Drzewa / Mój ogród / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #39 – Dom z ogrodem

Luty w Warszawie upłynął mi pod znakiem smogu i kwiatków w wazonie, bo miałam imieniny.

Są dni gdy oddałabym wszystko, by nie być weekendowcem, by zamieszkać w drewnianym domku z ogrodem na stałe. Ale styczeń i luty to czas, gdy raczej cieszę się, że nie jestem wyłącznie ogrodnikiem, ale też mieszkańcem stolicy. Zima mi się nie dłuży. W mojej sytuacji łatwiej zająć się czymś, co pozwala przetrwać najgorszy okres oczekiwania na ocieplenie. Mam na myśli zajęcia niezwiązane z dbaniem o rośliny, bo nie działa na mnie np. wysiewanie czegoś na parapecie i wmawianie sobie, że to już wstęp do prawdziwego ogrodniczego szaleństwa na wsi. Parapet to parapet, niczym nie zastąpi zadyszki po przewiezieniu pod górkę taczki pełnej kompostu, uczucia satysfakcji po przycięciu żywopłotu, radości jaką jest grzebanie w ziemi i odkrywanie w niej niespodzianek. Jakich niespodzianek? Że coś się rozsiało i kiełkuje. Że już widać pączki. Że te pędy co z daleka wydawały się przemarznięte, z bliska wyglądają całkiem zdrowo. Kocham to uczucie euforii na wiosnę. Wyczekiwanie i puszczanie wodzy fantazji, gdy wyobrażam sobie, jak moje mikroskopijne dziś byliny rozwiną się za 30, 40, i 50 dni… Uwierzcie mi, niewiele rzeczy cieszy i ekscytuje człowieka bardziej. Niestety do końca lutego musiałam zadowalać się widokiem  na zasmogowane miasto, i kwiatami w wazonie (dobre i to!). Gdy przyszedł wreszcie czas na wyjazd na wieś do ogrodu, gdy udało się ogrzać drewnianą chałupkę, wyjść na zewnątrz i zrobić kilka zdjęć, poczułam, że czas działać.

Powiem szczerze – nie znam zbyt wielu ogrodów, które zachwycają o tej porze roku. Serio. To już nie czas malowniczej szadzi i szronku na szkieletach miskantów. Za nami poetyckie czapy śniegu na iglastych drzewach. Przeminęły bożonarodzeniowe lampki na choinkach i inne ozdobniki, które nadawały klimat naszym ogródkom zimą. Teraz czas na roztopy, bure kolory, błoto i zrudziałe zielska. Nawet jeśli komuś udało się zgromadzić kolekcję iglaków, zaaranżować wszystko z sensem… zazwyczaj nawet najbardziej wypielęgnowany trawnik po roztopach wygląda fatalnie, a uprzątnięte jesienią rabaty po zimowych wichurach i śnieżycach znów są zaśmiecone. Mój kazimierski ogród nie różni się pod tym względem od innych. Rzecz jasna wiem, że to w dużym stopniu „ograniczenia klimatyczne” odpowiadają za słabą estetyczną sytuację mojej zieleni burości. Daję słowo, że na zimnej lubelskiej glinie, w lutym, każdy skrawek zieleni wygląda bardzo marnie. Przez lata udało mi się poczynić jednak pewne obserwacje i znaleźć sposoby na uatrakcyjnienie zimowego ogrodu, nawet tu. Poniżej znajdziecie moje ekskluzywne porady.

Na pierwszym miejscu jest dla mnie elegancka kompozycja. Utwierdziłam się po raz kolejny w przekonaniu, do którego doszłam na początku swojej ogrodniczej drogi, że szkielet ogrodu, czyli jego formalny układ, jest w okresie bezlistnym najważniejszy. Brak liści, zero kwiatów, a zatem wyeksponowana jest struktura. Zimą jest ona ważniejsza niż rośliny. Dotyczy to każdego ogrodu, czy parku. Pamiętam carski ogród zimowy w Peterhofie, gdzie byłam przed laty. Żadne iglaki nie pomogą, jeśli nie będzie sensownej struktury, ciekawego układu przestrzeni. I jeszcze jedno – tam gdzie jest surowy klimat, bez sensu jest upychać dziesiątki wrażliwych roślin, które bez okrycia zmarnieją. Po co nam zimą widok na smutne rabaty upstrzone kokonami z fizeliny? Dużo lepsze są łyse gałęzie i  co najwyżej dekoracyjny układ ścieżek/kształt rabat.

Na drugim miejscu jeśli chodzi o podnoszenie atrakcyjności ogrodu w okresie roztopów, jest moim zdaniem architektura (ewentualnie mała architektura). To  jest właśnie ten element, który ostatecznie definiuje charakter ogrodowej kompozycji, i przesądza o tym, czy miejsce jest romantyczne, nowoczesne czy utrzymane w stylu orientalnym na przykład. Mała architektura to podstawa! Piszę tak, mimo że w moim ogrodzie brakuje niestety brukowanych ścieżek, murków oporowych,  ławeczek i podjazdów. Moja działka to wiejskie gospodarstwo, gdzie rządzi dzicz i swoboda, a natura co chwila wygrywa ze mną walkę o zagospodarowanie przestrzeni. Tak więc nie mam małej architektury (jeszcze). Mam za to kilka budynków gospodarczych, i całkiem malowniczy domek. Dzięki temu ogród jako tako wygląda. Gdyby nie zabudowania, brak małej architektury byłby aż nadto zauważalny, zwłaszcza zimą. Moja rada dla zakładających ogrody brzmi zatem – chcesz mieć ogródek piękny cały rok, zadbaj o kilka elementów STAŁYCH: z cegły, kamienia i drewna.

Rośliny. To że dobrze mieć coś zimozielonego, to oczywiste. Moim zdaniem istotne jest by zadbać nie tyle o kolor, co o taki dobór roślin, by cieszyć oko różnorodną strukturą liści wtedy, gdy nic innego już nie cieszy. Ważny jest też pokrój wiecznie zielonych krzewów i drzew. Nie lubicie różnorodności?  Nasadzenia jednego zimozielonego gatunku en masse też będą ok. Podobnie jak mój autorytet Piet Oudolf uważam, że w naturalistycznych ogrodach pięknie wyglądają strzyżone topiary np. kule bukszpanu czy formowane żywopłoty z cisu. Są wręcz niezastąpione, gdy potrzeba jest wprowadzić strukturę i rytm do naturalistycznych nasadzeń, czy stworzyć tło dla bujnych bylinowych rabat. Bez bukszpanowych kul mój ogród byłby chaosem, a bez cisów, brązową bezładną masą łysych gałęzi.

Skoro już wymieniam najważniejsze elementy kompozycyjne zimowego ogrodu, nie mogę pominąć drzew. Najlepiej jeśli mamy duże, stare drzewa, obrośnięte bluszczem. Ale mniejsze drzewa też są ok, zwłaszcza jeżeli mają ciekawy pokrój i interesującą korę, czy liście które długo nie opadają (buki, graby). Skoro o korze mowa, lubię wybierać rośliny, które „dodają w ogrodzie koloru” właśnie dzięki barwie pędów. Nie przepadam za dereniami (pasują mi raczej do zieleni osiedlowej), zaś zdecydowanie preferuję półdzikie róże o przebarwiających się na purpurowo gałązkach (na zdjęciu niżej). Chcąc co sezon oglądać jak ożywiają bury trawnik w okresie bezlistym, skracam je dość intensywnie na początku wiosny. Latem pojawiają się świeże młode przyrosty, które następnie robią się ciemnoczerwone. Moim mniej typowym wyborem jeśli chodzi o atrakcyjne pędy i korę, jest Hortensja kosmata Hydrangea aspera. Krzew ten słynie z dekoracyjnych kwiatów i liści, ale moim zdaniem to gwiazda zimy. Złotawa łuszcząca się kora tej hortensji wygląda pięknie, trochę jak na Drzewie truskawkowym.

Do idealnego ogrodu, który nie straszy w lutym, potrzebne są jeszcze: zgrabione trawniki, przycięte drzewa i krzewy, uprzątnięte resztki gnijących roślin zielnych. Niestety ten aspekt u mnie szwankuje (mało powiedziane), ponieważ ostatnimi czasy oddałam się nieco innym rozrywkom, nawet wtedy gdy przyjeżdżałam na naszą działkę. Całą jesień jeździłam konno w pobliskiej Stajni Wylągi. Zimą zaś albo nie bywałam w ogrodzie, albo uczyłam Józefinę jazdy na nartach w Kazimierzu, albo zajmowałam się domem. Tak, domem. Niektórzy z was być może wiedzą, że design i wnętrza to jedno z moich wielu zainteresowań. Aktualnie postanowiłam przemienić nasza lubelską chałupkę w designerski chalet, coś w tym stylu:

Nie mam pojęcia jak oznaczyć copyrights do tych zdjęć (wybaczcie), także nie podpiszę ich. I nie obawiajcie się, ten blog nie zamieni się od teraz w dziennik wnętrzarski. Dalej trzymam się tematów ogrodniczych. To tylko tak mała dygresyjka z uwagi na to, że nie mogę się pochwalić żadnymi pięknymi kwiatami.

Ogród został jesienią zaorany na tzw. wysoką skibę. Oznacza to, że te zrekultywowane miejsca są w tej chwili błotną masą wyniesioną ok 20 cm ponad poziom trawnika. Następnym krokiem będzie zbronowanie i wyrównanie zaoranego terenu. No i oczywiście nowy trawnik w tych miejscach. Potem jeszcze tylko krawędzie, sprzątanie rabat i wszystkiego dookoła… Cały czas zastanawiam się jak to ogarnę, skoro jestem „w proszku” jeśli chodzi o pozostałe prace ogrodnicze. Mój plan to zaangażować ekipę małych pomocników – Józię i Henia. Przeszli już wstępne przeszkolenie. Józia dostała w tym roku zgodę na obsługiwanie sekatora. Może więc mimo przeciwności w niedługim czasie uporam się z bałaganem i zaprezentuję wam przedwiosenne ogrodnicze cacko. Jest jeszcze kilka rzeczy których u mnie nie widzieliście, takich jak rabata przebiśniegowa. Ale o tym następnym razem.

Uściski!

Pola

A do Kazimierza najlepiej jeździć na przedwiośniu. Karnawałowe ciasta, zero turystów i narty! <3

Zobacz również

1 komentarz do “Weekend w ogrodzie #39 – Dom z ogrodem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *