Byliny / Mój ogród / Ogród ozdobny / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #15 – Indiańskie lato w królestwie bylin

ogród wrzesień 6Józia i ja

Umówiłam się z moimi warszawskimi przyjaciółmi na spacer. Zaproponowali porę „po pracy”, czyli około 18.30, ale szybko zrezygnowali. Ostatecznie postanowiliśmy przenieść spotkanie do mojego domu, gdyż jak się wyraziła jedna osoba: „spacer wieczorem będzie oznaczał konieczność wyjęcia puchowej kurtki„… że już lato się skończyło, że jest już zimno i ponuro… Czy rzeczywiście? Zastanawiam się co bym zrobiła wraz z nastaniem września w Warszawie, gdyby nie mój lubelski ogród. To on podtrzymuje we mnie wiarę, że pogoda wciąż będzie piękna. Nawet gdy aktualnie pada i wieje. Tutaj sezon kończy się w listopadzie, a niekiedy jeszcze później. Tonące teraz w kwiatach rabaty nie pozwalają myśleć o chłodach. Szczególnie, że nad głowami latają tu kolorowe ptaki, a w łubiankach pełno jest soczystych malin i porzeczek. I nawet narzekanie warszawskich znajomych na pogodę nie przeszkadza mi się cieszyć schyłkiem lata. To dla mnie najpiękniejsza pora roku. Amerykanie określają ją „indian summer„. To czas gdy cienie kładące się na trawniku są coraz dłuższe, kwiaty traw i wysokich bylin kołyszą się na wietrze niekiedy splątane pajęczą siecią. Podobno dawniej właśnie ta pora była najczęściej wybierana przez indiańskie plemiona by organizować napady na osady białych kolonistów, stąd nazwa. Indiańskie lato w moim ogrodzie jest naprawdę piękne. I wtedy kiedy świeci słońce i wtedy gdy całe wzgórze tonie we mgle.

ogród wrzesień mgłamotyl marcinkiogród wrzesień 8 ogródogród wrzesień 7 ogród wrzesień 4

Właśnie teraz moje ukochane wysokie byliny – sadźce – są w punkcie kulminacyjnym długiego okresu kwitnienia. Niektóre wyrosły na 3 metry! Pomiędzy nimi widać delikatne trawy ozdobne: proso rózgowate Panicum virgatum (mam odmiany „Heavy Metal” i „Prarie sky”), rozplenicę japońską Pennisetum alopecuroides „Hammeln„, śmiałek darniowy Deschampsja caepitosa i trzcinnik krótkowłosy Calamagrostis brachytricha. Lubię też tzw. marcinki (Aster novae-angliae  i Aster novii-belgii), chociaż dawniej miałam do nich więcej „serca” i cierpliwości. Zaczyna mnie irytować ciągła konieczność dzielenia ich i rozsadzania na nowo. W dodatku nie przycięte zaraz po kwitnieniu, szybko się rozsiewają, co też bywa kłopotliwe. Co jeszcze u mnie kwitnie? Całe mnóstwo bylin. Raczej tych popularnych, więc nie będę się rozpisywać –  jestem pewna, że poznacie je sami na zdjęciach. No i hortensje. Mamy ich bardzo wiele. Sama nie wiem które podobają mi się najbardziej. Chyba te najmniej kłopotliwe – drzewiaste. Nie trzeba ich podpierać, ochraniać na zimę, a kwitną wspaniale. Wyglądają jak różowe i białe porcje waty cukrowej.

rudbekia trilobahortensjakrowa na poluhortensje 1hortensje

Chciałabym napisać o moich „późnosezonowych ulubieńcach” z grupy roślin jednorocznych i dwuletnich. Są nimi jednoroczna Rudbeckia triloba (zdjęcie wyżej) i kłosowiec. Rudbekia mimo że jest żółta, skradła moje serce. Jej okrąglejsze i drobniejsze niż u znanej rudbekii błyszczącej kwiatki mają moim zdaniem dużo więcej wdzięku, skromności i klasy. Ten gatunek łatwo się sam rozsiewa i kwitnie pod sam koniec lata. Podobnie jest z kłosowcem – nie wiem jaki mam gatunek, ale ten fioletowy lubię szczególnie ze względu na piękny anyżkowy zapach, który roztacza. Jeśli lubicie dzikość w ogrodzie i samosiejki, koniecznie spróbujcie uprawiać te kwiatki. Kłosowce są różne. Oprócz tych które widać na zdjęciach mam też inne, bylinowe, w kolorze różowym (prawdopodobnie Agastache mexicana „Pink Haze”).

rozchodniki Matrona rozchodniki 1 ogród wrzesień 00 ogród wrzesień 3 rabata

Kolejne rośliny bez których nie wyobrażam sobie późno-sierpniowego i wrześniowego ogrodu to rozchodniki. Najbardziej lubię trzy: Sedum „Matrona”, Sedum „Herbstfreunde” i purpurowy Sedum telephium. Matrona i Sedum telephium mają dodatkową zaletę – wczesnym latem ich rozety liściowe przebarwiają się na niebieskawo i są dodatkowym atutem w kompozycjach. Jak widzicie, wbrew obiegowej opinii, rozchodniki lubią także glebę gliniastą. Na zdjęciach mógł się Wam rzucić w oczy też mój bylinowy ulubieniec – żelaźniak, o którym niedawno pisałam dość obszernie tutaj. Jego liście wyglądają nadal świeżo i zdrowo, czego nie można powiedzieć o sąsiednich liliowcach. Żelaźniak zdobią też zrudziałe pędy z przekwitłymi kwiatostanami. To naprawdę uniwersalna bylina o wielu zastosowaniach, uwielbiam ją za ten strukturalny look na którym mogę polegać niezależnie od pory roku.

sadźce 1sadziecsadźce atropurpureum

Rzadko widuję sadźce plamiste Eupatorium maculatum w innych ogrodach. Zupełnie nie rozumiem dlaczego… Czy ludzie boją się ich ekspansywności? Przecież to tylko pozór, że zajmują mnóstwo miejsca. U mnie są bardziej zdyscyplinowane niż np. rudbekie. Owszem, pod koniec sezonu ich kępa robi się ogromna i rozchyla na boki, ale to dlatego, że jej nie podpieram. Gdybym „kazała” sadźcom stać na baczność i musztrowała je za pomocą podpór, zapewne zajęłyby znacznie, znacznie mniej miejsca. Ich łodygi rosną przecież w górę, a nie wszerz. Wiedzcie, że przez cały sezon jedna kępa sadźców zajmuje powierzchnię gruntu maksymalnie o średnicy około 50 cm średnicy. Można dookoła nich swobodnie planować inne nasadzenia, niekoniecznie tak wysokie jak u mnie (luźny pokrój sadźców przepuszcza sporo światła, więc roślina nie zacienia tego co rośnie obok). To kolejna zaleta – sadząc te kwiaty, możecie mieć rabatę atrakcyjną z każdej strony. W moim ogrodzie największą rabatę ogląda się właśnie z wielu różnych perspektyw i z każdej sadźce są piękną kolorową dekoracją. Eupatorium maculatum to skarb. Aż dziwne, że w swojej ojczyźnie – Ameryce – nosi nazwę „Joe-Pye weed” (czyli jakiś-tam „chwast”). Sadźce obdarzają nas wielkimi kwiatami w kolorach różu i purpury (niektóre odmiany z grupy atropurpureum mają też bordowe łodygi) właśnie wtedy, gdy wydaje się, że sezon się kończy. Są bezproblemowe – nie chorują, nie potrzeba im wiele wody. Wymagają mniej zachodu, niż dalie czy hortensje. Ja sypię im wiadro kompostu co roku na wiosnę i to wystarcza. Myślę, że na słabszej glebie po prostu wyrosłyby bardziej niepozorne. Przyciągają mnóstwo motyli. Są ciekawym sposobem na podzielenie ogrodu. U nas z chwilą rozrostu sadźców pewne zakątki przestają być widoczne i tworzy się tajemnicza atmosfera. Gorąco Wam polecam te byliny. Wystarczy jedna sadzonka, resztę uzyskacie z nasion lub przez podział („wyhodowałam” już kilka własnych odmian!).

prosiak

Pewnie się zastanawiacie, co robi na końcu dzisiejszego wpisu to zdjęcie świni? Wrzucam je jako zamiennik. Chciałam mianowicie pokazać i opisać zupełnie inne zwierzę, ale nie mam zdjęcia. W czasie tego weekendu w ogrodzie widziałam bowiem naszą osobistą kunę. Przebiegła jakieś 3m ode mnie gdy wyrywałam chwasty na rabacie. Jakie to piękne stworzenie! Widzieliście kiedyś kunę w całej okazałości? Cieszę się, że jako zwierzę nocne kuna zdecydowała się wyjść z kryjówki w naszym dachu w ciągu dnia i przespacerować się po ogrodzie. Ja wspomniałam, nie udało mi się zrobić zdjęcia, ale przynajmniej mam zdjęcie świnki sąsiada, którego gospodarstwo odwiedziłyśmy z Józią w niedzielę. Ogród na wsi dostarcza wrażeń nie tylko ogrodniczych, to jest miejsce gdzie na 100% można obcować z naturą. Powinniście tego spróbować!

Zobacz również

3 komentarzy do “Weekend w ogrodzie #15 – Indiańskie lato w królestwie bylin

  1. Piękne zdjęcia Polu, ale w naturze jeszcze piękniej, a do tego dźwięki, zapachy…Chciałam też donieść, że wiewiórka Marusia obrabowała już dwa drzewa z wszystkich orzechów, dzięcioł Zenek jej w tym wydatnie pomagał. Zając Kicki zdążył poobgryzać młode drzewka, a odyniec Zdzich przekopał wąwóz. Dziki kot Krzysiek jest spasiony jak niedźwiedź w gawrze, a kuna Frida wielka jak kocur. Sójki krzyczą niemiłosiernie, a jastrząb cierpliwie poluje na łatwą zdobycz (kury sąsiadów). Tak, wszyscy odczuwają wzmożoną aktywność przed zimą, rośliny, zwierzęta i ludzie (słoiki z marmoladą z malin :-))

  2. Zupełnie jakbym czytała o swojej warszawskiej rodzince. Połowa sierpnia, ciepły wieczór (jeden z ostatnich ciepłych tego lata), taras. Ja w koszulce i krótkich spodenkach, moja siostra również, a ciocia z Wawy opatulona ciepłą bluzą twierdzi, że robi jej się zimno jak patrzy na nas, tak roznegliżowanych… No cóż, taki urok pogody nad morzem i dla mnie chłodny wiatr, to nieodłączny towarzysz życia, a jego brak oznacza, że jest ciepło, nawet, kiedy temperatura nie jest zbyt wysoka.
    Babie lato mamy już jak nic. Próbowałam przed wieczorem zrobić zdjęcia, ale mimo, że było widno, to wszystkie były jakieś zamglone, nieco wyprane z kolorów. Od razu widać, że to już koniec soczystego, słonecznego lata. Teraz królują kolory brudne, przymglone, widać to nawet po odcieniach większości kwiatów.

  3. Jesień w ogrodzie ma Pani piękną i piękne rośliny. Świnka – radosny ma ryjek, a zdjęcia kuny – żałuję. Kiedyś mi w stajni mignęła na belce, ale w okazałości jej nie widziałam, wiem, że gospodarze jej nie lubią, bo kradnie kury i jajka, ale ja mam inne zdanie – tam gdzie jest kuna, nie będzie szczura, więc zdecydowanie popieram prywatną hodowlę kun osobistych 🙂 A babie lato – najpiękniejsza część jesieni, i lubię zdjęcia, na których to widać gołym okiem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *