Inspiracje / Mój ogród / Ogród ozdobny / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #12 – Leniwy lipiec

Józia

To niesamowite, jak wielką różnicę dla lipcowego ogrodu oznacza skoszenie trawy. Nie było mnie na działce trzy tygodnie. W tym czasie jedynie mąż zajrzał raz czy dwa by dopełnić swojego rytuału przycinania trawy. Przyjeżdżając na wieś po takiej nieobecności spodziewałam się więc chwastów, przekwitłych wiechci wczesnych bylin, szkód wyrządzonych przez zwierzęta, ale nie „trawnikowej katastrofy”. Mijane na trasie Warszawa – Kazimierz Dolny łany zbóż, zarośnięte rowy i pobocza z pokładającymi się od własnego ciężaru wybujałymi chwastami powinny jednak dać mi do myślenia. Nasza działka zarosła podobnie jak wszystko dookoła! Jakby na domiar złego, ten weekend był w połowie deszczowy. Na tyle, że nie pozostało wiele czasu na ratowanie przerośniętego trawnika. Zdążył przerodzić się w bzyczące żerowisko dla pszczół.

maki

Tak wyglądały pola po drodze na naszą wieś…

pole pełne maków

Ten blog ma dodawać otuchy wszystkim nie mającym wystarczająco dużo czasu na pielęgnowanie swych ogrodów. Dlatego teraz pokażę Wam mój niezbyt doskonały, żeby nie powiedzieć daleki od perfekcji trawniczek. Pośrodku widać pasmo po świeżym przejechaniu kosiarką. Widząc taki łan koniczyny nie byłam zachwycona. Wystarczyło jednak koszenie, plus trochę przycinania żywopłotów i efekt poprawy stanu ogrodu od razu był widoczny. Po raz kolejny sprawdziło się lubiane przeze mnie angielskie powiedzonko: „lawns and hedges, paths and edges„. Tym którzy jeszcze go nie słyszeli, objaśnię: dla zadbanego ogródka najistotniejsze są cztery elementy: trawniki, żywopłoty, krawędzie (trawników) i ścieżki. Krawędzie „ogarniam” raz na dwa miesiące i to wystarcza. Żywopłotów u nas niewiele, więc przycinanie zajmuje ok 30 minut. Koszenie to już grubsza sprawa, ale za to nie mamy żądnych ścieżek, więc czwarty element odpada. Wniosek? Szybko doprowadzamy ogród do „stanu używalności” nawet po niemal miesięcznej nieobecności 🙂

trawnik

Zwykle o tej porze roku opada już ze mnie wiosenny ogrodniczy zapał. Nie jestem tak pochłonięta pielęgnowaniem rabat jak powiedzmy w maju i kwietniu. Jest gorąco, parno, słońce pali, owady dokuczają (te wstrętne komary!). Trudno mi mobilizować siły by spędzać popołudnia na grządce. Decyzję o lenistwie ułatwia mi też konstrukcja ogródka. W lipcu „bylinowa łąka” jest już tak rozrośnięta, że mało który chwast się przez nią przebija. Nawet jeśli się zdarzy, że coś niepożądanego tam wyrośnie, to po prostu tego nie widać w gąszczu pięknych kwiatów.

rabata bylinowa

Nawet jeśli w tej gęstwinie roślin zdarzy się jakiś chwast, to szczerze mówiąc ja go nie dostrzegę. Nie wchodzę nawet na rabatę o głębokości 3 metrów i szerokości kilkunastu metrów gdy rośliny powoli zaczynają mi sięgać do pasa, do szyi i wyżej. Jedyna pielęgnacja którą funduję teraz moim bylinom to okazjonalne obcinanie przekwitłych kwiatów (np. u piwonii i irysów rosnących przy brzegu niezbędne). Rośliny dwuletnie zostawiam z nasionami by się rozsiewały same.

rabata latem

Ktoś pewnie powie, że straszny u mnie bałagan… ale ja najbardziej lubię takie wybujałe i dzikie rabaty tonące w kwiatach.

żelaźniaki i tawułki

Niezastąpiony żalaźniak dalej zdobi, mimo że już przekwitł. Obok ciemne tawułki, dalej złocienie, przegorzany, szałwie muszkatołowe i pysznogłówka.

akant

ogrodnicze marzenie zrealizowane – w tym roku zakwitł mi akant.

Lipiec to czas kwitnienia moich nielicznych ogrodowych rarytasów. Po raz pierwszy cieszą mnie w tym roku kwiaty akantu Acanthus mollis. Marzyłam o posiadaniu tej rośliny od czasu studiów (motyw liści akantu to klasyka od starożytności, bardzo popularny motyw zdobniczy w detalach architektonicznych w każdej niemal epoce). Dziwne, że architektów tak fascynowały liście, a nie kwiaty tego „śródziemnomorskiego ostu”. Moim zdaniem mają w sobie trochę z egzotycznego uroku storczyków albo naparstnic kanaryjskich. Podoba mi się ich subtelny kolor śliwkowo – liliowy. Puchnę z dumy, że delikatne grecko – rzymskie akanty przezimowały w lubelskiej glinie na mojej rabatce. Sadzonki przywiózł mi mój daleki wujek – typowy garden freak na emeryturze, który z kolei dostał je od córki podróżującej po Chorwacji. W obrębie basenu morza śródziemnego akanty są bardzo pospolite.

Rudbeckia occidentalis

Szara eminencja w moim ogródku – rudbekia zachodnia.

Inna niepozorna dama na mojej tzw. „żółtej rabacie” to rudbekia zachodnia Rudbeckia occidentalis. Jej kwiaty przybierają formę czarnych „pałeczek” jak ja to lubię kolokwialnie nazywać. Cenię sobie tego typu byliny jako roślinę towarzyszącą. Same w sobie może nie są spektakularne, ale posadzone w grupie i umiejętnie powtykane pomiędzy okazalsze kępy zwartch bylin, są niezastąpione. Wprowadzają moim zdaniem bardzo naturalistyczny efekt do każdego bylinowego nasadzenia. Podobne, lecz mniejsze i bardziej kolorowe „pałeczki” czy „bazie” na patykach mają czosnki główkowate  Allium sphaerocephalon (je też z powodzeniem uprawiam) i krwiściąg Sanguisorba officinalis. Ten ostatni choć piękny, preferuje podmokłe gleby, więc nie w każdym ogrodzie się uda. Sadzę rudbekie zachodnie razem z krwawnikiem wiązówkowatym Achillea filipendulina, który ma formę wielkich żółtych talerzy (widoczny w soft fokusie na zdjęciu powyżej). Razem wyglądają moim zdaniem bardzo ciekawie.


Skoro poruszyłam temat koloru żółtego… jest to moja zmora i chciałam o niej napisać od dawna. Trudno jest nie ulec pokusie sadzenia żółtych roślin kwitnących latem. Są efektowne, trwałe, stanowią wyrazisty akcent na rabatach. Zazwyczaj są to przedstawiciele odpornej i łatwej w uprawie rodziny roślin astrowatych (złożonych). Naturalnie żółte bywają też inne rośliny, choćby róże. Ale astrowate mają zdaje się najbardziej „wyzywający” charakter. Wielu projektantów ogrodów stroni od żółtych roślin i określa je jako „zbyt nachalne”, mało subtelne etc. Coś w tym jest. Słoneczniczki, rudbekie, gailardie, nachyłki – są ładne, trwałe i uniwersalne. Ale czy nie przyćmiewają zbytnio innych roślin? Żółty to wbrew pozorom trudny kolor. O ile ma odcień blady, tak jak w przypadku wspomnianego przed chwilą krwawnika wiązówkowatego czy żelaźniaka, o którymi pisałam tutaj , da się go zestawić w większych kompozycjach. Pasuje do fioletu, koloru rdzy i purpury. Ale odcień tzw. słonecznej żółcieni? Jakoś nie mogę go pokochać. Dałam wprawdzie w tym roku szansę otrzymanym w prezencie rudo-żółtym rudbekiom owłosionym Rudbeckia hirta. Posadziłam je w tylnej części rabaty bylinowej. Sądziłam, że ich sielski charakter będzie harmonizował z resztą ogrodu. Nie wzięłam jednak pod uwagę, że tuż obok w podobnym czasie zakwitną różowe floksy, łososiowy liliowiec i niebieska hortensja. Ta gryząca się mieszanka kolorów przyprawia mnie teraz o ból zębów…

pstrokata rabata

W tym roku po raz pierwszy na wielkiej rabacie bylinowej zakwitły rudo-żółte rudbekie owłosione. Niestety, tak bardzo razi mnie ich kolor, że będą musiały stąd odejść. Swoją drogą, błękit hortensji również wydaje się tutaj wyjątkowo nie na miejscu. Wygląda jakoś sztucznie, a to dopiero początek kwitnienia. Muszę chyba pomyśleć o innym stanowisku także dla niej.

liliowce i rudbekia

Nieco lepiej sprawa rudbekii owłosionych ma się w innej części ogrodu, gdzie zostały posadzone w towarzystwie pomarańczowo-żółtych liliowców. Niestety kolor „majtkowego” floksa z tyłu niekoniecznie się z nimi ładnie komponuje…

dom od strony kuchni

Im dłużej uprawiam słoneczno-żółte byliny, tym bardziej utwierdzam się, że dobrze wyglądają solo. Najlepszym partnerem dla tego odcienia jest po prostu zieleń. I choć czasopisma ogrodnicze opiewają tzw. „ogniste rabaty” bazujące na odcieniach ciepłych z czerwienią i brązami, to chyba jeszcze nie widziałam  udanego nasadzenia tego typu w naturze. Na zdjęciu słoneczniczek szorstki otoczony przez miętę i oregano w inspekcie – poczekalni.

Kończąc wątek koloru żółtego – może moja niechęć do niego pochodzi od złych skojarzeń. W ikonografii to Judasz zawsze miał żółtą szatę. Ten kolor to symbol zdrady, a niekiedy też zepsucia. Żółty w wersji brązowo – pomarańczowej występuje masowo w naturze jesienią i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pojawienie się kwiatów o takiej barwie w lipcu zwiastuje przedwczesny koniec sezonu. Żółty ogród szybko wydaje się zmęczony, szczególnie jeśli kolorom kwiatów towarzyszą brązowiejące liście roślin (w sierpniu piwonie i irysy mają na sobie zazwyczaj już nieco brązu) i np. usychające źdźbła traw. Nic bardziej nie „podbija” tych spalonych odcieni ochry, niż żółty. Jedyny odcień żółtego, który znajduje zastosowanie na moich rabatkach to „blady” czy „waniliowy” żółty. Tymczasem przedstawiam kilka roślin które można ewentualnie próbować komponować ze słonecznym żółtym: oto brązowo – bordowe liliowce, purpurowe dalie, niebiesko fioletowe powojniki, liliowe i czerwone pysznogłówki.

ciemne liliowce dalia clematis pysznogłówka liliowa pysznogłówka czerwona

Chcąc nie chcąc jeśli pragniemy zachować w ogrodzie wszystko co kochamy oraz jeśli nie planujemy się pozbywać roślinnych prezentów od przyjaciół i rodziny, skazani jesteśmy na ogródek multikolor. W sumie nie uważam by takie rozwiązanie było najgorsze. Wszystko przecież zależy od kontekstu. Takie nasadzenie powiedzmy na blokowisku by mnie raziło. Ale też mam wrażenie, że w pstrokaciźnie jest poniekąd zawarta „wiejskość” i „sielskość” ogródka. Dlatego z uśmiechem patrzę na nasze wielobarwne nasadzenia i samosiejki malw w kolorach – niespodziankach na naszym podwórku.

nasze podwórko

Powoli nadchodzi czas gdy koloru w ogrodzie będą dodawały nie tylko kwiaty i liście, ale także owoce. Wiśnie i porzeczki są już od dawna. Właśnie teraz dojrzewają owoce dzikich róż, jarzębin i kaliny.

wiśnie 4

wiśnie 2

Na koniec wpisu pokażę jeszcze tzw. sneak peek z naszej kolekcji hortensji. Kwitnąca na jednorocznych pędach Hydrangea „Pink Annabelle” już prezentuje swoje kule, które przywodzą na myśl malinowy sorbet. W cienistej części ogrodu szykują się do kwitnienia hortensje niebieskie i różowe z gatunku macrophylla. Wielkie jak główka kapusty kwiaty są naprawdę spektakularne i pozostaną z nami w ogrodzie aż do jesieni. CDN…

hortensje cienista rabata hortensjaidą na porzeczki

wiśnie 1

winniczek

Zobacz również

3 komentarzy do “Weekend w ogrodzie #12 – Leniwy lipiec

  1. Najpiękniejszym kwiatuszkiem w tym ogrodzie jest Józefinka! Zdjęcia zachwycające a i tak nie oddają w pełni piękna przyrody. Ech, jest się z czego cieszyć na tej ziemi…

  2. Malwy bardzo pięknie się prezentują.
    Zółty udanie towarzyszy bielii. To subtelne połączenie, np. żółte i białe róże, liliowce (żółte i kremowe), dalie. W przypadku żóltych roślin wolę mieszanki kolorów w obrębie jednego gatunku. Tak popularna mieszanka zóltego i fioletu u mnie wysctępuje w postaci żóltych liliowców i fioletowych szałwi.
    I jeszcze zdziwienie trawnikiem: to ma być ów zaniedbany trawnik? Spodziewałam sięobrazków suchych badyli a tu po prostu zilony dywan z ornamentem koniczyny.
    Przycięty trawnik i zadbane brzegi rabat potrafią „zrobić” ogród (co widać na załączonych obrazkach).

    • Też mam u siebie klasyczny zestaw żóltych liliowców i fioletowych szałwi. Szkoda tylko, że zdobi on przez krótki czas (mimo że te liliowce to ponoć najdłużej kwitnące Stella d’Oro). Zestaw żółto – biały z kolei miałam dawniej na jednej z rabat. Były to słoneczniczki posadzone razem z floksami „Rembrandt”, a pomiędzy nie wtykałam właśnie dalie, tak jak proponujesz 🙂 ładnie wyglądały ciemne Nuit D’Ete. Całość jednak mnie znudziła i została „rozparcelowana”. Teraz mam fazę na znacznie ciemniejsze, nasycone kolory. W dużym ogrodzie są nieocenione, widać je nawet z daleka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *