Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #36 – Duży ogród: błogosławieństwo czy utrapienie?

duży ogródTyle hektarów? Ale masz fajnie… Te słowa często czytam w komentarzach na blogu, słyszę od znajomych. Utarło się bowiem, że duża działka to wszystko, czego ogrodnikowi do szczęścia potrzeba. Zawsze przecież brakuje miejsca, gdzie można by dopchnąć te wszystkie nowości, tę rewelacyjną odporną odmianę róży, te prezenty otrzymywane przy rozmaitych okazjach. Ogląda się gazety, telewizję i człowiek pragnie wypróbować niektóre rozwiązania na „skórze” własnego ogrodu. Szpaler z formowanych jabłoni? Boskiet? Staw? Biały ogród? Labirynt z bukszpanu? Tylko gdzie to wszystko zmieścić…

magnoliamagnolia Susanna wsiWyobraźcie sobie, że na dużej działce te problemy wcale nie znikają. Dużo miejsca, tak jak u mnie, nie oznacza, że można bezkarnie upychać coraz to nowe pomysły tu i ówdzie. Dlaczego? W moim ogrodzie ogromnym ograniczeniem są ciągi komunikacyjne (dla samochodów) i ukształtowanie terenu. Czasem myślę, że gdyby nie te widoki na otaczające wzgórza, gdyby nie wąwóz przecinający działkę, mogłabym po bokach zasadzić znacznie więcej różnorakich drzew. Ale nie chcę zabierać widoku, ani budować zapór, które podzielą przestrzeń. W ogóle nie przepadam za ogrodami w których są wydzielone „pokoje” w różnym stylu. Oczywiście – warzywnik, część rekreacyjna, sad, część parkowa – to wszystko jest potrzebne i uzasadnione. Ale nie mogłabym np. zrobić sobie ogrodu włoskiego za domem. To by było naprawdę sztuczne i wymuszone. Dla mnie ogród przede wszystkim musi stanowić przestrzeń zintegrowaną z krajobrazem. Marzy mi się, by wjeżdżając do mnie płynnie przechodziło się z naturalnego, wiejskiego otoczenia, w bardziej urozmaicony, i bardziej ukwiecony zakątek. Nie chcę by ogród stanowił zamkniętą na klucz „nibylandię” za której murami jest zwyczajnie. Znalezienie tego balansu pomiędzy uporządkowaniem, a dzikością, planem a chaosem, przyrodą a kreacjonizmem, jest bardzo trudne.kamieniekalina angielskapluskwica purpureaciemierniki i prymulkiprymulkitulipanynarcyzyJóziajudaszowiec w doniczceSą też inne ograniczenia, znacznie bardziej przyziemne. Duży ogród wymaga czasu, sporych pieniędzy i pracy. Trzeba mieć wielki traktorek do koszenia trawnika, inaczej nic nie ma sensu. By taka kosiarka się nie psuła się co chwila, trzeba mieć czas na czyszczenie i serwisowanie. Warto też by teren był przygotowany. U nas nie jest – nierówno, bo dziki, bo krety. I dlatego mamy wieczne problemy ze sprzętem do koszenia trawy. Duży ogród to także walka z czasem. Chciałoby się przerobić lasek brzozowy na leśny park w stylu Beth Chatto…. ale kto będzie o to dbał, jak i kiedy? Ja, w zaledwie co-którąś sobotę? Nie ma szans. Istniejące ponad 2,5 ha rabat i trawnika już mnie przerasta (dosłownie). Każdy spacer z pełną taczką do kompostownika zajmuje mi kilka dobrych minut, bo przecież to na drugim końcu… Konkluzja? Kto ma mały ogród, ma więcej czasu na relaks.

Heniobez EvaDuża działka to najczęściej nie tylko praca przy kwiatkach. My na przykład coraz częściej zamiast siedzieć „w roślinach”, zajmujemy się zbieraniem kamieni, zwożeniem powalonych drzew, kopaniem, równaniem, szykowaniem krawężników. Praca wydaje się nie mieć końca. Na zdjęciach widzicie kamienie z naszego wąwozu (naturalne wyrobisko skalne), ręcznie zebrane, wwiezione na gorę i układane. Próbujemy w ten sposób wykonać parking, bo już mamy dość dreptania w błocie za każdym razem gdy pojawiamy się w naszym uroczym zakątku. Fajnie byłoby w końcu wysiąść z samochodu i przejść do domu przez ogród suchą stopą. Czy się uda? W tej chwili mamy już zrobione krawężniki z drewna (mąż i tata sami wycieli i zaimpregnowali) no i wspomniany kamień. Potrzeba tego jeszcze znacznie, znacznie więcej.

magnolia BettygłógpluskwicaGdybym mieszkała obok swojego ogrodu (a nie w Warszawie), sprawy wyglądałyby zupełnie inaczej. Jestem pewna, że już miałabym zarejestrowane w urzędzie jakieś nowe odmiany roślin własnej produkcji. Myślę też, że dzieci by mi zdziczały, bo mama zupełnie przestałaby się nimi zajmować. To taki żarcik, który ma oddać to jak często wybieram pracę w ogrodzie zamiast bawienia maluchów. Dobrze, że Henio (cichy bohater dzisiejszego wpisu) jest już coraz większy i umie sam zapewnić sobie rozrywki na działce (ta plastikowa kosiarka…). Nie umie jeszcze sklecić prostego zdania, ale potrafi już odróżniać drzewa iglaste od liściastych („inka!” to choinka „ekko” to drzewko liściaste w jego języku). Jutro jadę na wieś z dziećmi i będziemy w ogrodzie cały długi weekend. Ostatnio trudno mi nadążyć z pisaniem na czas, jak widzicie zdjęcia są z początku maja… Ale co ja poradzę że dużo przyjemniejsze od patrzenia w ekran jest po prostu przebywanie wśród roślin? Następny wpis będzie bardziej aktualny. A będzie na co popatrzeć, bo czerwiec to istne szaleństwo na moich rabatach z piwoniami i irysami.

Do zobaczenia

P

3 komentarzy do “Weekend w ogrodzie #36 – Duży ogród: błogosławieństwo czy utrapienie?

  1. Zacznę od tego, że też jestem weekendową ogrodniczką (może pamiętasz, parę wpisów już umieszczałam na Twoim blogu) ze swoimi 22 arami nie mam się co porównywać, mam je teraz czwarty rok, ale rozumiem Twoje ambiwalentne odczucia. Od połowy lutego z racji braku zimy pracowaliśmy z mężem nad tarasowaniem terenu, potem w marcu i kwietniu przy również sprzyjającej pogodzie siałam, kopałam, nawoziłam, rozsadzałam, i tak oto w pięknym miesiącu maju napadła mnie nieoczekiwana depresja, że ja NIE OGARNIAM i co gorsza NIE OGARNĘ mojego „areału”…
    Teraz, w czerwcu, kiedy mamy już lato i zakwitły irysy syberyjskie ( prawie tak obficie jak Twoje) a macierzanka i lawenda już się szykują, kiedy obserwuję dzienny przyrost dalii zaczynam wypuszczać powietrze…

  2. Zdjęcia piękne. Co do tematu: duży ogród tak jak piszesz ma wady i zalety. ja wiem, że zwyczajnie brakło by mi czasu na ogarnięcie domu, rodzinki i jeszcze dużego ogrodu, dlatego bardzo cieszę się, że zdecydowałam się na trochę mniejszy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *