Krzewy / Ogrodnicze ABC / Róże

Znane i mniej znane krzewy o dekoracyjnych owocach

Sadząc rośliny których walory dekoracyjne ukazują się dopiero jesienią, zyskujemy wiele. Przede wszystkim wraz z przekwitaniem bylin nie czujemy żalu, bo możemy cieszyć się z nowych ogrodowych dekoracji. Moim ulubionym jesiennym momentem jest pojawienie się owoców na dzikich różach, których mam bardzo wiele. Ale są też inne krzewy na które przez całe lato nie zwracam uwagi, by przypomnieć sobie o nich pod koniec września. Oto moja osobista lista roślin dekoracyjnych z owoców.

1. Kalina koralowa Viburnum opulus

Kaliny to wspaniałe krzewy. Wiele gatunków sadzi się ze względu na piękne kwiaty (kaliny angielskie, bodnantskie, orientalne, no i oczywiście słynną odmianę „buldeneż”). Oferują jednak znacznie więcej – są dekoracyjne jesienią. Moim zdaniem najbardziej wartościowa pod tym względem jest kalina koralowa w formie dzikiej (gatunek). Jej liście jak u wielu kalin dość wcześnie przebarwiają się na pomarańczowo – czerwono. Krzewy od końca lata obsypane są też „koralami” owoców (jak sama nazwa wskazuje). Kalina ta chyba znów wraca do łask za sprawą mody na jedzenie dzikich roślin. Jeśli interesuje Was ten aspekt, polecam informacje i przepisy z bardzo ciekawego portalu 1000 roślin jadalnych. Tymczasem zachęcam do sadzenia kalin, gdyż jest to niewymagający gatunek rosnący dziko w Polsce, zakorzeniony w naszej kulturze i literaturze, piękny i przyciągający ptaki.

kalina koralowa

Jedna z kilku naszych kalin koralowych – uzyskana z samosiejki, którą przesadziliśmy z miedzy u sąsiada. W naszej okolicy kaliny te są bardzo pospolitym gatunkiem.

2. Dzika róża Rosa canina

Nie jestem pewna czy w moim ogrodzie rośnie czysty gatunek „psiej róży” czy też jego mieszaniec. Rosa canina lubi się bowiem krzyżować z innymi krewniakami. To wielki, kolczasty krzew który jeśli nie zachoruje i nie przemarznie, w maju bardzo obficie kwitnie. Kwiaty są pojedyncze, zwykle jasnoróżowe z żółtym środkiem. Potem róża długo nie oferuje nic, po to by jesienią znów zachwycić kolorami. Jej owoce są niepozorne, ale jest ich na pojedynczym krzewie bardzo wiele. Z daleka roślina w okresie owocowania wygląda jak czerwona chmura, szczególnie jeśli wcześniej straci liście (np. na skutek grzybicy). Lubię psią różę, ale nie traktuję jej jak rarytasu. Ptaki i inne zwierzęta których mam w ogrodzie od groma, rozsiewają mi ją tu i ówdzie. Posiadam więc mnóstwo sadzonek – samosiejek, którymi chętnie się podzielę (proszę pisać na weekendwogrodzie@gmail.com, albo na facebookowym profilu bloga). Za co lubię psią różę? Za to, że jest niewymagająca. Że mimo chorób (stale zapada na plamistość, borykam się też z szypszyńcem różanym) potrafi być silna i rozrasta się w szybkim tempie w potężny krzew. Jedyna pielęgnacja którą jej funduję to usuwanie chorych pędów i grabienie zarażonych liści. Podoba mi się, że owoce tej róży pojawiają się en masse i przyciągają miliony ptaków, będąc jednocześnie ładną dekoracją ogrodu aż do późnych mrozów. Ptaki lubią czekać ze zjadaniem tych owoców do przymrozków. Od niskiej temperatury skórka mięknie i różane przekąski są łatwiejsze w konsumpcji.

rosa canina2

Pod koniec lata na krzewie dzikiej róży Rosa canina pojawiają się setki podłużnych owoców w intensywnie czerwonym kolorze.

rosa canina

Ciekawostka – jedną ze swoich psich róż uzyskałam w nietypowy sposób. Posadziłam szlachetną odmianę szczepioną, która niestety po jednym sezonie przemarzła. Nowe pędy na wiosnę odbiły z dzikiej podkładki. Postanowiła nie usuwać dzikusa, lecz pozwolić mu zakwitnąć. Dzięki temu dziś mam piękne czerwone owoce.

rosa canina Xa

Tak wygląda krzew tej samej róży w październiku. Gałęzie pozbawione liści przebarwiają się na bordowo i tworzą malowniczą kolorystycznie kompozycję wraz z żółknącymi liśćmi drzew rosnących w tle.

rosa canina X

Z nastaniem przymrozków owoce ciemnieją podobnie jak młodsze pędy krzewu.

3. Róża gęstokolczasta Rosa spinosissima

To jeden z moich faworytów. Nie dość, że późną wiosną kwitnie jako jedna z pierwszych dzikich róż (piękne, duże białe kwiaty przypominające zawilce), to jeszcze ma dekoracyjne liście i niesamowite, czarne owoce. Z jednej róży gęstokolczastej uzyskałam kilka sadzonek – wystarczy przysypać ziemią jej kłujące pędy, a już po kilkunastu tygodniach ukorzenią się na tyle, by móc samodzielnie rosnąć gdzie indziej. Eleganckie liście tej róży długo są zielone (w chłodnym szmaragdowym odcieniu). Jesienią przebarwiają się na żółto. Nie mam z tym krzewem żadnych problemów, w ogóle mi nie choruje. Żadnych, no może poza pieleniem…. róża ta dorasta maksymalnie do 1 metra. By nie została zagłuszona przez wysokie chwasty trzeba ją w młodości pielić, co jest rzecz jasna utrudnione przez gęste i kolczaste pędy. Inna nazwa tej róży to Rosa pimpinellifolia.

rosa spinosissima

Róża gęstokolczasta zachwyca pięknymi czarnymi owocami.

4. Róża pomarszczona Rosa rugosa

Bardzo pospolity gatunek, często wykorzystywany w zieleni miejskiej. Jest trwała, znosi wszystko (nawet zasolenie gleby i spaliny – widzieliście zarośla rogozowe wzdłuż deptaku w Sopocie?). Lubię ją za niezawodność i za pięknie pachnące kwiaty, które pojawiają się prze całe lato (od maja do września). W drugiej połowie lata kwiaty zdobią rugosy równocześnie z dużymi, czerwonymi owocami. Jak wszystkie róże, gatunek ten jest bogaty w witaminę C. Owoce są dobre na przetwory, płatki zaś nadają się na konfitury różane (często używam ich też jako dekorację deserów, np. takich jak ten tort). Mimo że pospolita, Rosa rugosa doczekała się kilku wartościowych odmian hodowlanych. Mogę polecić Wam kilka kultywarów które uprawiam, na przykład „Hansa” o przepięknych, pełnych kwiatach i nieco mniej intensywnym wzroście (normalnie rugosy potrafią wyrosnąć na 2,5 metra. Hansa jest mniej więcej o połowę niższa). Inna rosnąca u mnie rosa rugosa to „Dagmar Hastrup”. Mam niejasne wrażenie, że może to być mieszaniec rugosy z jakimś innym gatunkiem, ale z mojej perspektywy nie ma to znaczenia. „Dagmara” jest różą kompaktową, niewysoką i odporną. Na moje ogrodnicze oko zachowuje wszystkie walory dzikiej rogosy, z tym że nadaje się do małych ogródków i na różę okrywową. Jej kwiaty mają kolor dosyć jasnego różu. Ostatnia polecana przeze mnie odmiana róży pomarszczonej to „Alba” – łatwo się domyślić, że charakteryzuje się białymi kwiatami. Jak wykorzystuję w ogrodzie swoje rogosy? Tworzą kolczasty, pachnący i przebarwiający się na rudo jesienią żywopłot.  Gdzie indziej porastają zacienioną skarpę. Niekiedy późną zimą obcinam im czubki pędów nożycami do żywopłotu. Robię to ponieważ nie podobają mi się zasuszone i poczerniałe owoce które nie zostały zebrane ani zjedzone przez ptaki.

rosa rugosa

5. Irgi – Cotoneaster

Stałych czytelników bloga może szokować, że zachwalam te tradycyjne krzewy, będące hitem lat 80. Jestem przecież zagorzałym orędownikiem bylin! Ale do irg mam pewną słabość. Uważam wprawdzie, że nie są to rośliny typu „posadź i zapomnij”. Trzeba bardzo rozważnie szukać dla nich miejsca w ogrodzie. Wybór  gatunku i odmiany powinien być starannie przemyślany i poprzedzony researchem (jest w czym wybierać!). Krzewy te oferują wiele, ale posadzone w niewłaściwym miejscu, lub co gorsza źle przycinane (co często widuje się w zaniedbanych nasadzeniach miejskich) robią się pokraczne i bardziej szpecą niż zdobią (zwłaszcza zimą, gdy opadną im liście). Zanim posadzicie u siebie jakąkolwiek irgę, zastanówcie się jaki gatunek i odmiana będzie dla Was najlepsza. Na przykład irgi rozpostarte są bardzo ekspansywne i potrzebują wiele miejsca. Ciężko pod nimi pielić, bo trzeba wyrywać chwasty spod sztywnych i gęstych gałęzi (jednak nie na tyle gęstych by uniemożliwić chwastom rozwój). Na dodatek przewieszające się pędy irg ukorzeniają się przy najmniejszym zetknięciu z ziemią. Na roślinę okrywową dobra jest irga dammera. Ta z kolei przemarza, no i pielenie w pierwszych latach po posadzeniu jest katorgą (przekonałam się o tym sama). Zanim po kilku latach gatunek ten stworzy gruby ciemny dywanik nie do przebicia, dobrze będzie posadzić ją na macie z agrowłókniny. To wprawdzie uniwmożliwi pełzającym pędom ukorzenianie się i spowolni nieco wzrost „dywanika”…. ale warto poczekać bo po kilku latach uzyskacie półzimozielony kobierzec kwitnący na biało latem i ozdobiony czerwonymi koralikami jesienią. Zaznaczę przy tym że u mnie irga dammera świetnie rośnie nawet w głębokim cieniu! Lubię też irgę poziomą, którą nazywam „rybią ością”. Ona także mimo że ma opinię niewymagającej i bezproblemowej, wymaga zachodu. Irgi bowiem są tolerancyjne na suszę i lichą glebę. Słabo sobie jednak radzą z chwastami, a ich często „ażurowy”, luźny pokrój i niekiedy pełzające po ziemi pędy utrudniają pielenie oraz koszenie dookoła krzewu. Tak czy siak warto je mieć by cieszyć się czerwonymi i pomarańczowymi jagódkami jesienią. Aha, nie polecam sadzenia irg na rabatach mieszanych. Znacznie lepiej (i praktyczniej) komponują się z innymi krzewami, np. cisami.  Zanim to zrozumiałam przesadzałam moje irgi z miejsca na miejsce. Wiem więc, że przesadzanie znoszą całkiem dobrze 😉

irga pozioma

Irgi zdobią jesienią, ale pod warunkiem, że ładnie je zaaranżujemy i zadbamy o naturalny, niezakłócony przycinaniem pokrój.

6. Ognik szkarłatny Pyracantha coccinea

Tych którzy nie mają cierpliwości do irg, polecam ogniki. Liście tych krzewów pozostają bardzo długo ciemnozielone i są świetną ozdobą ogrodu aż do późnej jesieni. A owoce? Istnieją przeróżne odmiany. Każda z nich oferuje inny kolor jagód- od pomarańczu po purpurę. Mój ognik jest przycinany (chcę uzyskać zwartą kolczastą gęstwinę), co nieco ogranicza potem jego kwitnienie i owocowanie. Podobają mi się jednak gęste ognikowe zarośla, które niegdyś wypatrzyłam w warszawskim parku Ujazdowskim. Żeby uzyskać taki zwarty pokrój trzeba roślinę przycinać. Ogniki tworzą idealne warunki do gniazdowania dla małych ptaków – kolejny argument by mieć je w swoim ogrodzie!

ognik ognik 2

7. Winorośl Vitis vinifera

Wprawdzie to nie krzew, ale ozdobne owoce jak najbardziej ma. Nasze „wino” jest dzikusem, który opanował wejście do wąwozu. Może nawet jest to podgatunek leśnej winorośli Vitis sylvestris? Pnącze rosło tam już od lat gdy rozpoczęliśmy zakładanie ogrodu. Jego splątane, zdrewniałe niczym liany pędy porastały konary sąsiednich drzew. Próbowaliśmy je wytępić, przekonani że nie będzie owocowało pośród gęstych gałęzi i od północnej strony lasu. Nie udało się i dziś nasza winorośl żyje swoim życiem. Mimo przycinania i całkowitego zapuszczenia rozrasta się i owocuje. Służy za pokarm raczej leśnym ptakom i innym zwierzętom , niż mojej rodzinie. Gdy zaś dookoła liście drzew powoli zaczynają opadać, wielkie fioletowe grona są dla mnie wartościową dekoracją tej zaniedbanej części ogrodu.

winogrona

Tyle moich ulubionych „owocowych” gatunków. Powinnam dopisać do nich jeszcze cisy, wiciokrzew, dziki bez i szparagi, ale zostawię je sobie na kolejny wpis. Tymczasem wspomnę jeszcze o roślinach posiadających piękne owoce, których nie mam, a które mi się marzą. Na mojej liście zakupów są dwa gatunki których obecność w ogrodzie bardzo by mnie ucieszyła. Może pewnego dnia wzbogacą weekendową działkęswymi nietuzinkowymi owocami… oto moje aktualne wczesnojesienne „must have’y„:

Agrest czerwony

Od warszawskich specjalistów zajmujących się handlem eko owocami wiem, że agrest przeżywa swój wielki ogrodniczy come back. Dawno zapomniany smak najwyraźniej powraca. Kto by nie chciał spróbować agrestowej galaretki (tej domowej, nie z torebki)? Albo agrestowego dżemu? Mnie marzy się mieć dwa w jednym – krzew który dostarcza pysznych owoców i jednocześnie jest dekoracją ogrodu. Najbardziej wartościowe wydają mi się odmiany „Rote Eva” (niemiecka, znana także jako Redeva – ponoć mrozoodporna i niezawodna) oraz orientalnie brzmiąca „Hinnonmaki Red”. Piszę o nich mimo, że nie rosną u mnie i ich nie przetestowałam. Ale chcę przynajmniej podzielić się z Wami efektami mojego researchu. W końcu od tego powinno się zaczynać planowanie nowych nasadzeń 🙂 Owoce tych agrestów wyglądają tak:

agrest

Czerwony agrest. Foto via www.ornamental-trees.co.uk

Róża kasztanowa Rosa roxburghii f. normalis

Moje marzenie od lat. Jakoś dotąd nie udało mi się jej spotkać w żadnej szkółce. Ma piękne kwiaty i bardzo ciekawe owoce przypominające kasztany. Przyznacie, że interesująca? Podobno ta róża zawiera wyjątkowo dużo witaminyc C. Jej dodatkową niesamowitą cechą jest kora. Krzew ten tworzy potężne konary, tak że w sprzyjających warunkach można by nazwać go małym drzewkiem. Niesamowita łuszcząca się kora wprowadza ciekawy element dekoracyjny do ogrodu zimą. Roślina pochodzi z Chin.

dscf8566

Róża kasztanowa o brdzo oryginalnych owocach. Fot via http://teddingtongardener.com/

rosa-roburghii-base-of-canopy-012513-640

Zimą zdrewniałe i łuszczące się pędy róży kasztanowej wyglądają dość niesamowicie. Foto via http://www.louistheplantgeek.com/

Zobacz również

8 komentarzy do “Znane i mniej znane krzewy o dekoracyjnych owocach

  1. O! Nie wiedziałam, że irgi są staromodne 🙂 Ja na swoich piachach bardzo je lubię, ale głównie z jednego powodu: ptaki. To są pierwsze krzewy ogołacane przez nie. W zasadzie na zimę nic sobie nie zostawiają, bo wszystko wyjadają w ciągu pierwszych chłodniejszych dni. Natomiast owoce dzikiej róży czy aronii potrafią (jeśli same nie opadną) przetrwać nieruszone do wiosny.
    Ta róża kasztanowa rzeczywiście robi wrażenie, ale skoro mowa o owocach to dodałabym pięknotki 🙂 Choruję na nie, ale w dalszym ciągu nie mam dla nich jeszcze miejsca.

    • O ile się nie mylę, irgi są uprawiane w ogrodach od XIX wieku. Mnie jednak kojarzą się z rabatami sadzonymi na blokowiskach w latach 70 i 80 XX w – do pary z jałowcami chińskimi – jako „niezniszczalne” rośliny. Kiedy widzę takie dziś rozrośnięte krzaczyska ogołocone u podstawy i wykrzywiane na skutek złego przycinania/łamania gałęzi, to trudno mi się do nich przekonać. Z drugiej jednak strony chyba warto poszukać irgom innego kontekstu niż ten miejsko-peerelowski, bo to wartościowe krzewy. Pięknotki super, ale u mnie pewnie by przemarzały :/ Pozdrowienia!

  2. Irga błyszcząca (Cotoneaster lucidus) i róża pomarszczona (Rosa rugosa) to obce gatunki inwazyjne. Nie niszczmy naszej rodzimej, pięknej Przyrody, wprowadzając je do uprawy. Nie promujmy ich. pozdrawiam

    • Wielokrotnie na tym blogu podkreślałam swój liberalny stosunek do inwazyjnych agriofitów sadzonych dla celów dekoracyjnych, bo zakładam, że moi czytelnicy są już na tyle wyedukowani, by umieć zapanować nad inwazyjnymi gatunkami. Dziękuję za uwagę o obcym pochodzeniu ww roślin, której być może zabrakło w moim tekście. Jak we wszystkim, także i w tej sprawie edukacja jest ważna, ale nawet ważniejszy jest zdrowy rozsądek. Zagrożenia związane z sadzeniem jakichkolwiek inwazyjnych roślin obcego pochodzenia są niewątpliwe. W przypadku róży pomarszczonej i irgi błyszczącej pojawiają się one, gdy sadzimy w warunkach które faktycznie pozwalają tym gatunkom na niekontrolowane rozprzestrzenianie się, czyli na słabej, lekkiej glebie. Tu gdzie ja mam ogród, na Lubelszczyznie, dominują warunki całkowicie niesprzyjające tym gatunkom – zimno i ciężka, mokra, nieprzepuszczalna gleba. Owszem, rośliny rozrastają się przez rozłogi, ale przyrostu przez kilka lat na obszarze 2m2 agresywnym bym nie nazwała. Nie jest więc regułą, że uprawa róży pomarszczonej musi oznaczać od razu „niszczenie rodzimej pięknej przyrody” a taka implikacja wysnuta przez Pana jest ni mniej ni więcej tylko krzywdząca. Wszystko o mnie można powiedzieć, ale nie to że namawiam do niszczenia przyrody polskiej 🙂 Tak się składa, że mam Rosę rugosę od lat, i nie zauważyłam ani u siebie (na 7ha), ani w promieniu kilku kilometrów w lasach i na polach/ miedzach sąsiadów jakiegokolwiek przypadku rozsiewania się czy to tej róży, czy też irgi którą również mam w ogrodzie. Proponuję raczej agitować w środowisku architektów zieleni, którzy sadzą tą roślinę bez umiaru w przestrzeni publicznej, np. na pasach zieleni, w parkach, a nawet wzdłuż deptaku plaży w Sopocie. Sama byłam na wykładzie profesora z SGGW który polecał Rosę rugosę jako doskonałą roślinę do zieleni przyulicznej (odporna na zasolenie). Pod takim opisem figuruje ona też w katalogu szkółkarzy polskich. W ogródkach (zwłaszcza Polski Południowej i Południowo – Wschodniej) Rosa rugosa nie jest żadnym zagrożeniem, chyba że ogrodnik ją uprawiający zemrze i zostawi samą sobie. Bardziej inwazyjny i niszczący nie tylko przyrodę, ale wręcz krajobraz, jest moim zdaniem inny gatunek – Thuja occdentalis, który w przedziwny sposób „rozprzestrzenia się” z obejścia do obejścia, jak Polska długa i szeroka. Również pozdrawiam, i apeluję – więcej wiary w ogrodników, ich odpowiedzialność i miłość do polskiej przyrody 🙂

  3. wydaje mi sie, ze roze kasztanowa juz mozna spotkac. Ewentualnie mozna za granica kupic nasiona. Moje musthave to dobre odmiany oliwnika, w Polsce raczej niespotykane.

    • Nie podejmuję się uprawy tej róży z nasion, to dobre dla mniej zapracowanych 😉 ale dziękuję za informację, może któremuś z czytelników się przyda. Proszę wybaczyć, ale nie znoszę oliwników – wyjątkowo nie lubię ich zapachu…

  4. Ja uwielbiam agrest. W ogrodzie mam kilka krzewów. Przycinam go co roku, a i tak łapie go pleść. Kurcze, no nie mogę sobie z nią poradzić. A nie chcę stosować chemii. Macie na to jakiś dobry, naturalny sposób?

    • Można pryskać miedzianej, który jest do zaakceptowania. Można stosować EMy, opryski z czosnku… Ale najlepiej chyba posadzić inną, bardziej odporną odmianę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *