Byliny / Mój ogród / Rośliny cebulowe / Weekendy w ogrodzie

Weekend w ogrodzie #6 – Majówka

latawiec

Któż z nas nie czekał na tzw. długi weekend? I któż czekając nie interesował się prognozą pogody? Choć to tematy bliskie wszystkim, to jednak dla ogrodników szczególnie istotne. Powinnam dodać „ogrodników weekendowych”, czyli takich którzy podobnie jak ja bywają na swoich działkach jedynie w wolne dni. O ile deszcz i niska temperatura dla każdego oznaczają w czasie majówki zmarnowany urlop, to dla ogrodnika jest to dodatkowy koszmar, związany z niemożnością pracy w ogrodzie. Wystarczy przecież, że deszcz uniemożliwi koszenie trawy. Następne, które wykonamy najwcześniej za tydzień, może okazać się już zbyt późne. Zaniedbana trawa albo się wykłosi, albo wybuja na tyle, że kosisko nie będzie w stanie jej dosięgnąć. Takie to rozterki targały całą naszą rodziną, gdy pojawiliśmy się na wsi w piątek po południu. Tak, dopiero w piątek, bo wcześniej zajmowały nas inne ważne obowiązki, o których opowiem w następnym wpisie.

Nie oglądam telewizji i nie sprawdzałam przez kilka dni Facebooka (brak zasięgu), więc tylko z pogłosek wiem, że w sobotę trzeciego maja padało prawie w całej Polsce. Na szczęście moje ogrodnicze królestwo jest wyjątkowe, przez co zazwyczaj opiera się niepogodzie. Jeśli nawet w dolinie Grodarza (czyli w Kazimierzu Dolnym), albo nad Wisłą pada, to nasze wzgórze zwykle  się wypogadza szybciej niż okolica. Tak było i tym razem. Co można robić z dzieckiem na oddalonej od cywilizacji działce, gdy ogród jest za mokry na koszenie, a wiatr i ziąb zniechęcają do pielenia i sadzenia? Na szczęście możliwości jest mnóstwo. Można na przykład puszczać latawca.

latawiec na tle pochmurnego nieba Oldschoolowe zabawy takie jak ta, potrafią przynieść radość i podnieść na duchu w czasie niepogody. W końcu ogród jest nie tylko po to by w nim pracować, ale także by się w nim bawić. A bieganie za latawcem nawet w chłodny dzień jest przyjemne. Innym zajęciem jakie uskutecznialiśmy było tradycyjne już zwiedzanie okolicy samochodem (w deszczu) i słuchanie Beatlesów. Wybrałyśmy się we dwie z Józią na poszukiwanie farmy tulipanów w Wojciechowie nieopodal Nałęczowa. Niestety ekspedycja zakończyła się fiaskiem. Przeczesałyśmy wszystkie okoliczne wsie, ale kwitnącego tulipanowego pola ani śladu. Jak się potem dowiedziałam, wojciechowscy farmerzy zarzucili produkcję tulipanów już jakiś czas temu. Szkoda, bo wyglądało to fantastycznie. Poniżej zdjęcie circa 2007 r, na którym widać jak prezentowała się owa hodowla:

pole tulipanów w Wojciechowie
Od kiedy ujrzałam te kołyszące się na wietrze tysiące czerwonych tulipanów w Wojciechowie, zapragnęłam posadzić tą samą odmianę u siebie. Skoro świetnie sobie radzą na gliniastym polu, to może warto dać im szansę w ogrodzie? Wcześniej nie wiązałam z sadzeniem u siebie tulipanów większych nadziei. Po prostu wiem, że lubią przepuszczalne podłoże i nie łudziłam się, że zechcą „zamieszkać” na moich rabatach pełnych ciężkiej gliny. Ale udało się. Zakwitło kilkadziesiąt sztuk tej najpowszechniejszej, tradycyjnej późnej odmiany, prawdopodobnie „Apledoorn”.

porażony wirusem tulipan Apledoorn

Ciekawym bonusem było przypadkowe uzyskanie nowej „odmiany” tulipana o dwubarwnych płatkach. Jedna cebula zaraziła się wirusem, skutkiem czego płatki nie wybarwiły się regularnie. Widać na nich delikatne żółte „żyłki”.

Święto 3 Maja tulipany czerwone tulipany Apledoorn czerwone tulipany i bukszpan

Fotografowanie z bliska roślin zaraz po deszczu to także wielka radość, która niejako rekompensuje brak pogody. Kwiaty wyglądają pięknie zanim obeschną. Krople ładnie błyszczą w słońcu. Wiem, to kicz, ale co tam. Mnie się podoba, i dlatego w niedzielę, gdy było już ciepło i słonecznie kontynuowałam fotografowanie. Oto mój tulipan z dwubarwnej odmiany, której nazwy niestety nie pamiętam (jedyny z całej paczki, jaki przetrwał norniki i bakteriozy). Dumnie rozświetla zielony zakątek pomiędzy bukszpanem a liliowcami.

dwukolorowy tulipan

Wirus najwyraźniej zaatakował też fiołka motylkowatego Viola sororia. Nie jestem wprawdzie pewna, ale trochę tak to wygląda…

fiołki

Szarą eminencją przy tulipanach są moim zdaniem jedne z najpiękniejszych roślin cebulowych – narcyzy białe Narcissus poeticus. Jako dziecko ich nie lubiłam – wydawały mi się nędzną namiastką dorodnych i kolorowych „prawdziwych” narcyzów. Jak to dzieci – nie lubią skromnego, niepozornego i bladego. Józia także woli różowe tulipany od delikatnych, niewielkich narcyzów z czerwonym oczkiem. Według mnie są one w swej niepozorności po prostu piękne. Niewiele roślin dorównuje im gracją i elegancją. No i ten POETYCKI zapach… Zamierzam dosadzić w przyszłości jak najwięcej narcyzów białych. Planuję zestawiać je właśnie z tulipanami „Apeldoorn”. Widziałam taką kompozycję posadzoną w trawie w jednym z czasopism. Biało – czerwony duet wyłaniający się z trawy powinien wyglądać ciekawie. Czy się uda i czy tulipany nie zostaną zjedzone przez gryzonie – to się okaże.

narzyc - narcissus poeticus narcissus poeticus

Rozważam nawet posadzenie N. poeticus i „Apeldoornów” pod drzewem. Kwitną równolegle z kwiatami jabłoni, i myślę że całość stworzy dość idylliczną całość. Zastanawiam się jeszcze tylko, jak przeżyję widok zamierających liści narcyzów i tulipanów. Nie wolno ich przecież ścinać dopóki same całkowicie nie zaschną…

wiosenny ogród kwitnąca jabłoń

kwiat jabłoni

Jabłonka jest naprawdę piękna. Widzę, że radykalne cięcie co roku na przedwiośniu bardzo jej służy. Chociaż owocuje w kratkę, jak to typowa stara odmiana, jej owoce kiedy się już pojawią to są wielkim darem. Zidentyfikowałyśmy z Mamą naszą jabłonkę jako „Kronselkę”. Cięcie i bielenie pnia to właściwie jedyne co robimy dla jej pielęgnacji. Widok gałązek oblepionych kwieciem jest zaś bezcenny, i nadal chciałabym mieć to drzewo, choćby nie rodziło nawet jednego owocu. Skoro mowa o owocach – ciekawe czy doczekam się „pigwy” czyli owoców pigwowca Chaenomeles japonica, którego posadziliśmy dwa tygodnie temu (wspomniany prezent od kuzyna). Z każdym dniem krzew ten otwiera kolejne pąki. Intensywne, krwistoczerwone kwiaty na niemal bezlistnych czarnych gałązkach prezentują się wspaniale. Będę go prowadzić w taki sposób, by zostało kilka pojedynczych starych gałęzi. Pigwowce kwitną na starym drewnie, więc zamierzam regularnie usuwać nowe przyrosty i wątłe dziczki. W ten sposób przycinają je ogrodnicy w Anglii, m. in. w ogrodzie Bateman’s.

pigwowiec

Co słychać na moich rabatach bylinowych? Niestety niewiele. Jestem fanką new perennial planting, i co za tym idzie mam w ogrodzie najwięcej roślin kwitnących latem. Przez całą wiosnę niewiele widać koloru (gdzieś poznikały wszystkie ozdobne czosnki, dawniej miałam ich kilkadziesiąt), ale rozmaitość odcieni zieleni i form liści bylin wystarcza za atrakcję. Kolorowe żurawki, miękkie omszone żelaźniaki i szałwie, strzeliste trawy… wszystko razem też jest dekoracyjne, pomimo że kwiatów jeszcze brak. Lubię obserwować proces „powstawania” bylin od nowa co sezon. Wyrastają „z niczego”, od zera, i ledwie w kilka miesięcy osiągają niekiedy 1,5 – 2 m. Zanim jednak moja bylinowa łąka zakwitnie, trwa czas skromniejszych prymulek, wilczomleczy i bergenii.

rabata bylinowa wiosnąbergenie, ośle uszy i rozchodniki Bergenia cordifolia primula

I jeszcze raz tulipany, tym razem różowe i kremowe. Ozdabiają nowe nasadzenie nieopodal miejsca gdzie rosła jarzębina (szczegóły procesu przemian tego zakątka ogrody zostały opisane tu).Posadzony na jej miejscu cis wygląda OK, myślę że się przyjął po tym jakże radykalnym przesadzaniu. Prawdziwy sprawdzian poziomu jego aklimatyzacji odbędzie się jednak dopiero zimą. Póki co jestem dobrej myśli. Oprócz usunięcia drzewa i przesadzenia cisu dokonałam innych zmian. Dziurawce farbierskie, które słabo kwitły w gliniastym i cienistym zakątku, zastąpiłam ciemnolistnymi pluskwicami Cimicifuga racemosa). Uporządkowałam też rosnące dotąd chaotycznie liliowce, tak by stanowiły pokaźną zwartą kępę.

tulipany różowe

cis i tulipany cis

Byle do następnego weekendu. To już za parę dni. Może nie będzie padało? A nawet jeśli – trzeba się z tego cieszyć, zgodnie z ludowym powiedzeniem: „ciepły kwiecień, mokry maj, będzie żyto niby gaj”.

puszczanie latawca

Zobacz również

3 komentarzy do “Weekend w ogrodzie #6 – Majówka

  1. Jak mi żal, że w ten weekend mnie tam nie będzie… Jak się mają hortensje od Franciszkanów? Musimy je za wszelką cenę utrzymać, to poświęceni świadkowie Zmartwychwstania z Kazimierskiego Klasztoru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *