Mój ogród / Ogrodnicze ABC / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #31 – Ogrodnicza sprawiedliwość

nasionaHasło „W przyrodzie nic nie ginie” zyskało dla mnie ostatnio nowy wymiar. Rozszerzam je na pewną naturalną sprawiedliwość, która polega na tym, że straty i porażki są zawsze w jakiś sposób rekompensowane. Zające zeżarły pączki kaliny angielskiej? Owszem, ale przy okazji narobiły mi tyle kup na wszystkich rabatach, że mam krótko mówiąc darmowe obornikowanie. Poprzedni lutowy weekend na działce był pewnego rodzaju gehenną. Popsuło się auto. Pożyczyliśmy drugie, ale to drugie się zakopało na środku pola (opowiadałam jak musieliśmy zaorać 1/2 działki po dewastacji trawnika i drogi przez dziki – to są efekty). Żeby dostać się do schowka z akcesoriami holowniczymi, trzeba było wyjąć najpierw dzieci z auta, a potem wszystkie bagaże z bagażnika. Było ciemno i kropił deszcz, a my czekaliśmy aż ktoś nas z tego błota wyciągnie. Na koniec mleko wylało się na fotel samochodowy (przypominam – pożyczony!). To i tak nic, ponieważ w ten weekend wydarzyły się jeszcze inne straszne rzeczy – zepsuta zmywarka, która zalała pół kuchni, synek chory na tajemnicze zatrucie, wózek dziecka który złożył się jak parasol i już nie chciał się rozłożyć (wtedy gdy dziecko siedziało w środku). Zjedzone rośliny i poryte trawniki to naprawdę przy tym wszystkim przysłowiowy „pikuś”. Tak było na początku lutego. Ale już kolejny weekend w cudowny sposób oddał nam to, co zabrał poprzedni. Pogoda wspaniała. Żadnych nowych zniszczeń. Owocna praca. Dzieci w świetnych humorach… Udało się wykonać wiele pożytecznych prac, przy okazji zaobserwować ile nowych roślin się rozsiało. Ogrodnictwo chyba mnie zahartowało, także nawet gdy coś się nie udaje (roślina się nie przyjmie albo zachoruje, zwierzęta zjedzą nowe przyrosty) to wiem, że na pewno natura mi to jakoś wynagrodzi. W tym roku zapewne będą piękne piwonie. Tak coś czuję.

trzmielina i znalezisko na trawniku ogród począek lutego sprzątanie w ogrodzie pędy róży parkowejrododendronRzadko piszę o sprawach praktycznych i tzw. kalendarzu ogrodnika, ale jeśli już stosuję jakieś formalne zasady i harmonogramy, to właśnie na wiosnę. Przez lata zmodyfikowałam swoje myślenie o ogrodniczych prawidłach, i obecnie podchodzę do nich liberalnie. Sprzątam resztki roślin, porządkuję, usuwam kopce kretów, dosypuję tego i owego do kompostownika… Jeśli jednak miałabym wskazać jakąś jedną, niezbędną pracę na przedwiośniu, to byłby to oprysk Promanalem. Kiedyś marzył mi się spalinowy opryskiwacz, który ostatecznie rozprawi się z problemem ochojników. To takie wstrętne mszycowate szkodniki, które niszczą świerki tworząc brzydkie narośla. Sprzyja im sadzenie świerków w pobliżu modrzewi (na modrzewiach tworzą z kolei watowaty osad). U mnie i świerki i modrzewie rozsiewają się same, więc problem ochojników jest nagminny. Promanal jest preparatem opartym na parafinie, więc teoretycznie nieszkodliwy dla środowiska (dopuszczony w eko uprawach!). Zauważyłam jednak, że bez oprysków wczesnowiosennych są lata gdy ochojników jest mniej. Natura jakoś wszystko sama reguluje. A że nie jest idealnie? No cóż, za to inne rzeczy udają mi się lepiej.

ochojniki

Ta sucha „szyszeczka” to opustoszały galas, miejsce zerowania ochojników. Szpeci to drzewa, a opryskiwanie wielkich okazów to rzecz trudna do zrealizowania bez plecakowego opryskiwacza spalinowego z wyrzutem na kilka metrów. Dlatego u siebie chronię tylko te małe, młode świerki.

powojnik detal

Niektóre róże kwitnące raz, zostawiam nie przycięte. Powojniki obcinam, ale ostrożnie, chociaż teoretycznie są to gatunki i odmiany późne, kwitnące na pędach jednorocznych.

przycinanie hortensji moje sekatory dziurawiec farbierski

Przedwiośnie to także czas przycinania. To jedno z moich ulubionych zajęć w ogrodzie. Przycinam przede wszystkim to co się zanadto rozrosło, to co jest chore, a także te rośliny którym przycinanie po prostu służy. W tym ostatnim przypadku warto co nie co poczytać zanim zabierzemy się do cięcia. Przycinanie to zawsze stres dla rośliny. Ucinam np. hortensje wiechowate, pędy dziurawca farbierskiego (zdjęcie u góry), i powojniki. Przyznam jednak, że wcale nie kieruję się wyłącznie wiedzą z książek, bo moje doświadczenie pokazało, że lepszy jest tu zdrowy rozsądek. Na Lubelszczyznie, gdzie zima trwa dość długo, a sezon jest krótki, nie warto ciąć radykalnie. Często skutkuje to słabszym kwitnieniem. Poradniki raczą usuwać liście ciemierników już zimą… Ja czekam do ostatniej chwili, bo mam wrażenie że nadal fotosyntetyzują i ich usunięcie zbyt wcześnie osłabi rośliny. Zaraz po cięciu funduję wszystkim roślinom solidną dawkę własnej roboty kompostu. Obcinam też pędy róż parkowych, po to by były świeże i ładnie wybarwione na czerwono.

przycinanie ciemiernikówkompostownik dwukomorowy

Ostatnią ważną pracą w naszym przedwiosennym harmonogramie jest usuwanie mumii z jabłonek. To naprawdę problematyczna rzecz. Co roku moje drzewa owocowe są atakowane przez mokrą zgniliznę i inne grzyby. Ale ja nic z tym nie robię, poza zbieraniem zarażonych owoców i pryskaniem EMami. Chcę mieć prawdziwe eko-jabłka, chociaż przez to ekologiczne podejście plon spada mi do 10%. Zbieranie mumii przynosi jednak efekty. Z dużego drzewa ciężko je zebrać, i warto to zrobić jak najwcześniej, bo zamumifikowane jabłka zawierają przetrwalniki grzyba.

usuwanie mumii z jabłonimumie na jabłonce usuwanie mumii z drzew

Nasz ogród z racji tego, że jest otwarty i położony pośrodku pól i lasów, jest stale narażony na ataki żarłocznych zwierząt. Co się dało ogrodziłam, okryłam siatką, i zabezpieczyłam. Zające i sarny mnie jednak zaskakują… gdy zagrodzi się im jeden „posiłek”, decydują się na inny. Bywało, że zjadały twarde i skórzaste liście ciemierników! W tym sezonie poczęstowały się rododendronami, które wcześniej im nie smakowały. De gustibus non disputandum est! Aha, skoro mowa o zwierzętach, znowu widziałam przez okno stadko gili. Lubią żerować z rana, gdy jeszcze siedzę w domu. Poszłam sprawdzić czy coś uszkodziły, szukałam zjedzonych pączków… i znalazłam! Te uszkodzenia to na pewno sprawka gili, bo zgadzałaby się wysokość uszkodzeń i ich charakter. Zjedzony był jeden pączek w „wiązce” na szczycie krótkopędu, drugi zaś nie ruszony. Tylko ptak może poszczycić się taką precyzją. Ssaki po prostu gryzą cały pęd, albo wcinają liście 😐

rododendron obgryziony przez sarny zniszczenia w ogrodzie dokonane przez zwierzęta

Choć w ogrodzie pojawiają się już pierwsze przebiśniegi, zaczekam jeszcze z ogłaszaniem wiosny. Następny weekend w ogrodzie już w marcu!

ogródek zimozielony

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *