Mój ogród / Ogrodnicze ABC / Parki i ogrody historyczne / Puławy / Weekendy w ogrodzie / Zakupy

Weekend w ogrodzie #2 – Bielenie pni, spacery i zakupy

Dawno nie było tak ciepłego przedwiośnia. Z moich zapisków wynika (regularnie notuję w ogrodniczym notesie co kiedy kwitnie), że w poprzednich latach w wykonywaniu prac polowych o tej porze przeszkadzały mi śnieg, wilgoć i temperatura bliska zeru. W tym roku jest inaczej. Drugi weekend marca 2014 przejdzie do historii jako ciepły i słoneczny. Spędziłam w ogródku dużo czasu, głównie rozmyślając i marząc. Naprawdę kocham przedwiośnie ze względu na plany jakie można snuć, na obietnice które składa nadchodzący sezon. 

F1000025

To był chyba ostatni moment kiedy mogłam tak po prostu stać i podziwiać ogród bez poczucia winy, że nie pielę, nie przycinam i nie nawożę. Tylko na przedwiośniu zdarzają się te rzadkie chwile, kiedy to my jesteśmy górą w bezustannym ogrodniczym boju który staczamy z naturą (przynajmniej ja staczam). W maju, czerwcu i lipcu przyjeżdżam na działkę i krzątam się w amoku, próbując szybko doprowadzić ogród do porządku. I zawsze przyroda mnie pokonuje. Gdy wyrywam chwasty na rabatce, a po drugiej stronie ogrodu wyrastają nowe. Mój mąż kosi w pocie czoła trawę, i gdy tylko odstawi kosiarkę okazuje się, że… trawa już odrosła. Tylko wczesną wiosną wykonane prace „zostają z nami na dłużej”, a ich efekt cieszy przez więcej niż kilkanaście godzin. Marzec to początek ogrodniczego sezonu i czas oczekiwania na to, co się ma dopiero pojawić. Żaden kwiat jeszcze nie przekwitł, wszystko przed nami.

F1000021

To, że w ciągu dnia było ciepło, nie oznacza, że jest już wiosna. Gdy rano wyszłam z domu na przechadzkę, ogród spowity był raczej zimową mgłą, a trawa i gałęzie drzew malowniczo pokryte szronem. Wyglądało to trochę jak z jakiegoś horroru w rodzaju „Osada”. Tajemniczo wyglądająca mgiełka szybko jednak ustąpiła miejsca promieniom słońca. Kryształki lodu roztopiły się natychmiast.

f83d97846abe8cadb334a1dd29e615f962b93bb7474badb878b4befc579fa838f02410be15f92c1e49cf4297af91020b (1)d41aa72b81d3df951fdfbc5997b2aa137c194dc55a7026ed1852fa305aa08e5c4e4947d18e6c879f11bf6cc378b424df

0ad27f431cdbad95a26744b0b2a2fa88

Na długiej liście ogrodniczych zadań obowiązkowych (sporządzonej już w zeszłym roku we wspomnianym wcześniej notesie) było między innymi bielenie pni naszych starych jabłoni. W poprzednich latach wykonywałam ten zabieg nieregularnie, po prostu były ważniejsze sprawy. Tym razem jednak uparłam się, że pomaluję jabłonki choćby nie wiem co. I to nie tylko ze względów praktycznych (ochrona pnia przed nagrzewaniem, i co za tym idzie uszkodzeniami kory w czasie skoków temperatury). Gdyby traktować sprawę bielenia poważnie, to powinno się je wykonać dużo wcześniej, na początku zimy. Nasze jabłonki trzymają się jednak dobrze, mimo że przez wiele lat stały zaniedbane bez żadnego bielenia. Maluję je więc głównie po to by wyglądały estetycznie. Białe pnie drzewek owocowych tworzą na wiosnę sielski nastrój, zwłaszcza w połączeniu z kwitnącymi na żółto żonkilami i pierwiosnkami. Lubię gdy ogród tak się prezentuje na Wielkanoc i mimo że jest już późno, postanowiłam pomalować pnie moich jabłoni.

0295bc8c1de27e009790619c091c5a2f33

a293cc4fe23365e95b9310c934148bbd

015af95ce18fb71eb046d912477845a688

W niedzielę wybraliśmy się na rodzinny spacer po okolicznych wsiach. Dookoła naszej działki rozciągają się naprawdę malownicze tereny, typowo lubelskie krajobrazy z wąwozami lessowymi. Na szarych zboczach tychże wąwozów kwitną już pierwsze przylaszczki. Zachwyciły mnie też leszczyny sąsiada, całe obsypane kwiatami na złoto (nasza leszczyna jeszcze nie kwitnie), a także bazie.

047d059cdcf2d4e3e13a23b6f18943298c0305385a84e41eb309a7d1a678f38078af

f126e4531fd6faff0433ec7e74d92872

Podczas tego weekendu odbyliśmy też wycieczkę do jednego z moich ulubionych miast –  pobliskich Puław. Osoby które były w Puławach przejazdem, mogą nie docenić uroku tego wspaniałego miejsca. Przy głównych ulicach bowiem, tak jak niestety w wielu polskich miejscowościach, straszą bloki z okresu PRL. Ale Puławy są piękne mimo tego. Ich największą ozdobę stanowi park i pałac Czartoryskich, o którym pisałam tutaj. Poszłyśmy z Józią do puławskiego parku pospacerować po dziedzińcu i pooglądać stare drzewa. Ku naszemu zaskoczeniu w pobliżu stawu zobaczyłyśmy rodzinkę pawi. Właściwie to harem – kilka samic i prawdziwego pawiego króla. Ptaki w ogóle się nas nie bały, zajęte grzebaniem w ziemi i niszczeniem korzeni trzmieliny posadzonej przy stawie. Skoro o tym mowa – za remont pałacu Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa (który ma w nim swoją siedzibę) słusznie otrzymał Laur Konserwatorski. Ale dlaczego zdecydowano się na tak nieestetyczne wykończenie obramowania znajdującego się na dziedzińcu pałacowym stawu? Czyż nie jest on integralną częścią założenia? Pomalowany na biało betonowy rant nie grzeszy urodą, i nijak nie pasuje do otaczającej go zabytkowej architektury. Na szczęście samiec paw odwrócił moją uwagę urządzając prawdziwy show. Zaprezentował nam swój ogon w prawdziwej rewiowej krasie. Pawie, obok kur ozdobnych, są jednymi z moich ulubionych ptaków. Choć kiczowate i pretensjonalne, a na dodatek krzykliwe, mają w sobie jednak coś z ponadczasowej gracji. No i ten bajkowy wygląd… Według mnie są lepszą ozdobą ogrodu niż jakikolwiek kwiat. I nie musimy za nimi latać z lornetką, skradać się by im przyjrzeć. One kochają towarzystwo. W puławskim parku czują się jak u siebie w domu.

Puławy Dziedziniec PałacowyPuławy Pałacsamice pawipawie w puławskim parkuPawie w Puławach

 pawie w parkupaw z rozpostartym ogonempaw tyłem

Nasza weekendowa wizyta w Puławach nie ograniczyła się jedynie do spaceru po parku. Jak już pisałam, kocham to miasto z wielu powodów, a jednym z nich są świetne i niedrogie sklepy ogrodnicze. Wstąpiłam do jednej z moich ulubionych szkółek na ulicy Lubelskiej. W zasadzie już od dawna nie jest to szkółka, lecz nowoczesne „europejskie” centrum ogrodnicze. Wprawdzie wraz z rozwojem firmy (od małego rodzinnego biznesu do lokalnego potentata) „Ogród marzeń” o którym mowa, przeszedł też transformację cenową. Na szczęście fakt ten rekompensuje bogaty asortyment, który z roku na rok jest coraz większy. Od niedawna zakupy można robić „pod dachem” korzystając z wózków niczym w najlepszym markecie. Być może w bogatszych województwach Polski jest to norma, ale nie na Lubelszczyźnie, która jest najbiedniejszym regionem w Unii Europejskiej. W „Ogrodzie marzeń” znalazłam doskonały wybór niemal wszystkiego. Szczególnie zainteresowała mnie oferta bratków, jak potem sprawdziła moja Mama, w cenach o połowę niższych niż w Warszawie. Na pewno zaopatrzę się w sporą liczbę sadzonek, w końcu bratki kwitną aż do czerwca! Póki co poprzestałam na oględzinach, kupiłam natomiast niemieckie nasiona nasturcji i groszku pachnącego. W „Ogrodzie marzeń” lubię to, że mimo przeobrażenia w komercyjną firmę nadal utrzymują swój prywatny ogród pokazowy, w którym można znaleźć inspirujące nasadzenia. Teraz swój visual merchandising realizują przez wystawienie kontenerów w kolorze „barbie róż” z bukszpanami obsadzonymi kompozycją wiosennych kwiatów. Trzeba przyznać, że ciekawa propozycja, choć raczej nie pasująca do mojego naturalistyczno – wiejskiego stylu. Personel w sklepie mimo, że wiecznie zajęty, to znajduje czas na rozmowę i fachową poradę. Jednym słowem – puławski „Ogród marzeń” to miejsce godne polecenia, jeśli nie pod kątem zakupów, to pod kątem poszukiwania inspiracji.

CAM00198

CAM00193

CAM00200

CAM00187

CAM00202

Zobacz również

1 komentarz do “Weekend w ogrodzie #2 – Bielenie pni, spacery i zakupy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *