Newsy / Weekendy w ogrodzie / Zwierzęta / Życie w Kazimierzu Dolnym i okolicach

Weekend w ogrodzie # 38 – Co wydarzyło się w lubelskiej wsi

jesien-w-ogrodzie-24

Miewacie czasami ogrodnicze koszmary? Takie w których ktoś kradnie wasze nowo posadzone krzewy, podlewa trucizną ulubione drzewo, albo rozjeżdża trawnik samochodem? Mój sąsiad, Pan Jurek (Świętej już pamięci) dostał wylewu po tym, jak robotnicy osiedlowi postanowili wraz z remontem kanalizacji wykarczować jego pielęgnowany latami żywopłot. Tak, takie historie się zdarzają. To co przytrafiło się nam, było może mniej zaskakujące, ale równie ciężkie do zniesienia psychicznie. Do tego stopnia, że na kilka miesięcy nie mogłam się zebrać by napisać coś na blogu. Wiecie już co to było?

jesien-w-ogrodzie-3

Tak, wzrok was nie myli. Moje piękne hektary lubelskiej łąki, moje cudne rabaty bylinowe, mój sad i arboretum na wzgórzu są teraz czymś co można określić jako poligon. Albo obóz. Bo tak wygląda to nowe ogrodzenie.

jesien-w-ogrodzie-1jesien-w-ogrodzie-26jesien-w-ogrodzie-7jesien-w-ogrodzie-5jesien-w-ogrodzie-25jesien-w-ogrodzie-11jesien-w-ogrodzie-19

Witajcie w krainie elektrycznego pastucha! Tak chciałam początkowo zatytułować mój wpis. Sama nie wiem: śmiać się, czy płakać? Długo myślałam czy powinnam się tłumaczyć z okresu niepisania i milczenia, czy może raczej po prostu pokazać wam co zrobiło stado dzików przed moim domem. To może jednak pokażę?

jesien-w-ogrodzie-9jesien-w-ogrodzie-10jesien-w-ogrodzie-18jesien-w-ogrodzie-2

Dziki przychodzą do nas od 2012 roku. Jak udało mi się ustalić, obecność tych zwierząt związana jest z powodzią która kilka lat temu zalała ich żerowiska. Dzikie świnie przemieściły się wgłąb płaskowyżu nałęczowskiego, w lasach i pobliskich sadach znajdując pożywienie. Na naszej działce smakują im pędraki i dżdżownice. By je wydobyć z ziemi, ryją glebę na głębokość 15-25 cm (#zaorane). Od początku sezonu próbowaliśmy porytą przestrzeń rekultywować za pomocą maszyn rolniczych. Głęboka orka, potem bronowanie, kultywowanie… Wszystko na nic. Ledwo gleba się uklepała i obrosła trawą (by obsiać taki teren trzeba było wora nasion), a już świnki powróciły. Do pewnego momentu wierzyłam, że problem załatwi się „pokojowo” i „nieinwazyjnie” (pisałam o pułapce na dziki w styczniu). Miarka się przebrała, gdy knur i jego szajka zbliżyli się do domu. A może gdy zobaczyliśmy stadko podjeżdżając na działkę w środku nocy? Albo jeszcze wcześniej, gdy groźne chrumkanie przerwało nam konsumpcję kiełbasek przy ognisku pewnego letniego wieczora? Nie pamiętam już. W każdym razie z powodu dzikiej dewastacji musiałam przełożyć nieco plany ogrodnicze. I pogodzić się z elektrycznym pastuchem.

jesien-w-ogrodzie-6Zawsze uważałam, że największą zaletą mojego ogrodu jest to, że jest otwarty na otaczające pola, lasy, wzgórza. Koncepcja open garden space musiała niestety ulec zmianie. Nie szkodzi, elektryczny pastuch i tak jest lepszy niż siatka czy parkan. Wyobrażam sobie, że hoduję moje ulubione alpaki, i że to dla nich zamontowałam ogrodzenie pod napięciem. Właściwie to nie ja zamontowałam, tylko mój mąż z tatą, co chyba widać na zdjęciach. Gdybyście byli zainteresowani szczegółami, chętnie napiszę w komentarzach. Ogrodzenie i paliki dębowe kupiliśmy przez internet. Najbardziej ciekawiło mnie, czy pastuch będzie bezpieczny dla dzieci…

jesien-w-ogrodzie-4

Będzie. Zamierzamy włączać go jedynie pod nieobecność, no i w nocy. Grunt żeby „dewastatory” już tu nie przyszły w poszukiwaniu pędraków i żołędzi.

Nie chcę żebyście odnieśli wrażenie, że z powodu „dzikiej klęski” zamykam bloga. Będę szczera, nadal jest u mnie pięknie, ale przez wakacje byłam tak zajęta, że po prostu nie miałam kiedy pisać. Zrobiłam za to sporo zdjęć, które będę publikować sukcesywnie, na ile czas mi pozwoli. Jestem blogerem – pasjonatem, który pisze ponieważ kocha ogrodnictwo, a nie dlatego że musi. Aktualnie dostałam dwie nowe prace, więc coraz mniej mam czasu na pisanie, ale nie martwcie się, I ain’t going nowhere! Jako dowód, że dalej mam o czym pisać i co pokazywać, prezentuję nasz nowy kamienisty parking (DIY) z drewnianymi krawężnikami, a także rabaty bylinowe i mieszane jesienią.

jesien-w-ogrodzie-8 jesien-w-ogrodzie-17 jesien-w-ogrodzie-12 jesien-w-ogrodzie-15 jesien-w-ogrodzie-13 jesien-w-ogrodzie-16jesien-w-ogrodzie-27jesien-w-ogrodzie-21jesien-w-ogrodzie-22jesien-w-ogrodzie-20

Jeśli to dla was wciąż za mało, zapraszam na mojego Instagrama. Tam zawsze jest na bieżąco, wrzucam też filmiki z ogrodu.

Dziękuję wszystkim którzy nie przestali wierzyć że coś napiszę.

Pozdrowienia! 😀

Pola

10 komentarzy do “Weekend w ogrodzie # 38 – Co wydarzyło się w lubelskiej wsi

  1. W naszej okolicy dziki też robią podobne spustoszenie. Choć z drugiej strony patrząc – to my zamieszkaliśmy na ich terenie. Zabudowaliśmy ich lasy i łąki, więc gdzie się mają podziać?

  2. Fajnie, że już jesteś 🙂
    Dziki to rzeczywiście trudna sprawa, ale chyba na rabatach nie buszowały za bardzo? Bo prezentują się ekstra! 🙂 Na fotach wygląda jakby tylko trawnik zryły.
    Szkoda, że ogród ogrodzony 🙁 Podziwiałam was właśnie za to, że umieliście z tego zrezygnować- w przeciwieństwie do mnie. Mam paskudną siatkę wokół działki (nie całej, ale jednak) i mimo mojej całej nienawiści do niej, nie mogłabym jej zdjąć- i dla dobra ogrodu i samej zwierzyny- mój wilczur to zabójca 😉

    Mimo wszystko zwykła siatka wydaje mi się bezpieczniejsza, choć twój pastuch na pewno mniej rzuca się w oczy- ma za to u mnie ogromny plus 😀 Ale co z dzieciakami szwendającymi się po okolicy?

    Poza dzikami i ogrodzeniem wszystko piękne 😀 I dom i astry i winobluszcz w jesiennej szacie… lubię bardzo twój ogród 🙂

    • Nawet nie wiesz jak miło było mi czytać ten komentarz 🙂 Co do ogrodzenia, to pastuch wybraliśmy też ze względu na koszty. Ogrodzenie siatką naszej wielkiej działki to ogromna inwestycja, a nie chcieliśmy trwale dzielić przestrzeni. No i tak jak mówisz, pastucha prawie nie widać (z daleka, hehehe). Też mieliśmy kiedyś pieska, dużego sznaucera, bardzo sobie cenił wolność 🙂 Może rozważ pastucha z obrożą? Takiego ukrywanego w ziemi? W USA jest to bardzo popularne. W naszej wsi nie ma dzieci poza jednym przyjezdnym, które wiecznie pozostaje zamknięte za bramami posiadłości dziadków. Myślę, że trochę niebezpiecznie jest zawsze, dlatego wieszamy tabliczki „uwaga, pod napięciem”. Jak się podejdzie blisko, to „czuć” prąd. Myślę więc, że obejdzie się bez ofiar w ludziach.
      Szczęśliwie dziki raczej nie ryły na rabatach, jedynie je deptały, nie licząc kilku małych fragmentów tam gdzie akurat coś dosadziłam i ziemia była pulchna. Dlatego ich obecność skutecznie zniechęciła mnie do robienia nowych tzw. projektów.

  3. Jak się cieszę, że wróciłaś 🙂 Już powoli zaczynałam myśleć że odpuściłaś, a tego bym nie przeżyła 🙂 🙂 🙂 Tak to już jest z działkami przy lesie albo w lesie 🙂 Nasz ogrodzona od samego początku drewnianym ogrodzeniem…też wolałabym otwartą przestrzeń ale niestety….chociaż mimo tego ostatnio na polanie pod lasem spotkaliśmy sarne. Jak wlazła nie wiem jak wylazła też nie wiem 🙂 🙂 🙂 Pozdrowienia, aaaaaa i filmik <3

  4. Wreszcie, nareszcie. Fajnie, że jesteś z powrotem, bo bardzo twojego ogrodu brakowało w blogosferze. Rzucając okiem na pierwsze zdjęcia pomyślałam, że ciekawe czemu te ryjki tak do ciebie przyłażą i że może powinniście zacząć trufli szukać 😉 Widok rzeczywiście poruszający i nie dziwię się, że cierpliwość wam się wyczerpała. Ciekawe jak się ten elektryczny pastuch sprawdzi. To faktycznie mniej inwazyjne rozwiązanie niż ogrodzenie i nie jest aż tak niebezpieczne jak się wydaje. Dotknęłam kiedyś niechcący i uczucie było takie, jakby ktoś mocno kopnął w kręgosłup, ale krzywdy nie robi. Zwierzęta zresztą wyczuwają ten prąd dość skutecznie.
    A rabaty, co tu dużo mówić, cudowne.

  5. Na zdjęciach wygląda to mniej dramatycznie, niż w rzeczywistości. Dziki zryły całe otoczenie i wygląda, jakbyśmy mieszkali na środku kartofliska… Poli mąż pieczołowicie „poprzyklejał” kępy trawnika przynajmniej na podwórku. Brawo Pola, brawo Bartek!
    Pola opublikuj to zdjęcie, gdy przyjechaliście nocą i co zobaczyliście… dzikowisko!

  6. Polu, ogród piękny mimo zniszczeń. Współczuję z powodu dewastacji i konieczności ogrodzenia, ale chyba nie było innego wyjścia. Można to przesłonić roślinami, prawda?
    Nie boisz się o swoje dzieci? Córeczka na pewno rozumie, że nie należy dotykać, a maluch?
    Pewnie przez gęste żywopłoty np. głodowe dziki by się przedarły?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *