Kazimierz Dolny / Końskowola / Przyroda / Życie w Kazimierzu Dolnym i okolicach

Weekend w ogrodzie #33 – Skarby Kazimierza

różowe ciemiernikideser i pies myśliwskipanorama Kazimierza DolnegoJózia jedząca bezę

W Wielki Poniedziałek spacerowałam z Heniem po kościelnym dziedzińcu w przed farą Kazimierzu Dolnym. Msza się już kończyła, ale biedaczek z nudów nie był w stanie wytrzymać w ciszy gdziekolwiek indziej niż dwa metry od biało-brązowego pieska stojącego na smyczy obok swojej pani, która tak jak ja, nie mogła wejść do kościoła (ja bo głośne dziecko, ona bo piesek). Wreszcie rozległo się grzmienie organów, ruszyłam więc przez dziedziniec pomiędzy ludźmi w stronę kościelnych drzwi, zostawiając Henia z mężem. Minęłam bardzo ładną dziewczynę w ciemnych okularach. Kogoś mi przypominała, ale nie zastanawiając się nad tym pobiegłam dalej. Musiałam w końcu dopaść Józię, która gdzieś tam, w tłumie, w środku kościoła prowadziła dysputy z księdzem. W czasie kazania tłumaczyła nawet przez mikrofon jak to w zasadzie było z tym pustym grobem Pana Jezusa…

Madonna w Farze Kazimierskiejkurczaczki w terrariumJózia i ksiądzprzylaszczki w wąwozieKlasztor oo Reformatów i kokorycz

Józi nie znalazłam od razu (poszła do zakrystii jeść różowego kremowego barana którym ksiądz częstował dzieci). Dopiero gdy wyszliśmy ze świątyni, dotarło do mnie, że ta dziewczyna którą chwilę wcześniej mijałam, to chyba jednak mogła być moja znajoma. Napisałam szybko na Facebooku… I wszystko się wyjaśniło. Zosia. Kolejna warszawianka, która tu w Kazimierzu ma swoje miejsce. Jej rodzice architekci “zasiedzieli się” w tym małym nadwiślańskim miasteczku. Zawsze kogoś tu spotykam w Wielkanoc. Kogoś, to znaczy kogoś znajomego z Warszawy. Coraz więcej ludzi przyjeżdża do Kazimierza, zakochuje się, kupuje dom lub kawałek ziemi. Albo po prostu wpada na kilka dni. Tak było zawsze, w końcu to jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce. W te Święta uświadomiłam sobie jednak, że naprawdę jesteśmy szczęściarzami. Możemy to wspaniałe miejsce uznać za “swoje”. Oczywiście zawsze dla miejscowych będziemy przyjezdnymi z wielkiego miasta, ale pewną ulgę stanowi tu fakt, że moja rodzina jest związana z Kazimierzem od pokoleń. Mama urodziła się niedaleko stąd. Mój wujek chodził tu do szkoły. Połowa rodziny brała ślub w kościele farnym… i tak dalej. Móc przyjeżdżać w kazimierskie strony tak często, mieć tu kawałek lasu i ogrodu, to naprawdę rzecz za którą warto być wdzięcznym Bogu. Często o tym zapominam, w tak zwanym codziennym znoju (na przykład gdy zamiast cieszyć się piękną pogodą leżę chora w łóżku, albo gdy deszczowa pogoda krzyżuje nam plany).

Dwór w Wylągach w Końskowoli Kazimierz Dolnykury w lesieeaster egg huntJózia kalosze dzikie krokusy białe las pełen przylaszczek przylaszczki złoć żółta rosnąca dziko Wielkanoc na wsi, mazurki moje przylaszczki Stajnia w Wylągach kot w Wylągach, klucz żurawi bazie topoli stary dąb i złoć żółta leśne przylaszczki

Postanowiłam zrobić sobie listę rzeczy za które kocham Kazimierz, naszą kazimierską działkę (gwoli ścisłości – położoną w kazimierskim parku krajobrazowym). Zainspirowała mnie koleżanka – bloggerka Ania która zrobiła listę “rzeczy które czynią ją szczęśliwą”. Oto moja wersja tej listy:

Największe kazimierskie przyjemności

  • Spacer wąwozem i wdychanie tutejszego powietrza pachnącego czystą wodą, lasem, kwiatami i wsią
  • Wspinanie się na wzgórza z których są najpiękniejsze widoki
  • Oglądanie architektury zwanej “lubelskim renesansem”
  • Przejażdżka bryczką po rynku, albo przejażdżka rowerem po okolicy
  • Te małe bułeczki z piekarni “Sarzyński”
  • Zakupy na Małym Rynku
  • Leżenie na dywanie z kwiatów w lesie (na zdjęciach widać ile roślin kwitnie: na północnych zboczach wciąż widać przebiśniegi, na południowych są już pierwsze zawilce. Wszędzie indziej: kokorycz, przylaszczki, złoć żółta)
  • Oglądanie miejscowych strażaków w Lany Poniedziałek (mają w zwyczaju chodzenie po domach i pryskanie kobiet perfumami – byli u nas o 7 rano – po południu zaś polewają gospodarstwa wodą z “sikawki”).
  • Jazda konna po okolicy, albo po prostu wizyta w Dworze w Wylągach (na zdjęciach)
  • Zakupy u okolicznych ogrodników (najbardziej dorodne bukszpany, róże, drzewka owocowe, co dusza zapragnie)
  • Możliwość “ucieczki” do zabytkowych Puław, Nałęczowa, Końskowoli (kościół z Końskowoli też jest na zdjęciach wyżej)
  • Wisła która jest tuż tuż
  • Słuchanie lubelskiej gwary mieszkańców (ten Pan w granatowej kurtce ze zdjęcia to nasz ulubiony sąsiad)
  • Wizyta w zielarskim sklepiku w klasztorze Franciszkanów (sprzedwaca o. Cyryl to rówieśnik mojej babci, rocznik 1925)
  • Obiad w Zielonej Tawernie albo u Michalaków (pewnie tych super knajp jest więcej, tyle że rzadko mam czas je odwiedzać)
  • Herbatka “U Dziwisza” z ciastem “Czarny Las” (kiedyś o niej pisałam)
  • Festiwale: kapel ludowych, filmowy, Kazimiernikejszyn, święta wiosny i jesieni…
  • Najlepsze jajka od kazimierskich kur (na zdjęciach widać kury naszych sąsiadów które żerują w lesie pełnym przylaszczek)
  • malinowy miód który produkuje się tylko tutaj…
  • Ja, Józia i Henio kościół w Końskowoli Pan Szlendak OSP Wierzchoniów Śmigus Dyngus Pola weekend w ogrodzie dom w naszej wsi przylaszczki w Wylągach Drzewo powalone w Wylągach wielkanocny zając z czekolady szukanie jajek z czekolady sosna czarna bazie, ciemiernik kura w lesie Pola "Weekend w ogrodzie" cebulica syberyjska mój ogród w marcu

Wymieniać mogłabym długo, ale nie chcę już wyczerpywać tematów. Będę musiała częściej opisywać kazimierskie doświadczenia, bo choć to miasto nie potrzebuje już dodatkowej promocji, to po prostu nie mogę się nie podzielić z Wami moim szczęściem i pięknem tego miejsca. Bez lasów pełnych przylaszczek, kokoryczy i zawilców, bez pięknego otoczenia, i bez okolicznych szkółek z których mam większość roślin, mój ogród nie był by ten sam. Ta Wielkanoc była piękna, mam nadzieję że dożyję jeszcze wielu takich chwil! I że uda mi się kiedyś zatrzymać mojego brata obieżyświata na dłużej… (Stefcio jest autorem części zdjęć do tego wpisu).

Xxx

P.

Zobacz również

3 komentarzy do “Weekend w ogrodzie #33 – Skarby Kazimierza

  1. a ja – do tego kocham – nasze miejsce, bo co tydzień wygląda inaczej, wciąż się zmienia: światło, rośliny, zapach, niebo, gwiazdy, ptaki… i wszystko jest zachwycające! NIGDY nie chce się stamtąd odjeżdżać i zawsze wyjazdowi towarzyszy chęć powrotu, i plany na następny raz. A najwięcej radości daje mi UŚMIECH mojej zdolnej i pracowitej córki! Serce też mięknie, gdy trzymając rączkę Józi oglądamy cuda natury – chyba nie ma drugiego tak wrażliwego na piękno – czterolatka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *