Kazimierz Dolny / Mój ogród / Róże / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie # 10 – Zielone Świątki

Dzieci w ogrodzie – pomoc czy wieczny kłopot? To zależy wyłącznie od nas. Moja córka Józia (2,5 r.) już od dawna stawia pierwsze kroki jako ogrodniczka. Ma swój zestaw narzędzi, taczkę, poznaje coraz to nowsze nazwy roślin. Uczestniczy w wielu pracach ogrodniczych oraz w zakupach, choć przyznam, że to ostatnie zazwyczaj należało do wątpliwych wspólnych przyjemności. Wizyta z Józią w szkółce lub markecie ogrodniczym oznacza stałe dzielenie uwagi. Z jednej strony fascynujący świat roślin, z drugiej –  córeczka „odkrywająca” coraz to nowe okazy i rozrabiająca na wszelkie możliwe sposoby. W ten weekend także pojechałyśmy razem na zakupy, między innymi do mojej ulubionej puławskiej szkółki. Kolejny raz podsumowałabym takie wyjście jako męczące i mało satysfakcjonujące, gdyby nie pewien nieoczekiwany zwrot akcji.

naparstnica apricot

Psotnica Józia przez przypadek odkryła w puławskiej szkółce rzadki okaz hybrydowej naparstnicy.

Józia po kilku początkowych ekscesach (ochlapaniu się wodą z fontanny, poprzestawianiu doniczek z ziołami, załadowaniu na wózek kilku zupełnie niepotrzebnych okazów, namówieniu mnie na konewkę za 17zł) dokonała niezwykłego odkrycia. Uciekła mi na koniec szklarni pełnej hortensji, wkradła się przez rozerwaną folię na szkółkowe zaplecze i pobiegła gdzieś między zagony a sterty kompostu. Biegnąc za nią potknęłam się o coś. I tu nastąpiło wspomniane zaskoczenie – tadaam! Moim oczom ukazał się stojący na ścieżce jeden jedyny okaz oryginalnej byliny, którą kojarzyłam jako „Plant of the year” Chelsea Flower Show 2012. Przyjrzałam się bliżej – hah! Metka z nazwą Digitalis Illumination Apricot rozwiała moje wątpliwości. Oto właśnie przez przypadek moja córka nakierowała mnie na rzadki okaz, niemal niedostępny w Polsce. I to tutaj, w Puławach. Wydarzenie to, dla mnie graniczące z cudem, sprawiło że momentalnie zapomniałam o wcześniejszych wybrykach mojego dziecka. Józiu – pomyślałam – ty to masz nosa! Ku mojemu zdziwieniu naparstnica hybrydowa z serii Illumination wyhodowana przez legendarną brytyjską firmę Thompson & Morgan, nagrodzona złotem na Chelsea i wielbiona przez brytyjczyków – była na sprzedaż. Pracownica szkółki wyraziła się, że to jakaś roślina „z kolekcji szefowej” i dała mi do zrozumienia, że wycenia ją w drodze wyjatku (obie wiedziałyśmy, że okaz ten pochodzi z zaplecza i nie jest szeroko dostępny w sprzedaży). Ruda naparstnica, z różowawym rumieńcem i ciemnymi, gładkimi, lśniącymi liśćmi była moja. I to za grosze! Dodajmy, że jest to naparstnica bylinowa, stale kwitnąca (ponoć do 6 miesięcy bez przerwy!) i sterylna. Po takim początku weekendu dalej mogło być już tylko lepiej 🙂

martwa natura z piwoniamizielone świątki

W naszych stronach podobnie jak w wielu częściach Polski, w Zielone Świątki (Święto Zesłania Ducha Świętego) dekoruje się domostwa i podwórka tatarakiem. Przyznam jednak nieskromnie, że mój ogród wyglądał w ten weekend tak pięknie, że chyba nie wymagał już żadnej dodatkowej dekoracji 😉

rabata bylinowa wczesnym latem rabata bylinowa wczesnym latem 4  rabata bylinowa wczesnym latem 2

Poza posadzeniem nowo zakupionych roślin (zdjęcie poniżej) nie wykonywałam zbyt wielu prac, bo zwyczajnie nie miałam siły. Żar lejący się z nieba tak mnie obezwładnił, że wolałam raczej odpoczywać patrząc na kwiaty.

kwiatowe zakupy

Dużo mieliśmy sadzenia, ale to przecież sama przyjemność. Wśród nowych zakupów poza naparstnicą znalazły się niecierpki, upragnione różowo-listne żurawki, zioła i różowa odmiana kłosowca.

wykopywanie krzewu z rabaty

Mój mąż pomimo skwaru był tak dobry zajął się karczowaniem wielkiej budlei, która nie wiedzieć czemu w tym roku przemarzła. To naprawdę dziwne biorąc pod uwagę jak lekką mieliśmy zimę. Wcześniejsze zimy znosiła bez szwanku… Paradoksalnie śmierć budlei mnie cieszy, bo bez niej rabata stanie się jednolicie bylinowa. Na jej  miejscu będą rosły sadźce.

Reszta rodziny zajmowała się czynnościami z kręgu relaksacyjno – wypoczynkowego. Niektórzy nawet zażywali kąpieli na świeżym powietrzu.

kąpiel na dworze

rdest himalajski i kocimiętkapiwonie biało różowe początek lata w ogrodzieodwiedziny piwonia w kolorze wina

knedle z truskawkami

Pyszne knedle z truskawkami domowej roboty – miałam na nie ochotę od kilku dni, dzięki opowieściom pani Romy, którą pozdrawiam serdecznie.

To, że głównie objadałam się smakołykami, nie oznacza, że w ogrodzie nie było żadnych prac do wykonania. Ogród wymaga teraz wiele przycinania i nawożenia. Mam wrażenie, że niektóre krzewy trzeba ciąć niemal co tydzień (np. ligustr). Właśnie teraz powinno się przycinać niektóre jaśminy (aka jaśminowce) – wśród naszych kilka już przekwitło, inne są właśnie w apogeum kwitnienia.

jaśmin

Na rabatach jeszcze nie skończył się festiwal piwonii (u mnie właśnie zakwitły te najpiękniejsze – bordowe, różowe zaś padają w 30-stopniowym upale), a już wkroczyły róże. Oto kilka z moich ulubionych odmian:

pastele i fiolety róża angielska i kocimiętka róże angielskie

To co widać u góry, to moja ukochana róża angielska. Niestety nie znam nazwy tej odmiany (nie była opisana), czego bardzo żałuję. Chciałabym dokupić tych krzewów nieco więcej, niż moje 4 sztuki, bo to roślina całkowicie bezproblemowa. Naprawdę mam porównanie, bo trzymam jeszcze kilka starych odmian róż, o których zdrowie wiecznie drżę. Przy nich „angielka” to istny cyborg: niezniszczalny, nie przemarza, nie choruje, nie trzeba jej przycinać, nie wymaga podpór (chyba, że ktoś ma mało miejsca). Pachnie, kwiaty pojawiają sie non stop od maja do października (lub dłużej). Niekiedy jednocześnie 4-5 pąków na jednym pędzie. Ta róża to skarb. Pochodzi ze szkółki PNOS S.A. w Ożarowie Mazowieckim (mieszczącej się w Warszawie przy ulicy Krakowiaków). Byłam tam niedawno w nadziei, że odnajdę znów w sprzedaży moją różę i dowiem się co to za odmiana. Sadzonki czegoś co wyglądało identycznie wprawdzie były, ale bez żadnego szczegółowego opisu. Na metkach jedynie lapidarne „róża angielska parkowa”.

róża rugosa x rosa rugosa x

Inną różaną piękność (u góry) znam za to bardzo dobrze „z nazwiska”. To hybryda róży pomarszczonej (Rosa rugosa) i jakiegoś polianta, występująca pod nazwą Rosa ‚F.J. Grootendorst’. Tak piszą o niej w katalogu ZSZP: „(…)Krzewy tworzą intensywnie wybarwione, amarantowo karminowe kwiaty, nie blaknące, małe 3-4 cm średnicy, pełne, z ząbkowanymi płatkami luźno wypełniającymi kwiat. Kwiaty są gęsto skupione po 20-30 w kwiatostanach, są lekko pachnące. Pojawiają się w początkach czerwca przez 3-4 tygodnie, a potem krzew powtarza kwitnienie w różnej obfitości aż do mrozów. Odmiana przekwita czysto, nie zawiązuje owoców, stąd nie ma potrzeby wycinania przekwitłych kwiatostanów.(…)” Wszystko to prawda. Jedyną wadą tej róży jest to, że zapada czasem na choroby grzybowe. Pomaga miedzian, ale nawet bez opryskiwania zdobiła mi niejednokrotnie ogród do późnej jesieni.rosa mundiMarmurek który widzicie u góry, to z kolei słynna „Rosa mundi”. Kupiłam ją w Nałęczowie, po tym jak przeczytałam w podręczniku RHS, że jest to prawdopodobnie najstarszy kultywar róży znany w Europie. Możliwe, że uprawiano ją już w Średniowieczu. Rosa mundi jest więc jak ogrodniczy antyk. Kwitnie tylko raz w roku. Jej kwiaty mają charakterystyczny malinowo – różowy wzorek.róża von HeiderbergA teraz moja inna kwitnąca tylko raz faworytka. Niestety nie pamiętam nazwy – mam ją gdzieś zapisaną i jak tylko odszukam, to uzupełnię. Kwiaty w kolorze pudrowego różu, małe, matowe ciemne listki i cudowny zapach w czerwcu. Właśnie ze względu na tę retro-woń posadziłam ją w moim ogrodzie.róża stara odmianaI jeszcze jedna róża, odziedziczona po poprzedniej właścicielce działki. Wygląda trochę jak z pocztówki dźwiękowej z PRL, albo z dawnego opakowania wedlowskich bombonierek. Ma w sobie czar i kicz lat 70 i 80. Strasznie choruje, kwitnie późno i jeszcze ten dziwny kolor… Ale lubię ją, bo to jedna z niewielu nie-różowych róż jakie mam.rabata bylinowa wczesnym latem 3 żelaźniakRóże traktuję jedynie jak cukierki, bo prawdziwym „głównym daniem” w moim ogrodzie są rabaty bylinowe. Obecnie trwa spektakl różu i fioletu. Już wkrótce rozpoczną kwitnienie kwiaty o innych barwach i nasadzenia zaczną się „złocić” aż do późnego lata. Właśnie zakwita jedna z moich ulubionych roślin czyli żelaźniak krzewiasty Phlomis russeliana. Więcej o tej wspaniałej bylinie przeczytacie tutaj


Na koniec relacji z ostatniego upalnego weekendu w ogrodzie zamieszczę kilka zdjęć na szybko wykonanych w Kazimierzu Dolnym. Znów odwiedziłam klasztorny ogród Reformatów. Urzekła mnie ściana obrośnięta dwoma gatunkami róży (białej i czerwonej) a także śliczna piwonia w ogródku przy ul. Tyszkiewicza. Kazimierz inspiruje – bezustannie!

dwa gatunki róż w ogrodzie przyklasztornympiwonie o kwiatach pojedynczychKazimierz Dolny panorama

Zobacz również

5 komentarzy do “Weekend w ogrodzie # 10 – Zielone Świątki

    • Z pewnością załatwił ją przymrozek. W naszych stronach zdarzały się one jeszcze w maju. Budleja przetrwała do marca (pisałam wtedy na blogu, że wszystko w ogrodzie wygląda świetnie) więc ją przycięłam dość krótko, jak czynię to co roku. To chyba dało jej sygnał do startu, soki poszły, no i temperatura zrobiła swoje. Mam jeszcze inną budleję, a szczerze mówiąc cieszę się, że tamtej już nie ma bo była wielka i strasznie dużo było przy niej obrywania „suszków”.

  1. Dzieci w ogrodzie są słodkie, ale ich chęć do pracy i pomocy potrafi narobić więcej szkód, niż pożytku. Mam takiego trzylatka na stanie. To mój siostrzeniec, który ma wielką chęć do pracy w ogrodzie i potrafi się zachwycać kwiatami, owocami i wszystkim, co tam rośnie, ale przy tym biega na oślep depcząc rosliny i każdą kroplę wody wykorzysta do podlewania, niekoniecznie tam gdzie trzeba. A jak wody zabraknie, to ją odkręca i leje gdzie popadnie dopóki ktoś nie zauważy tej radosnej zabawy w ogrodnika 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *