Mój ogród / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #4 – Wiosna na rozbiegu

Wiosna na Lubelszczyźnie jakby się zatrzymała. Zrobiło się trochę zimniej, przez co rośliny zwolniły tempo. Pierwsze co zauważyłam po przyjeździe na działkę, to że forsycje są mniej rozwinięte niż w Warszawie. Może i w mieście wiosna przychodzi do ogrodów szybciej, ale za to nie ma tam saren i bażantów biegających dookoła domu… Świadomość zalet posiadania ogrodu wiejskiego zazwyczaj wystarcza mi by rozczarowanie pogodą zeszło na dalszy plan. Humor poprawił mi się też, gdy usłyszałam w radiu informację, o tym jak rok temu o tej samej porze padał śnieg z deszczem. No cóż, jak powiedziała nasza sąsiadka: „Trzeba się cieszyć, że zimy w tym roku prawie nie było”.

ogród wiosną 05

W słoneczne weekendy jedną z największych przyjemności jest spacer po okolicy. Rozpoczął się sezon na zawilce Anemone sylvestris: biały dywan rozkwitł w pobliskich lasach i wąwozach. Z daleka wszystko nadal wygląda szaro, ale  z perspektywy spacerowicza widać zbocza wąwozów usłane białymi zawilcami.

wąwóz 5

wąwóz 1

Kiedyś w zagranicznej gazecie widziałam artykuł na temat uprawy tego gatunku, nawet prezentacje różnych odmian wiosennych anemonów – od kremowych, przez różowe aż po niebieskie. Niektóre o pełnych kwiatach! Nie widziałam jednak niczego takiego w sprzedaży w Polsce. Zresztą nawet gdybym się na coś podobnego natknęła, to chyba nie posadziłabym w ogródku. Zawilce bardzo kojarzą mi się z lasem. Po prostu mam wrażenie, że ich miejsce jest gdzie indziej niż na klombie. W moim ogrodzie tylko na jednej rabacie, nomen omen tzw. leśnej, zawilce same się zasiały i spokojnie rosną w cieniu jaśminów.

wąwóz 3a

Wąwóz był porośnięty nie tylko anemonami, ale też fioletową kokoryczą i przylaszczkami. Na samym końcu zaś rosło pewne kuriozum. Od kilku lat interesuje mnie ta roślina: pasożyt, zwany łuskiewnikiem. Tajemniczy łuskiewnik różowy Lathraea squamaria wygląda trochę jak przybysz z kosmosu, albo z gry komputerowej Sci-fi. Nie ma liści, a jedynie łodygi pokryte kwiatami – łuskami. Kilka takich mackowatych kwiatostanów wyrasta z ziemi na przedwiośniu. W tym roku nasze  łuskiewniki są niepozorne, jak zresztą większość wiosennych kwiatów. Wyrosły zwarte i krótkie. Podoba mi się wygląd bladoróżowych „kłosów” i od dawna myślę nad sposobem przeniesienia łuskiewnika na rabatę. Żeby się przyjął w ogrodzie, musiałabym go posadzić na korzeniu rośliny na której miałby pasożytować. Operacja bardzo trudna, ryzykowna, i nie warta zachodu. Może zatem spróbuję z nasionami? Skoro jemiołę można zasadzić, to może i łuskiewnika się uda.

łuskiewnik różowy Lathraea squamaria 03

łuskiewnik różowy Lathraea squamaria 02

łuskiewnik różowy Lathraea squamaria 01

Jeśli mowa o rabatach – niewiele się u mnie zmieniło od zeszłego tygodnia. Wciąż największą ozdobą ogrodu są ciemierniki. To naprawdę królewskie kwiaty. Zakwitły też pierwiosnki ząbkowane Primula denticulata. Są świeżo po rozsadzeniu, zatem nie powalają jeszcze urodą. Na dodatek ciepły marzec spowodował, że urosły jakieś krępe.

ciemiernik helleborus pierwiosnek primula denticulata

Do kwitnienia przygotowuje się też jedno z moich ulubionych drzew – wiśnia ozdobna Prunus „Accolade”. Jest jak prawdziwe cudo, gdy jej rozpostarta korona pokrywa się na wiosnę jasnoróżowymi kwiatkami. Wyglądają wtedy jak z japońskiej pocztówki. Accolade ma luźny pokrój, dzięki czemu przez jej gałęzie przebija sporo słońca, więc nie zacienia ogrodu. Ma też bardzo ozdobną korę. Pączki są w kolorze purpury. Mam nadzieję, że gdy przyjadę na działkę następnym razem, zdążę jeszcze zobaczyć kwitnące wiśniowe widowisko…

prunus accolade

prunus accolade 03

prunus accolade 02

Nieopodal wiśni rozsiewają się jasnoniebieskie cebulice Scilla siberica. Jest ich z roku na rok coraz więcej. Teraz wyglądają jeszcze lepiej niż tydzień temu.

cebulica syberyjska scilla siberica

Trawa się wyraźnie zazieleniła,  i ogród zaczyna przybierać swój typowo wiosenną szatę. Trzeba się ostro brać do pracy. Angielskie ogrodnicze powiedzonko, na które kiedyś się natknęłam, brzmi: „lawns and hedges, paths an edges”. Jest to jakoby recepta na dobrze ogarnięty ogród: najważniejsze są trawniki i żywopłoty, ścieżki i krawędzie (rabat). Rzeczywiście, coś w tym jest. Możecie mieć niewypielone klomby, nie pourywane przekwitłe kwiatki, ale jeśli macie zadbane te cztery wymienione wcześniej elementy – ogród na pewno będzie wyglądał dobrze. Jeśli chodzi o naszą działkę, to trawnik prezentuje się jako tako (jak na nasze tutejsze standardy, to wręcz bardzo dobrze). Ścieżek nie mamy. Następne są żywopłoty – u nas najwięcej jest tych naturalistycznych, np. z dzikiej róży albo z cisu.

żywopłot z cisu

Cisy przycinam tylko trochę, by rosły gęste i zwarte.

Formowanych żywopłotów mamy niewiele, a te które są, zostały już przycięte (w ten weekend  dosadziłam nawet tu i ówdzie dodatkowe sadzonki ligustru by załatać w nich „dziury”). Prezentują się OK. Najgorzej jest z krawędziami. Mam wiele rabat, wszystkie graniczą bezpośrednio z trawnikiem. Próbowałam różnych sposobów na estetyczne rozwiązanie kwestii krawędzi trawnika, i po trudach, bojach z kamieniami i plastikową taśmą stwierdzam, że jedyne co u nas zdaje egzamin, to łopatka do krawędziowania. Jest to szpadel w kształcie półksiężyca, ostry jak nóż. Służy on do wycinania po kawałku brzegów darni. Zabieg monotonny, ale idzie szybko, natomiast efekt pozostaje niezastąpiony. Przy relatywnie małym wysiłku raz na 2-3 miesiące osiąga się świetne rezultaty. Zależy mi na regularnych krawędziach, bo za chwilę rabaty się rozrosną, a przy ich wybujałej, dzikiej formie zawsze dobrze wygląda coś uporządkowanego.

krawędź trawnika 3 krawędź trawnika 2 krawędź trawnika 1 krawędź trawnika 4

Już za kilka miesięcy rabata będzie wyglądała tak… ;))))

ogród lipiec

Póki co trwa wczesna wiosna, na wsi kontynuuje się prace polowe. Nasz sąsiad lada dzień posieje zboże. Zamieszczam zdjęcie na którym widać jak bronuje pole. Wiem, że w niektórych rejonach Polski, czy świata, orka konno tradycyjną broną to rzadki widok i przeżytek. A ja właśnie za tą staroświeckość kocham moją Lubelszczyznę.

orka konie

Na trawniku zakwitł pierwszy narcyz. To oficjalny znak nadejścia wiosny. Na pewno moja kolejna wizyta na działce będzie wiązała się z oglądaniem całego mnóstwa tych kwiatów.

narcissus

Czas zleciał jak zwykle bardzo szybko. Trudno jest w jeden weekend wykonać zaplanowane prace, a jeszcze znaleźć czas na odpoczynek i robienie zdjęć. Czasem myślę, że gdybym mieszkała tam, na działce, nie wychodziłabym z ogrodu. Może zatem i lepiej że dojeżdżam z Warszawy i mam ten wieczny niedosyt?

ogród wiosną 04

ogród wiosną 03

ogród wiosną 06

Stwierdzam, że wiosna już zdecydowanie nadeszła, a wraz z nią przeminęło przedwiośnie. Nie ma już kwitnących przebiśniegów, ani wawrzynka wilczełyko. Od teraz zaczyna się coraz bardziej intensywna walka o dominację w ogrodzie, pomiędzy mną, a samą przyrodą. Zaraz zacznie się wojna z chwastami, szybko rosnącą trawą… Przemiany przyrody w czasie zawsze są dla mnie mocnym doświadczeniem. I mimo swojej corocznej powtarzalności, zaskakują mnie cały czas. No bo kto by przewidział, że marzec 2014 będzie tak pogodny? Że forsycja zakwitnie kilka tygodni wcześniej? Piszę ten post już w Warszawie. I oczywiście tęsknię za zapachem wilgotnej ziemi.

wąwóz 2

Zobacz również

1 komentarz do “Weekend w ogrodzie #4 – Wiosna na rozbiegu

  1. Pingback: Top gadżety ogrodnicze 2015 | Weekend w ogrodzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *