej cierpi Pani na fobię czy też na manię prześladowczą, już od dziecka straszą Panią topole, cóż ludzie mają różne lęki.
    Naprawę mi przykro, że tak nie lubi Pani tych pięknych drzew, bo ja od lat walczę z bezmyślnym wycinaniem ich. Dzięki Bogu mam spore sukcesy. Na złość takim jak Pani.

    • Podobnie jak Pani ja także walczę z bezmyślnym wycinaniem jakichkolwiek drzew. Sądziłam, że z mojego tekstu jasno wynika, że proponuję wycinać jedynie te które stanowią zagrożenie, lub w jakiś inny sposób są uciążliwością dla mieszkańców miast. Takie nastawienie chyba nie kwalifikuje się do leczenia u psychiatry, przecież to bardzo racjonalne podejście… Co do moich lęków i uprzedzeń – to kwestia subiektywnych sympatii i antypatii do których każdy ma prawo. I co dość ewidentnie wyczuwa się w Tonie Pani komentarza… Ale rozumiem, że takie osobiste odczucia wzbudzają nie lada emocje. Proponuję jednak oceniać argumenty a nie ludzi. Pozdrawiam.

      • Ps. I proszę doczytać mój tekst do końca, przekona się Pani że nie przekreślam tych drzew całkowicie, a jedynie ubolewam nad formą ich obecności w miastach.

  4. Dzień dobry,

    To prawda, że topole, ze względu na swoje bardzo duże rozmiary, średnio nadają się do zadrzewiania miast, gdzie miejsca z definicji jest niezbyt wiele, za to dużo ludzi, samochodów etc., którym tak wielkie drzewa zawsze w pewien sposób zagrażają. Miasta (z wyłączeniem terenów nadrzecznych) to także środowisko generalnie mało przyjazne topolom.

    Na tym jednak kończy się moja zgoda z zarzutami stawianymi tym drzewom przez Autorkę artykułu. Przykładowo pisze ona, że topole stanowią duży problem dla alergików. Nie jest to do końca prawdą, bo topola należy do drzew o co najwyżej średnich właściwościach alergennych, podczas gdy proponowana przez Autorkę jako drzewo miejskie brzoza jest pod tym względem bez porównania bardziej uciążliwa! Nie jest też prawdą, że topole łatwo się rozsiewają. Wręcz przeciwnie – ich nasiona mają wybitnie małą zdolność kiełkowania, a samoistne w miarę intensywne rozmnażanie topól zachodzi tylko dla niektórych gatunków (np. P. alba, P. x canescens, topole z sekcji Tacamahaca) i polega na wytwarzaniu odrośli korzeniowych (zwłaszcza w miejscach uszkodzeń korzeni). Kolejna rzecz. Autorka podnosi kwestię śmiecenia puchem nasiennym. Trzeba jednak wiedzieć, że problem ten dotyczy tylko żeńskich osobników, które generalnie nie powinny być sadzone w miastach. Zresztą większość spotykanych odmian/form/kultywarów takich jak topola włoska, najpopularniejsze topole kanadyjskie (‚Robusta’ i ‚Serotima’) czy te z grupy topól balsamicznych (kultywary ‚Androscoggin’, ‚NE-42’, ‚NE-49’) posiada tylko klony męskie, a więc drzewa te nigdy nie produkują puchu nasiennego! Na koniec uwaga dotycząca krótkowieczności topól. To też jest „półprawda”. Zgoda, że najbardziej krótkowieczna topola włoska żyje zaledwie 80-100 lat, ale już topole kanadyjskie żyją 2 razy dłużej, a rodzime topole mogą bez problemu dożywać ponad 250 lat, w tym biała – nawet ok. 350 lat. Jest to dużo więcej niż w przypadku zachwalanych przez Autorkę brzóz.

    Nie będę polemizował z Autorką na temat wrażeń estetycznych towarzyszących topolom, bo są one z natury bardzo subiektywne. Mogę tylko napisać, że dla mnie osobiście topole, ze względu na swoje monumentalne rozmiary i potężny, regularny pokrój, stanowią wręcz kwintesencję piękna i pojęcia drzewa. Nigdy bym nie wpadł na to, że kogoś mogą one… straszyć.

    Na koniec chciałem tylko zwrócić uwagę na nieocenione właściwości tak dużych drzew w miastach, związane z produkcją ogromnych ilości tlenu tlenu („na oko” kilkadziesiąt razy większą niż w przypadku równowiecznej „brzózki”), oczyszczaniem powietrza z rakotwórczego pyłu zawieszonego (usuwają 50-60% tegoż), regulacją stosunków wodnych i wreszcie „produkowaniem” drogocennego cienia w miejskich betonowych pustyniach. I wszystko to w zaledwie kilka – kilkanaście lat od posadzenia!

    Jeśli kogoś jeszcze nie przekonałem, że topole są piękne, zapraszam na swoją stronę internetową http://www.mojedrzewa.pl, w szczególności na podstronę poświęconą topolom: http://www.mojedrzewa.pl/atlas/topola/topola.php :).

    Pozdrawiam, Piotrek

    • Witam i dziękuję za interesujący komentarz. Publikując nagonkę na topole spodziewałam się takich głosów jak Pański. Pana stronę znam i cenię od dawna. Cieszę się więc, że zgadzamy się przynajmniej w kilku punktach. Jeśli chodzi o brzozy – proszę pozwolić że wyjaśnię jaka przyświeca mi odnośnie tych drzew myśl – w moim odczuciu są równie nietrwałe jak topole, oraz potrafią tak samo śmiecić i uczulać. Ale mają inne zalety które w moich oczach czynią je dużo bardziej wdzięcznymi gatunkami. Co do uczulania – nie wiem na jakich źródłach się Pan opiera, bo moje informacje wynikające z doświadczenia jednoznacznie świadczą na niekorzyść topoli pod tym względem. Jeśli zaś chodzi o upodobania estetyczne – dlaczegóż by o tym nie dyskutować? Jestem zwolennikiem traktowania estetyki jak każdej innej dziedziny w której obowiązują pewne normy, niektóre niezmienne od czasów antyku. Bez dyskusji o estetyce nie było by historii sztuki czy architektury. O estetyce zieleni miejskiej wręcz trzeba rozmawiać! Rozumiem podziw dla monumentalizmu topoli białej – zgoda. Przyznam że i mnie niektóre dorodne okazy wydają się piękne. Jednak wszystko zależy od kontekstu, dla mnie wielkie miasto to nie jest odpowiednie otoczenie dla tych drzew co wydaje mi się podkreśliłam dość dobitnie. O tym że nie przekreślam wszystkich gatunków topoli może się Pan przekonać czytając inne moje wpisy na blogu. A jeśli chodzi o łatwość rozsiewania się… cóż, widać czytamy inne książki i żyjemy w innych regionach. Ja będę się upierać że osika to drzewo ruderalne, gatunek pionierski, rozsiewa się jak chwast, mam z nim nie lada problem w ogrodzie. Jeszcze raz dziękuję za merytoryczny głos 🙂 Pozdrawiam. Pola

  5. Uwaga, właśnie zakończono wycinkę topól – drapaków przy Zespole Szkół przy ul. Wroniej w Warszawie. Czyżby ktoś stamtąd przeczytał ten artykuł? Nareszcie otoczenie szkoły wygląda dobrze. Pozostały tylko zdrowe, ładne klony. Nikt nie płakał….

    • No cóż – to blog osobisty zawierający wiele wątków autobiograficznych. Wspomnienia z dzieciństwa są z przymrużeniem oka rzecz jasna. Piszę tak jak sama chciałabym żeby się pisało na blogach- z perspektywy osobistych doświadczeń. Suchy tekścik o topolach to można sobie przeczytać na jednym z komercyjnych portali 🙂 No ale rozumiem, że nie wszystkim może odpowiadać moje poczucie humoru. :/ Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *