D.I.Y / Dekoracje z kwiatów / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #21 – Grudzień

F1000001

W grudniu lubelskie ogrody zazwyczaj przykrywa śnieg i na tym z grubsza kończy się aktywność amatorów uprawy roślin. Nasz ostatni weekend w ogrodzie w tym roku był krótki (bo zmrok szybko zapada) i mokry (nie trzeba tłumaczyć). Ale zanim zrelacjonuję co wydarzyło się na działce, koniecznie muszę napisać kilka słów dość osobistego wstępu. Stęskniłam się za moimi czytelnikami. Od kiedy ostatnio komunikowałam się z Wami poprzez tego bloga do grona obserwatorów dołączyło wielu nowych subskrybentów, których serdecznie pozdrawiam. Czuję się w obowiązku wyjaśnić Wam wszystkim skąd takie długie milczenie…1

Ci którzy zaglądają na facebookowy fanpage „Weekendu w ogrodzie” na pewno wiedzą, że ogrodnicze sprawy nie przestały mnie zajmować, a jedynie zeszły tymczasowo na drugi plan. Od niedawna bowiem mam troje dzieci. Troje, bo oprócz Józi i tego bloga (z którym jestem mocno związana i za którego czuję odpowiedzialna podobnie jak za swoje dziecko właśnie) na świecie pojawił się mały Henio. Oto on, poznajcie się 🙂

F1000014

Henio podobnie jak Józia narodził się w okolicy Bożego Narodzenia, co oznacza, że na wiosnę będzie już na tyle duży by uczestniczyć z nami w weekendowo – ogrodniczym życiu pod Kazimierzem Dolnym. Z dziećmi czas płynie szybciej, dlatego ja już układam plany na kolejne wizyty na działce. Nieprawdą jednak byłoby podsumować, że to przez Henia ogród i blog zeszły u mnie (podkreślam – jedynie tymczasowo) na dalszy plan. Nasz syn urodził się dopiero tydzień temu. Od listopada udało mi się odwiedzić swój ogród tylko raz, ale raczej przez różne obowiązki i choroby (klasyczna bolączka „weekendowców”, którzy nie mają ukochanej działki pod nosem). W każdym razie jestem Wam winna relację z tej wizyty. To był ostatni rzut oka na wczesnozimową przestrzeń działki, w której  od tamtej pory dominuje brąz i chłodne odcienie zieleni. Było zbyt mokro i zbyt zimno by wykonywać poważne prace, no a ja wówczas w końcówce ciąży nie bardzo miałam możliwość się schylać by posprzątać wszystko przed zimą. Ale częściowo się udało. Rodzina pomogła zabezpieczyć hortensje przed mrozem, a inne krzewy przed żarłocznymi sarnami. Resztę czasu poświęciłam na kontemplowanie ogrodu, oglądanie zimozielonych skarbów i robienie zdjęć.F1000002F1000013F1000012F1000016F10000055

Początkowo zamierzałam zatytułować ten wpis „z kamerą wśród zwierząt”. Zimą, gdy rośliny zamierają lub usypiają, aktywizuje się bowiem wygłodniała fauna. Oznacza to ni mniej ni więcej jak coraz częstsze wizyty saren, jeleni, zajęcy, a nawet dzików. Te ostatnie na razie pozostają w ukryciu, ale zryty trawnik oraz odgłosy chrumkania w pobliskim zagajniku, które mój mąż słyszał siedząc przy ognisku, nie pozostawiają wątpliwości. Jeśli zaś chodzi o sarny… uwielbiam na nie patrzeć, ale obecność tych zwierząt w ogrodzie to naprawdę wielka zmora. Wtedy gdy byliśmy na działce ostatnio zauważyliśmy trzy z nich przez okno, gdy zrobiły sobie śniadanie z moich hortensji i kalin. Na razie tylko sygnalizuję problem, wkrótce jednak zamierzam obszerniej napisać o roślinach sarnoodpornych i sposobach na powstrzymanie ich od zjadania cennych okazów. Zdjęcia żarłoków robione komórką:

sarna 1 sarna 2 sarna 3 sarna 4Jeśli chodzi o sam ogród, to najbardziej przykuwają w nim teraz uwagę rośliny zimozielone i półzimozielone. Bardzo żałuję, że nie udało mi się wygrabić wszystkich liści z trawnika (2 ha to trochę sporo), czy zadbać o regularne krawędzie rabat. Wymanikiurowane klomby bardzo moim zdaniem pasują do topiarów (czyli strzyżonych bukszpanów i cisów) i innych eleganckich roślin. Moim aktualnym numerem jeden w ogrodzie są rododendrony. Gdy nie ma mrozu ich liście nie zwijają się i pięknie dekorują otoczenie. Czytałam kiedyś doskonały artykuł o rododendronach, które wyhodowano nie ze względu na kwiaty, ale na dekoracyjne liście właśnie. Niestety wiele z nich, w tym te o złotym zabarwieniu i ciekawym kształcie liści, są niewystarczająco mrozoodporne by uprawiać je w Polsce. Moje odmiany „American beauty” i „Mars” są na szczęście wystarczające by zapewnić punkt do zaczepienia wzroku w zimowym ogrodzie. Lubię ich skórzaste, niebieskozielone ulistnienie. Kwiaty które pojawiają się na wiosnę na razie nie są spektakularne, bo krzaczki są nieduże. Ale za kilka lat…

Drugą ważną dekoracją bez której nie wyobrażam sobie zimowego ogrodu są owoce – dzikich róż, kaliny i ognika. W zasadzie nie muszę nic dodawać, poza tym że jeśli nie macie u siebie niczego „owocowego” co zostaje w grudniu na krzewach, to koniecznie sprawcie sobie chociaż malutki krzaczek. To naprawdę czyni wielką różnicę.F1000011F1000006IMAG0157

Żeby ten wpis nie był jedynie opowieścią o tym „co u mnie słychać”, chciałam Wam zaprezentować pomysł na świąteczną dekorację DIY. I nie jest to stroik czy choinka. Narodziny Henia to była okazja do wznoszenia toastów, postanowiłam więc wykonać specjalną „chłodziarkę do szampana” aka pojemnik na lód z ogrodniczym akcentem. Pierwowzór wyszukałam przypadkowo jakiś czas temu w internecie i długo zastanawiałam się jak został wykonany. Zrobiłam to tak: w szczelnej tortownicy umieściłam warstwę kostek lodu, pomiędzy które włożyłam zimowe owoce (borówki) i gałązki jodły. Zalałam to warstwą wody i wstawiłam do zamrażarki. By w środku pozostało puste kółko, włożyłam w środek małą ceramiczną miseczkę. Gdy tylko pierwsza warstwa wody z dodatkami zamarzała, dodawałam kolejne w analogiczny sposób. Tak powstały dwa lodowe wianki które nałożyłam jeden na drugi (miseczkę ze środka wyjmuje się po nalaniu do niej ciepłej wody). W środek gotowej chłodziarki można włożyć butelkę szampana i postawić ją na świątecznym stole. Jeśli zrobicie wystarczająco duży wianek, to do środka będzie można dodatkowo jeszcze nasypać pokruszony lód. Pomysł moim zdaniem fajny, nie wykluczone że zrealizuję go drugi raz przed Sylwestrem. I najlepsze, że do wykonania jego wystarczy to co można znaleźć w ogrodzie (oprócz borówek można wykorzystać owoce jarzębiny, berberysa, jemiołę czy jakiekolwiek iglaczki).

F1000019IMAG0150F1000020

Życzę Wam wszystkim udanych ogrodniczych doświadczeń w nadchodzącym roku, obfitych plonów, ładnej pogody i cierpliwości do ogrodniczych zmagań, a także wszystkiego dobrego z okazji trwających Świąt Bożego Narodzenia. Na ostatnim zdjęciu ekipa WEEKENDU W OGRODZIE w komplecie (no prawie, bo bez babci i sąsiadów, którzy także sporadycznie pomagają nam w ogarnianiu działkowych spraw). Wesołych Świąt!

DSC_0044

Zobacz również

5 komentarzy do “Weekend w ogrodzie #21 – Grudzień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *