Byliny / Ogród ozdobny / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #17 – Światło i cień

zimowitNo i mamy październik. Kolejny, już dziewiąty miesiąc gdy w wiejskim-lubelskim ogrodzie kwitną kwiaty oraz zachwyca przyroda ożywiona. Jak wobec tego można mówić, że w Polsce zima trwa pół roku? Przepraszam, na pewno nie u mnie. To co aktualnie obserwujemy – moment nastania jesieni – nie kojarzy mi się bynajmniej z przemijaniem, zamknięciem cyklu wegetacji czy końcem piękna kwiatów. Wręcz przeciwnie. Wciąż wypatruję kolejnych ogrodniczych niespodzianek. Już za chwilę rozpocznie się feeria barw kolorowych liści. Ale dziś nie o tym. Mój ogród wciąż jest w rozkwicie. Byliny, rośliny jednoroczne i trawy w jesiennym słońcu i z długimi głębokimi cieniami wyglądają moim zdaniem najpiękniej na świecie. Oto kilka ujęć z minionego weekendu:marcinkicolchicium autumnalewielka rabatarozchodniki herbstfreundewinobluszczaksamitkitojadmarcinki i pajęczynaJesienni faworyci, zapewne znani wszystkim ogrodnikom to rozchodniki i marcinki. Uwielbiam ich niezawodność i bogactwo kolorów. Przy okazji napomknę, że rozchodniki mimo iż uchodzą za rośliny sucholubne, u mnie świetnie dają sobie radę w ciężkiej gliniastej glebie. Jedyny problem z ich uprawą w takich warunkach stanowią chwasty. W bardziej ekstremalnych warunkach zapewne rozchodniki nie dały by szans konkurencji… a tutaj przy najmniejszym zaniedbaniu pozwalają się zdominować pokrzywom, jaskrom rozłogowym czy podagrycznikom. Marcinki zaś rozrastają się w szalonym tempie co także bywa kłopotliwe dla ogrodnika weekendowego. Trzeba je co roku dzielić i rozsadzać. Z jednej kępy uzyskuję co sezon 3-4 rośliny i sama już nie wiem co z nimi robić! Wczesna jesień to także czas trucicieli (tojadów oraz zimowitów), oraz uroczych (wbrew nazwie) pluskwic. O tej porze roku, z tym niskim oświetleniem i lekkim wiaterkiem hulającym po ogrodzie bardzo cenię sobie wszystko co lekkie i delikatne, co przepuszcza promienie słońca i łagodnie faluje. Trawy ozdobne są oczywistym wyborem, ale pluskwice także spełniają to kryterium doskonale. To że kwitną teraz, nie oznacza że nie przydają się w ogrodzie o innych porach roku. Ich ciemne liście (mam na myśli te z grupy atropurpurea) są świetnym uzupełniaczem w cienistych zakątkach. Elegancka forma tych roślin pozwala na sadzenie ich zarówno na tyłach rabat, jak i całkowicie z przodu. Oba warianty są według mnie godne polecenia, zresztą sami zobaczcie:

światło i cień w ogrodzie

Piękne pluskwice o ciemnych liściach i białych kwiatach. Ta odmiana z grupy „atrupurpurea” kwitnie pod koniec września. Obok – hortensja wiechowata „Pinky winky”.

rudbeckia triloba

Hortensje razem z samosiejkami rudbeckia trilloba, jednej z moich ulubionych roślin jednorocznych.

 

dziurawiec farbierski

Pluskwice w moim ogrodzie rozświetlają cieniste zakątki. Przesadziłam je w  to miejsce dopiero tej wiosny, więc nie są jeszcze zbyt spektakularne. Przewiduję że za 1-2 sezony  będzie tu gęsto od białych „świeczek”. Przy okazji – zwróćcie uwagę na intensywną zieleń moich bylin. Kto mi teraz powie, że irysy nie są atrakcyjne przez cały rok? To co widzicie z przodu nasadzenia to irysy mieczolistne. A dziurawiec farbierski (po prawej) to jedna z najlepszych krzewinekktórą uprawiam „na liście”. Nie przebarwia się na żółto aż do nastania silnych mrozów.

róża i rdest

Tak wygląda wczesną jesienią uroczy Rdest okazały ‚Johanniswolke’. Obok podwiędła lecz wciąż piękna róża „Gräfin von Heidelberg”, która w jesiennych chłodach przebarwia się na bordowo – czerwono.

eupatorium

Moje ukochane sadźce do pary z prosem rózgowatym. Trawa ta z daleka wyglądają jak różowa chmura, z bliska jak koraliki.

trawy i byliny

Przekwitające byliny takie jak rudbekie i przegorzany nadal mają w sobie wiele uroku. Dlatego pozostawiam je na rabatach nie ścięte do ostatniej niemal chwili.

weranda

Jesienne poranki na tarasie zalanym słońcem.

widk na rabatę

Niby kwiaty już przekwitają, a na moich rabatach wciąż kolorowo!

rabata

Kwiatowy miszmasz… wygląda trochę chaotycznie, ale wierzcie mi, że nie ma nic wspanialszego niż przechadzanie się z kubkiem herbaty w tym kwitnącym gąszczu pełnym motyli i trzmieli. Staram się tak obsadzać klomby, by można było je podziwiać z każdej strony. Wędrujące po ogrodzie słonce serwuje o każdej porze dnia inne atrakcyjne widoki.

hortensja wiechowata

Przekwitłe hortensje też są piękne.

pluskwice i hortensje

Bukiety z hortennsji „Phantom” i Llimelight” czekają na zagospodarowanie. Tymczasem na rabatach wciąż kwitną późne byliny.

rabata 2

 

Najbliższe posty poświęcę sprawom praktycznym. Stay tuned! W końcu jesień to okres intensywnych ogrodniczych prac! Oczywiście bez przesady, przypominam, że jestem w zaawansowanej ciąży. Napiszę więc co można robić w moim stanie by mieć przyjemność z ogrodniczych działań, ale jednocześnie się nie przepracować. Aha, no i przy założeniu, że na dbanie o ogród mamy czas tylko w niektóre weekendy. Xoxox

P.

 

Zobacz również

8 komentarzy do “Weekend w ogrodzie #17 – Światło i cień

    • Dziękuję 🙂 Według mnie każda pora roku jest piękna w ogrodzie. Dzięki bordowo – złotej jesieni doceniamy po kilku miesiącach jasną i żywą wiosenną zieleń 🙂

  1. Ja jednak wolę soczystą zieleń późnej wiosny, niż jesienne złoto-pomarańczowe dogorywanie. Jakoś tak melancholijnie się robi w ogrodzie, gdy słońce coraz niżej, a liści na trawniku coraz więcej.
    U mnie również kwitną marcinki w różnych kolorach i o różnym „wzroście”. Faktycznie rozrastają się mocno. Dzielisz je wiosną? Powinnam je sfotografować i zinwentaryzować, bo wiosną nie pamiętam, które, gdzie rosną. Do jesiennych niezawodnych kwiatów dodałabym jeszcze aksamitki. Są niezniszczalne i kwitną do przymrozków, a czasem wbrew nim 😉
    Czekam na wpisy o jesiennych pracach ogrodniczych. U mnie również nadchodzi sezon na nie.

    • Rozumiem cię, chociaż ja nie mogę mówić o „dogorywaniu ogrodu” w momencie gdy jakieś 20% roślin na moich rabatach wygląda wciąż świeżo, a inne dopiero zakwitają. Jesień kojarzy mi się nie z umieraniem, ale z momentem działania, plonami, bogactwem i zbiorami. Moje marcinki dzielę o różnych porach roku (wtedy gdy aktualnie mam okazję). Są bardzo odporne i nie raz przetrwały zwyczajnie „rzucone” na pryzmę kompostu. Najczęściej jednak czynię to wiosną, ponieważ wtedy najlepiej się przyjmują. Pozdrowienia 🙂

  2. Piękne zdjęcia, piękny ogród i piękny tekst. Ogród uczy uważności. Każda chwila jest piękna i wartościowa a sezon trwa cały rok,
    Teraz jest czas marcinków, choć ja mam odmiany tak późne że dopiero mają pączki…
    Pozdrawiam,
    m.

    • Dziękuję za komplement, oczywiście zgadzam się, że rytm zmian przyrody w ogrodzie jest czymś pięknym i że każda pora ma swój urok. Ja do tego stopnia „szanuję naturę”, że wręcz unikam sztucznego przedłużania sezonu roślinami ciepłolubnymi. Podziwiam ogrodników, którzy uprawiają delikatne rośliny od lutego szklarniach i na parapetach, albo chowają donice z kwiatami na zimę do oranżerii. Sama jednak polegam na tym, co wytrzymuje w moim ogrodzie bez tych zabiegów. Udaje mi się w ten sposób mieć kwiaty przez 10 miesięcy w roku 🙂 Moim zdaniem polski klimat oferuje pod ogrodniczym względem bardzo wiele i można ogród uczynić interesującym bez korzystania ze szklarniowych eksperymentów. Co do marcinków – chciałoby się dokupić nowe odmiany by rozszerzyć spektrum kolorów i wydłużyć czas gdy nas cieszą swoją obecnością w ogrodzie. Ale jak kupować nowe, w momencie gdy stare mnożą się w takim tempie, że niemal muszę je wyrzucać na kompost? Pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. Pola, weszlam na Twojego bloga z ciekawosci, przepiekne zdjecia i ogrod!!! Pozdrawiam, Ada Wilk (kiedys stazystka w Edipressie lol) 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *